Anda di halaman 1dari 136

ADAM WINIEWSKI - SNERG

WEDUG OTRA

Od witu tego dnia miaem wraenie, e w moim otoczeniu zaszy noc jakie nieuchwytne zmiany. Kilka razy budziem si i zasypiaem ponownie. Chwilami soneczny promie rozprasza pmrok pokoju, padajc na podog spoza gstej zasony. Wprawdzie meble zajmoway swe zwyczajne miejsca, lecz ju wtedy, gdy po raz pierwszy otworzyem oczy, wahajc si jeszcze na krawdzi snu i jawy, obce barwy i ksztaty w zarysach znajomych rzeczy zaniepokoiy mnie mglistymi skojarzeniami. Rano nigdy nie podnosiem okiennej aluzji. Dopiero w azience zapaliem wiato i zatrzymaem si bezradnie nad pk z toaletowymi przyborami. Grub tub pasty do zbw wypeniao sprone powietrze. Kostka rowego myda wypada mi z rki na dno wanny i rozbia si na kilka kawakw biaego gipsu. W zwykym miejscu rcznika wisia tej samej wielkoci arkusz bkitnego papieru. Tylko brak wody w kranie atwo mogem wytumaczy porannym wzrostem jej zuycia. Ubraem si szybko i wszedem do kuchni, gdzie odkryem kolejne atrapy. Winogrona byy sztuczne. Zamiast jajek wbiem do patelni dwie gipsowe kule, za sporej wielkoci bochenek chleba pod naciskiem noa skurczy si z podejrzanym sykiem do rozmiarw maej buki. Mleko imitowaa biaa farba powlekajca wntrze butelki. Pod opakowaniem kostki masa znalazem drewniany klocek. tego sera nawet nie dotknem noem, gdy by odlany z jakiego twardego tworzywa. Jedynie szynk mgbym pokroi na plasterki, kiedy przekonaem si, e jest zrobiona z rowej gumy, ale nie miaem czasu na zabaw. Wntrze lodwki wypeniay Atrapy produktw ywnociowych, jakie czasami widuje si na wystawach spoywczych sklepw. Wrd nich na jednej z pek leaa twarda brya masy plastyczne j, ktrej fabryczna forma nadaa ksztat oskubanej gsi. Po zabawie w centrum Kroywenu trwajcej do czwartej rano i po krtkim nie wpatrywaem si w to wszystko nieprzytomnym wzrokiem, a przyszo mi do gowy, e pewnie wczoraj wieczorem lub noc w czasie mojej nieobecnoci kto ze znajomych zamieni mi przybory toaletowe i przechowywane w lodwce zapasy na ich mniej lub bardziej udane imitacje. Lecz jako nie kojarzyem nikogo z przyjaci z tym poczciwym figlem. Moe Lindzie - pomylaem - kiedy jej wszystko opowiem, atwiej bdzie wskaza autora dowcipu. W kabinie windy signem do kieszeni po papierosy i zaraz rozpoznaem w nich kolejny podstp: byy zrobione z pustych kartonowych rurek. Na parterze spojrzaem niespokojnie na zegarek. Poniewa do sidmej brakowao tylko dwudziestu minut, ca drog z

domu do przystanku metra przebyem biegiem i wskoczyem na peron w momencie, gdy pocig wjeda ju na stacj. Zdyem jeszcze rzuci monet do okienka kiosku i chwyci ze stosu egzemplarz porannej gazety. Drzwi wagonu zasuny si poza mn, pocig ruszy, wszedem do przedziau z nosem utkwionym w artykule wstpnym i zajem najblisze miejsce siedzce. Nie odrywaem wzroku od gazety. Ten jej egzemplarz, ktry kupiem w kiosku, w miejscach zwyczajnych kolumn pokryway rnej wielkoci prostokty wypenione jednolicie szar farb drukarsk. Tu i wdzie ponad tymi niby - szpaltami przebiegay czarne krechy imitujce tust czcionk, nagwki za tworzyy szeregi duych liter ustawionych w przypadkowej kolejnoci. Tak to wygldao, e cao mogaby zrobi wraenie rzeczywistej gazety, ale tylko na kim, kto spojrzaby na ni ze znacznej odlegoci. Pochonity ogldaniem gazetowej namiastki nie od razu zwrciem uwag na swoje otoczenie. Kiedy wreszcie uniosem gow i rozejrzaem si wokoo, mogem w pierwszej chwili sdzi, e przeywam jakie halucynacje. Cay wagon wypeniay manekiny. Jedne siedziay, inne stay, te i tamte poruszay si niekiedy, czasem rozmawiay - wszystkie zajmoway zwyke miejsca pasaerw metra, imitujc ludzi jadcych do pracy. Byy wykonane z plastyku i gumy o barwie zblionej do koloru prawdziwej skry. Patrzyy szklanymi oczami. Twarze ich miay uproszczone rysy, czsto w nosach brakowao dziurek, a w ustach - przerwy midzy wargami, te za wargi, ktre rozchyla umiech lub wypowiadane sowo, zamiast szeregu zbw odsaniay poziome paski wycite z biaego tworzywa. Skutki oszczdnoci zauwayem te w strojach swoich ssiadw. Manekiny zgromadzone w wagonie nie nosiy garderoby nowej - to znaczy prosto spod igy i elazka, jak modele ustawione na wystawach odzieowych domw towarowych: prawie wszystkie miay na sobie ubrania uywane, w rnym stopniu zniszczone, czasem wygniecione, ze ladami plam i innych defektw. Atrapy imitoway waciwych pasaerw z rn dokadnoci. Jedne (przynajmniej swym zewntrznym wygldem i zachowaniem) do wiernie naladoway ywych ludzi - i te w przejciach lub na awkach poruszay si cakiem swobodnie. Inne - o powierzchownoci uproszczonej w stopniu niekiedy aosnym - zainstalowane byy tutaj na stae. Manekiny przymocowane do awek lub do porczy miay na sobie papierowe ubrania. W kilku skrajnych przypadkach redukcja ksztatw nadawaa pasaerom wygld niezdarnie ulepionych figur woskowych lub zmierzaa do zachowania tylko samego zarysu ciaa. Drog z Tawedy do Pial Edin pocig przebywa w cztery minuty. W tak krtkim czasie ledwie zdyem ogarn wzrokiem wntrze jednego wagonu, a ju dojedalimy do

nastpnej stacji. Z pomostu poprzez szereg otwartych drzwi widziaem w gbi kolejnych wagonw inne przedziay ciasno wypenione atrapami mczyzn i kobiet. Wysiadajc w Pial Edin, gdzie znajdowaa si moja fabryka, czuem jeszcze zapach sztucznego tworzywa, ktry unosi si w pocigu. Zaintrygowany niezwykym widowiskiem poszedem peronem w stron tunelu zatoczonego mieszkacami kilku osiedli podmiejskich kierujcymi si do pracy w pobliskich zakadach. Nikt tu na nikogo nie zwraca szczeglnej uwagi. Ruch przebiega wedug ustalonego porannego porzdku. Mogem zosta w wagonie i pojecha dalej, chociaby do Dziesitej Ulicy, aby zobaczy, co tam bdzie si dziao. Staem ju jednak na peronie, kiedy pocig - widmo ruszy w kierunku centrum Kroywenu. W oknach oddalajcych si z rosnc prdkoci migay sylwetki sztucznych pasaerw, ktrych - ze znacznej odlegoci - trudno byo odrni od normalnych ludzi. Przy kocu peronu minem budk telefoniczn. Widok jej nasun mi myl, e mgbym niezwocznie zadzwoni do Lindy, aby przynajmniej w kilku sowach opisa jej skutki cudu, ktry przemieni cay pocig w jego ruchom makiet. Linda rozpoczynaa prac o dwadziecia minut wczeniej, wic w tym czasie powinna bya ju siedzie przy swym biurku. Niestety, wntrze budki zajmowaa jaka dziewczyna; tu obok spacerowaa druga, czekajc w kolejce do telefonu. Zatrzymaem si przy nich. Po kilku minutach zniecierpliwiony brakiem zmiany w pocztkowej sytuacji, zastukaem w szyb. Nie dao to adnego efektu. Numer wykrcany przez pann przy automacie mia pewnie kilkadziesit cyfr, gdy po kolejnej minucie dziewczyna nie wybraa go jeszcze do samego koca. Obszedem budk z drugiej strony i popatrzyem na ni uwanie. Wskazujcy palec staej telefonistki tkwi sztywno wtopiony w otworze semki" na tarczy gipsowego aparatu, ktr kauczukowa rka obracaa rytmicznie w obie strony. Druga do atrapy stanowia nierozczn cz suchawki, ta za - mas o barwie ludzkiego ciaa zespolona bya trwale z jej lewym uchem. Przy tym wszystkim oczy dziewczyny wpatryway si przytomnie w tarcz aparatu, a jej ywa twarz to wyraaa skupienie, to znw niecierpliwo, co dawao upiorny efekt. Odchodzc w stron swojej fabryki, rzuciem jeszcze okiem na posta drugiej plastykowej dziewczyny, ktrej buty wygnioty w rozgrzanym asfalcie peronu lekki lad o ksztacie duej podkowy, znaczc drog jej wielogodzinnego spaceru i oczekiwania na moliwo przeprowadzenia rozmowy telefonicznej. W poowi drogi do zakadu spotkaem Ryana Elsantosa, swojego znajomego z pracy.

- Carlos, jestemy spnieni - powiedzia naturalnym gosem, podajc mi na powitanie sztuczn do. Pochyliem gow nad zegarkiem. Nie dlatego jednak przez kilkanacie sekund wpatrywaem si we wskazwki, abym chcia pozna dokadny czas, gdy praca bya ostatni spraw, o jakiej w tej chwili mogem trzewo myle: chciaem tylko ukry zaenowanie graniczce z przeraeniem, ktre musiao odmalowa si na mojej twarzy, kiedy go zobaczyem. Ryan bowiem - podobnie jak wszyscy przechodnie poruszajcy si po obu stronach ulicy - zbudowany by z gumy i masy plastycznej. Nawet znacznie gorzej wyglda od innych. Dojeda ze stacji Kroywen - Central. Musia wiele po drodze widzie. - Wszystko w porzdku? - spytaem niewinnym tonem. - Ujdzie. - W rdmieciu te nic ciekawego si nie dzieje? - Leci - mrukn sennie. Raptem ziewn tak potnie, e przez chwil mogem si obawia, czy zdoa doprowadzi szczki protezy do pocztkowej pozycji. - A co u ciebie sycha? - Nie pytam o to, jak ci si w ogle wiedzie. - Wic o co pytasz? - Co widziae jadc tutaj? - A co takiego mgbym widzie? - Mia min trwale uksztatowan w formie prasy toczcej. - Czy stao si co? Milczaem. W miar jak oddalalimy si od toru kolejowego, okolica przybieraa coraz bardziej nienaturalny wygld. Prawdziwe palmy i pinie ustpoway miejsca lichym imitacjom wykonanym ze sztucznego tworzywa. Tanie artykuy zastpcze pojawiy si rwnie we wszystkich konstrukcjach wzniesionych po obu stronach ulicy, wypierajc z nich solidne materiay. Przechodzilimy wanie obok tekturowego warsztatu naprawy samochodw. Zgromadzone na placu karoserie rozbitych wrakw zrobione byy z papieru nasyconego woskiem. W wygldzie budynkw, ktre stay w podejrzanie kolorowych ogrodach, te odkrywaem stopniowo coraz wiksze, wprowadzone noc zmiany. Pierwsze domy miay zwyczajne murowane ciany, nastpne sklecone byy prowizorycznie z dykty, wreszcie ostatnie nie posiaday nawet okien ani drzwi - tylko ich kontury namalowane farb na arkuszach dykty. Mijajc te domy, obejrzaem si poza siebie i zamarem w bezruchu. Zobaczyem drug stron, podszewk tego wszystkiego, na co dotd patrzyem od strony kolejowego toru. W kadym bardziej odlegym od stacji budynku brakowao tylnej ciany. Luki te (niewidoczne dla kogo patrzcego w kierunku wschodnim, gdzie znajdowao

si jezioro) odsaniay cae wntrza domw wypenione przewanie konstrukcjami wspierajcymi faszywe mury. Podpory utrzymyway w pozycji pionowej sztuczne fasady domw, zbudowane efektownie i drobiazgowo wykoczone, chyba tylko w tym celu, aby obserwator wygldajcy z okna pocigu nie zdoa ich odrni od prawdziwych. Odniosem wraenie, e wszystko, co poza sob ukryway te pozorne mury, nie miao ju wikszego znaczenia. Rusztowania i pomosty wewntrzne przybieray niekiedy ksztaty kolejnych piter, korytarzy oraz mieszka, tandetnie zagospodarowanych, w ktrych tu i wdzie - midzy zarysami mebli - spoczyway kuky ludzi. Poczwszy od poowy odlegoci midzy torem a biegnc rwnolegle do niego lini brzegow jeziora wszystkie zabudowania imitowane byy naturalnej wielkoci makietami ustawionymi frontem do toru. Staem kilka minut w miejscu obok zmontowanego z puszek palmowego pnia, pod papierowymi limi cytryny, na ktrej plastykowych gaziach wisiay puste te baki. Kiedy spojrzaem w dal na pomaraczowe drzewa, nie miaem ju pewnoci, czy stoj one tam rzeczywicie, czy s jedynie barwnym obrazem namalowanym na tarczy o konturach podmiejskiej willi. Przez cay ten czas Ryan bacznie mi si przypatrywa. - Co ci jest? - zapyta wreszcie. - Chory jeste? - Wanie zastanawiam si nad tym. - Piknie! A wiesz, ktra jest godzina? - Zostaw mnie w spokoju. Przeoy teczk z lewej protezy do prawej i zbliy swoj mask do mojej twarzy. - Chyba jednak co ci dolega, bo min masz upiorn. - A ty... gdyby siebie zobaczy! - Pomazaem si czym? Wycign z kieszeni prostoktny kartonik i zajrza do niego szklanymi oczami. Kiedy gadzi wosy kawakiem poliniowanej blaszki, peruka zsuna mu si na mask twarzy. Zaraz j poprawi. Najbardziej zdumiewa mnie fakt, e mwi normalnym ludzkim gosem: - Wcale si dzisiaj nie czesaem. - A rozejrzae si przynajmniej raz w pocigu albo na ulicy? - Powiedz w kocu, o co ci waciwie chodzi. - To ty wydu wreszcie - podniosem gos - czy te je wszdzie dookoa siebie widzisz. Przestraszy si. - Co? - Te cholerne dekoracje! Patrzy w ziemi.

- Widz - potwierdzi po chwili namysu. Mia na sobie koszul bez jednego guzika, na stae przylepion do sztucznego ciaa. - Tak, sowo honoru, Carlos, ja je te dostrzegam. Paskudne s, no nie? I caymi dniami przeladuj czowieka. - Nie caymi dniami, tylko dzisiaj od samego rana. Nawet nie poruszy gow. Usiad pod tekturowym parkanem na ziemi posypanej zielonym proszkiem, co z dala wygldao pewnie tak, jakby siad na ostrzyonym trawniku. Co mu si nagle przypomniao. Pogrzeba w teczce i poda mi pust butelk po koniaku. Nie zrozumiaem go; w zamyleniu upuciem butelk pod nogi. Pocig zadudni na dalekim torze. Gdy znw spojrzaem na Ryana, trzyma szyjk butelki przy swych gumowych wargach i porusza grdyk. - Niezy - mlasn. Otar usta wierzchem doni. - Pocignij sobie jeszcze raz. To ci postawi na nogi. To mnie ostatecznie dobio. - Czy nie widzisz, baranie, e butelka jest pusta? Skierowa szklane oczy na betonowy supek, pozorowany kartonowym

prostopadocianem, na ktrym sta przedmiot naszego sporu. Gdyby nie mia wci tej samej nieruchomej twarzy, powiedziabym, e umiechn si z niedowierzaniem. - Przecie ledwie j napoczlimy. - Bya i jest pusta - owiadczyem z naciskiem. - Takiej baki nie oprniby dwoma ykami. Carlos, gupi koku, zalae si ju. - Wic powiem ci wszystko. Nie ma innej rady. - Ciekaw jestem, co lepszego jeszcze wymylisz. - Wprawdzie swojej plastykowej gby nie moge zobaczy w kartce papieru, ktr przezornie pomylie z lusterkiem, ale ja j bardzo dobrze widz. Jeste sztuczny! - Uwaasz, e moje zachowanie nie jest naturalne? - Gorzej! - Czy faszywie tumacz sobie twoj mglist przenoni na temat koniaku? - To drobiazg na tle innej strasznej prawdy. Czy sam tego nie widzisz ani nie czujesz, e cae ciao masz zbudowane ze sztucznego tworzywa? - Jestem pajacem? To chciae powiedzie! - Nie miaem zamiaru ciebie urazi. - Jasne. Tylko nazwae mnie kuk! - Inni ludzie, ktrych spotkaem dzisiaj po drodze z domu do pracy, te byli manekinami.

- Ju si domylam, e w swej piknej wizji ty jeden pozostae ywy i autentyczny. Kiedy mi plote o dekoracjach, miao to jeszcze cechy niebanalnej obsesji. Teraz, gdy ju zdradzie, do czego zmierza twoje urojenie, nie mam zamiaru duej sucha tych egocentrycznych bredni. Poszukaj sobie innego suchacza. A jeli bdziesz mi si dalej narzuca, to ci rozwal t zarozumia gb. Wsta, pocign yk powietrza z butelki, zakorkowa j starannie i wsun do teczki! Odchodzc rzuci mi w milczeniu dugie martwe spojrzenie. Mimo wszystko mia w sobie co naturalnego, co mi kazao sdzi, e pod grub sztuczn powok myli nadal i czuje normalnie. Doszed do skrzyowania ulic. Ale na rogu nie skrci w pierwsz ulic na lewo, gdzie znajdowa si nasz zakad. Szed dalej prosto w kierunku jeziora. Pewnie pod wpywem piknej pogody lub moe pod dziaaniem wyobraonego alkoholu postanowi w tym dniu troch poleniuchowa. Mnie rwnie perspektywa kolejnego wstrzsu na stanowisku pracy otoczonym dekoracjami nie zachcaa do poznania nowej szaty zakadu. Ruszyem powoli za Ryanem. Od linii metra jezioro dzielia odlego okoo dwch kilometrw. Po przejciu wskiego pasa lasu utworzonego ze sztucznych palm dotarem do piaszczystej play. Ryan siedzia pod palm. Przechyla nad ustami swoj butelk. Wod jeziora pozorowaa wielka szklana pyta o barwie nieba. Postawiem na niej nog. Powierzchnia szka bya twarda i lekko pomarszczona. Poszedem po niej w kierunku przeciwlegego brzegu. W tym miejscu jezioro miao szeroko szeciu kilometrw. Daleko z lewej strony, na duej wyspie pooonej pomidzy Tawed a Lesaiol, zieleni si gsty palmowy las. Soce wznosio si coraz wyej na bezchmurnym niebie. Kiedy oddaliem si na odlego jednego kilometra od brzegu w Pial Edin, dotarem do krawdzi szka. Poczwszy od tego miejsca a do brzegu pod Lesaiol woda bya prawdziwa. Powrciem do Ryana. - Poczstuj mnie swoim koniakiem, gupi koku, jeli sam go jeszcze do koca nie wytrbie - powiedziaem pojednawczo. Lea na wznak. Poderwa si z ziemi i zamacha rkoma. Odzyska rwnowag, kadc swe sztuczne donie na konierzyku mojej koszuli. - Ty wiesz, co ja przed chwil widziaem? - zapiszcza. - Pewnie co bardzo ciekawego, bo inaczej ze wzruszenia nie prbowaby mnie zaraz udusi. - Chodzie po powierzchni wody! - Zalewasz.

- Widziaem ciebie na rodku jeziora, powtarzam. - Pywaem tam w ubraniu? - Nie. Szede po powierzchni wody. - Mgby mi takich kawakw nie opowiada. - Przysigam! - Wariata ze mnie chcesz zrobi? - Widziaem to na wasne oczy. Trciem nog butelk i wskazaem j ruchem gowy. - Wszystko si zgadza - podsumowaem znaczcym tonem. - Najpierw ja po wczorajszym piciu wygupiaem si przed tob, a teraz... - Urnem si jak ostatnia winia! - wykrzykn radonie. Ale numer - doda ciszej i odetchn z ulg. Wcale nie miaem ochoty na arty. Jednak aby mu zrobi przyjemno, podniosem butelk do ust i wypompowaem z niej dwa yki powietrza. Zrozumiaem w tej chwili przynajmniej jedno: e gdybym chcia pozosta w zgodzie z przemienionym wiatem, musiabym dla siebie zatrzyma wszystko, czego si o nim dowiedziaem.

Linda pracowaa w biurze centrali handlowej o nazwie Temal. Gmach centrali sta przy Dwudziestej Dziewitej Ulicy. Po przeyciach tego przedpoudnia, ktre nadweryy mj ukad nerwowy, nie potrafiem ju sobie wyobrazi aktualnego wygldu Lindy. Baem si tylko coraz bardziej i w miar jak zapoznawaem si ze zmianami w obrazie okolic miasta oraz w wygldzie jego mieszkacw, dojrzewaa we mnie pewno, e te przeraajce zmiany obejmowa mog rwnie moich najbliszych. Pod wpywem najgorszych przeczu zostawiem w spokoju Ryana, ktry z uporem godnym lepszej sprawy wytrwale markowa na play posta nieprzytomnego pijaka, i poszedem na stacj w Pial Edin, gdzie - jak rano - te same dwie sztuczne dziewczyny blokoway dalej makiet budki telefonicznej. Zrezygnowaem z poszukiwania prawdziwego aparatu, poniewa zaleao mi przede wszystkim na bezporednim spotkaniu z Lind. Wsiadem do pocigu metra odjedajcego w kierunku centrum Kroywenu. Zanim dojechaem do przystanku przy. Dziesitej Ulicy, gdzie rozpoczynaa si zwarta wielkomiejska zabudowa, miaem czas przyjrze si dokadnie najbliszym pasaerom. W wagonach nie byo ju takiego toku jak rano, kiedy pocig przepeniay manekiny jadce do pracy, jednak pewna liczba atrap nadal nie zajmowaa wielu wolnych miejsc siedzcych. Zrozumiaem wkrtce, dlaczego tak si dzieje. Prawie wszyscy podrni, ktrzy stali w przejciach pomidzy pustymi awkami - trzymajc donie na poziomych i pionowych rurkach przeznaczonych do utrzymywania rwnowagi - mieli rce na stae przymocowane do tych porczy. Twarze uwizionych wyglday prawie naturalnie. Zachowywali oni ograniczon swobod ruchw, niektrzy wymieniali midzy sob jakie niby - zdania utworzone ze sw przypadkowo zestawionych albo wpatrywali si w gazety pokryte szarymi prostoktami. Jedna z kobiet staa sztywno pod cian przytwierdzona do niej opatkami. Wolnymi rkoma przerzucaa kartki kolorowego czasopisma, w ktrym prostokty wypenione szar farb udaway kolumny druku, inne - przypominay barwne zdjcia. W najbliszym rogu, zawieszony oburcz na uchwycie luno zwisajcym z porczy, koysa si miarowo may plastykowy dziadek w okularach wszczepionych bezporednio do pustych oczodow. Tu obok niego wspierali si o siebie dwaj mczyni zronici razem plecami. Tworzyli nierozczn cao, lecz przy tym wcale nie mieli wygldu martwych kukie. Jeden z nich w rwnych odstpach czasu ponawia prby zawarcia znajomoci z moj ssiadk na awce. Zwraca si do niej z zapytaniem, czy wysiada na nastpnym przystanku, bo chtnie

odprowadziby j do domu. Kiedy kobieta podnosia na niego szklane oczy i krcia przeczco gow, namawia j do spdzenia wsplnego wieczoru w teatrze. Kobieta ta nie mogaby jednak skorzysta z zaproszenia, gdyby nawet kto inny proponowa jej swoje towarzystwo. Odlew jej ciaa by wykonany z mikkiej masy plastycznej zespolonej trwale z siedzeniem i oparciem awki. Naprzeciwko mnie siedziaa matka z dzieckiem na rku. Koysaa dziecko i wiercia si na awce swobodnie , za to nogi miaa poczone ze sob materiaem imitujcym ciao ludzkie, za stopy - a po kostki zatopione w pododze. Poza kilkoma wyjtkami wszystkie te pozorujce ludzi twory zmontowane byy w wagonie na stae, jako skadowe czci jego wyposaenia, co kademu, kto znalazby si na moim miejscu w roli przytomnego i nie wtajemniczonego widza, wydawa si musiao w najwyszym stopniu zastanawiajce. Tym bardziej wic zdumiaem si na widok prawdziwej kobiety, ktra nagle przesza przez cay wagon pod rk z plastykowym manekinem i wysza na peron, nie zwracajc najmniejszej uwagi na nasze dziwaczne otoczenie. Para ta opucia pocig na przystanku przy Dwudziestej Ulicy. Powodowany tym samym uczuciem radosnego zaskoczenia, jakie pewnie kieruje czowiekiem na bezludnej wyspie, gdy po duszym okresie samotnoci zobaczy nagle drugiego towarzysza niedoli, natychmiast poderwaem si z miejsca i wybiegem za ni. Manekin cign kobiet za rk. Dogoniem ich na schodach prowadzcych do wyjcia na ulic. - A ju mylaem, e w caym miecie nie znajd nikogo prawdziwego - zwrciem si do kobiety. - Sucham? - Wyszedem za wami z metra. - Za nami? Uniosa brwi i spojrzaa na swego sztucznego partnera. - No, jeli mam by szczery... - zaciem si. - Zreszt sama pani wie, co mam na myli w tych okolicznociach. Od rana nie widziaem jeszcze ludzkiej twarzy. Wyobraam te sobie, jak pani zaskoczyo to nasze niespodziewane spotkanie. - Zaraz... - przerwaa. - Nie bardzo rozumiem... - O to wanie chodzi! - podchwyciem z entuzjazmem. - Ja rwnie niczego nie pojmuj. Tutaj, w rdmieciu, chyba nie ma wikszych zmian. Wygldaem przez okno, zanim wjechalimy do tunelu, i poza imitacjami ludzi na ulicach niczego osobliwego nie zauwayem. Zatrzymaa si.

- Czy wy si znacie? - spyta manekin. - Nie - odpowiedziaa. - Przepraszam pana uprzejmie - ukoniem si przed nieznajomym. - Mwimy tu o sprawach zupenie dla pana niezrozumiaych. - Ale macie ze sob co wsplnego. - W pewnym sensie - potwierdziem z mniejsz ju pewnoci siebie, bo rozmowa zmierzaa w nieprzewidzianym kierunku. - A mona wiedzie, co was czy? - nalega dalej. - Jak by to panu delikatnie wytumaczy... - Dopiero w tej chwili pomylaem o Ryanie i o niemonoci porozumienia z nim. - Czy dzisiaj ani razu nie rozmawialicie ze sob... - Wic jednak znasz tego czowieka! - przerwa mi, zwracajc si do kobiety. - Nie znam go! - Twierdzisz to kategorycznie, a on utrzymuje, e macie ze sob co wsplnego. - Dlaczego oszukuje pan mojego ma? Miaa nieprzyjazn min, lecz w kocu musiaem zapyta wprost: - Czy nie czy nas fakt, e pani jest prawdziw kobiet, co stwarza moliwo porozumienia miedzy nami i wymiany wiadomoci na temat... - Tak bezczelnego podrywacza w yciu jeszcze nie spotkaem! - sykn manekin lodowatym tonem, zanim zdyem dokoczy, o jaki temat mi idzie. - Przecie nie miaem zamiaru... - To czego pan od nas waciwie chce? - ucia sucho. Po szybkiej wymianie zda zapada denerwujca cisza. Kiedy wybiegem za kobiet z metra, wyobraaem sobie naiwnie, e to, czego od niej chc, wypisane jest na mojej twarzy i nie wymaga dodatkowego wyjanienia. Teraz - zaskoczony jej chodnym przyjciem przewidywaem tylko, czym moe skoczy si ta gupia rozmowa, jeeli natychmiast nie odejd. Musiaem pogodzi si z kolejnym niepowodzeniem. Nie potrafiem porozumie si ani z przemienionym w imitacj czowieka Ryanem, chocia by on moim koleg i mogem mu wszystko powiedzie, ani z obc kobiet, ktra bya autentyczna i z ca pewnoci widziaa dookoa siebie dokadnie to samo co ja. Tam - naturalne reakcje czowieka obudzonego na scenie pord dekoracji i przestraszonego nimi nazwane zostay przejawami prymitywnej zarozumiaoci, tutaj bezczelnymi zalotami chama, ktry podchodzi na ulicy do kobiety prowadzonej przez jej ma i prawi jej tanie komplementy w rodzaju: Nareszcie spotkaem prawdziw kobiet!"

Dalsze prby rozbudowywania tej beznadziejnej sceny tak czy inaczej zmierzay do awantury. - Przepraszam za ten przykry incydent - powiedziaem po przerwie. - Teraz widz, e pomyliem pani ze swoj znajom. - Jestem o tym przekonana. - A mnie si wydaje, e pan szuka guza - burkn manekin zaczepnie. W kocu mia prawo do takiego komentarza. Odwrciem si i zszedem schodami na d, do tunelu wypenionego oskotem pocigu. Przedtem usyszaem jeszcze ostatnie zdania, jakie na mj temat wymienili midzy sob wytrceni z rwnowagi maonkowie: - Martin, uspokj si. To jaki wariat! Czy nie syszae, co on opowiada? - Ale rozmawialicie jak para dobrych znajomych. Ju dawno podejrzewaem, e co przede mn ukrywasz.

Wsiadem jeszcze raz do metra, aby pojecha do nastpnej stacji, gdy do Temalu, gdzie pracowaa Linda, najbliej byo z przystanku przy Trzydziestej Ulicy. Ogldajc namiastki pasaerw tu i wdzie rozlokowane rwnie w tym pocigu, tak si jednak zagapiem, e minem waciw stacj i dojechaem do Kroywen - Centralu. Do ju miaem jazdy mrocznym tunelem, z ktrego nie byo wida, co si dzieje na ulicach miasta. Postanowiem wyj na wiee powietrze i wrci do Lindy pieszo. Sam gmach dworca razem z jego podziemnymi halami wzniesiony by solidnie z autentycznych materiaw budowlanych i niczym chyba nie rni si od tego dworca, jaki dobrze znaem. Tylko w jego wntrzu, zamiast prawdziwych ludzi, krcia si dua liczba manekinw. Przy zbiegu Szstej Alei z Czterdziest Pierwsz Ulic wkrtce po wyjciu z dworca zobaczyem trzech prawdziwych mczyzn. Szli obok siebie rodkiem chodnika i minli mnie z cakowit obojtnoci. Zachowaem ju pewn ostrono, pamitajc, czym skoczya si poprzednia prba spontanicznego zawarcia znajomoci. Przystanem jednak, gotw przyczy si do nich, gdyby tylko zaprosili mnie do swego towarzystwa. aden nie obejrza si ani razu. ledziem ich dugo, a znikli w perspektywie ulicy. Dziki nim dowiedziaem si przynajmniej, e nie jestem tutaj wyjtkow postaci, poniewa w miecie pozostali ywi jeszcze inni jego mieszkacy. Czwartego prawdziwego przechodnia spotkaem sto metrw dalej. Ju zdecydowany zatrzyma go, przeszedem na drug Stron chodnika, gdy niespodziewanie on sam pierwszy zapyta:

- Ktra jest godzina? Spojrzaem na zegarek. - Osiem po jedenastej - odpowiedziaem zaskoczony banalnoci jego pytania. - Dzikuj. Poszed dalej. - A niech to wszystko... - chciaem zakl, lecz zaraz poprawiem si. - Zwariowa mona. Obejrza si. - Cholera mnie ju bierze - wyznaem. - Czy nie ma pan przypadkiem prawdziwego papierosa? - Su uprzejmie. Grzeba przez chwil w kieszeni, a znalaz rozpiecztowan paczk. Podsun mi j. Woyem papierosa do ust. By prawdziwy. - Nie paliem od samego rana... - zaczem spokojnym tonem i przerwaem, kiedy nieznajomy oddali si popiesznie. Jedn chwil! - zawoaem za nim. Zwolni niechtnie. - Sucham. - Zapaek te nie mam. Zapali mi papierosa swoimi zapakami. - Co pan waciwie myli o tych wszystkich manekinach? - pokazaem rk dookoa siebie. Zamiast rozejrze si po ulicy, gdzie w atmosferze przesyconej zapachem gumy i plastyku roi si wkoo nas gsty tum postaci odlanych z masy o barwie ludzkiego ciaa, spojrza przenikliwie na mnie. - Czybym powiedzia co zabawnego? - spytaem podejrzliwie. - Mam pocig za cztery minuty - odpar wymijajco. - Ale co pan o nich sdzi? - zniecierpliwiem si. - Pytam, poniewa z obojtnoci innych ludzi wynika, e nie ma tu wcale adnego problemu. - Bo nie ma go rzeczywicie. - Lecz czy te kuky nie zasuguj na jedno sowo komentarza? - Widz - przystan - e szuka pan tutaj kogo, kto do ulicznego tumu odnosiby si z waciw panu pogard. - Ale tu nie o to chodzi! - zawoaem rozpaczliwie. Umiechn si i ruszy szybko w kierunku dworca.

- Przepraszam! - rzuci poza siebie w biegu. Odprowadziem go wzrokiem do ruchomych schodw. Pogarda! - co on chcia przez to powiedzie? Czy by rwnie lepy jak Ryan, jak te wszystkie manekiny, ktre pojawiy si ubiegej nocy w caym miecie na tle tu i wdzie rozstawionych dekoracji, zajmujc miejsca prawdziwych ludzi? Cokolwiek mia na myli - zmiady mnie tym jednym sowem. Pod jego wpywem przestaem wierzy w moliwo porozumienia midzy ludmi podobnie jak ja osamotnionymi w sztucznym tumie.

Na odcinku pomidzy dworcem Kroywen - Central i Trzydziest Ulic Szsta Aleja nie nosia ladu adnych zmian. Dekoracje, ukryte przed wzrokiem nieuwanego przechodnia, stay tylko we wntrzach sklepw, kawiar, restauracji i kin. Po obu stronach jezdni rosy w dwch rzdach prawdziwe palmy. Domy te - przynajmniej swym zewntrznym wygldem nie rniy si niczym od tych dobrze mi znanych biaych, czarnych i kolorowych wieowcw, jakie wznosiy si tu jeszcze poprzedniego wieczora. Szedem w ostrym socu, ktre jedynie w godzinach poudniowych zagldao na dno alei, o innych porach dnia zanurzonej w gbokim cieniu, bo zabudowanej z dwu stron wielopitrowymi drapaczami chmur. Ludzie mieli plastykowe, nieruchome twarze. Do poudnia spotkaem po drodze kilkunastu prawdziwych przechodniw, miedzy innymi kilkoro dzieci. Prawie wszystkie samochody zaparkowane przy krawnikach jezdni lub poruszajce si na niej miay byle jakie, tekturowe karoserie. Za kierownicami siedziay sztywne kuky. Z daleka nie poznabym jednak, e zadaniem jadcych wozw jest markowanie ulicznego ruchu. W sklepach wypenionych imitacjami waciwych wyrobw sztuczni klienci, pacc zielonymi papierkami i plastykowymi krkami, ktre udaway banknoty i bilon, kupowali surogaty i atrapy towarw. W spoywczych dziaach samoobsugowych przedmiotami zakupw byy najczciej same opakowania. Manekiny adoway do koszykw kolorowe, lecz puste pudeka, puszki, torebki, soiki i butelki. Zaciekawiony wygldem falsyfikatw zgromadzonych w witrynie sklepu jubilera wstpiem tam na chwil. W rodku zastaem waciciela podejrzanych kosztownoci i jednego, zdecydowanego ju klienta. Jubiler pozdrowi mnie grzecznie i przeprosi za ma minut zwoki niezbdn do sfinalizowania - jak si wyrazi - powaniejszej transakcji. Mia uszczliwion min. Zdejmowa i zakada na may palec u rki brzow szyjk odpiowan od butelki po szampanie. Nabywca tej osobliwej obrczki odlicza w tym czasie pienidze z grubego pliku brudnych kartek pozorujcych banknoty.

Czy oni siebie wzajemnie nabierali? Klient przeliczy kartki raz i drugi. Powtrzy t czynno wielokrotnie. Lecz chyba nadal ba si dooy do interesu przez jaki gupi bd rachunkowy, bo ze skupieniem rozpocz kolejne odliczanie. Mia taki wyraz twarzy, jakby za kadym razem wierzy, e liczy te papierki po raz pierwszy. Obaj przymocowani byli do kontuaru po obu jego stronach. Moe komu ywemu - przyszo mi do gowy - kto przechodzc ulic spojrzaby w okno jubilera, scena ta wydaaby si prawdziwa. Pod wpywem tej myli minem kilka wystaw przeadowanych tanimi atrapami i zajrzaem przez szyb do zakadu fryzjerskiego. Ale i tu nie daem si oszuka ani fachow postaw rzekomego mistrza brzytwy patykiem golcego pian z brody gipsowej figury, ani zrcznymi skonami drugiego fryzjera, ktry kartonowymi noyczkami strzyg powietrze wok peruki innego nadmuchanego modelu. Wic chyba kto prawdziwy - sprbowaem skorygowa poprzednie domysy - kto miaby odnie waciwe zudzenie, e porusza si w autentycznym miecie, musiaby jecha tdy samochodem i patrze na wszystko przelotnie. Symulowanie dziaalnoci handlowej i usugowej odbywao si wszdzie, gdziekolwiek wszedem. Na tym tle do zagadkowa wydaa mi si rola pewnej prawdziwej sprzedawczyni, zreszt kobiety otyej i wcale niepiknej, lecz ywej, na ktr natknem si w jakim niepozornym hallu. Miaa ona w swym kiosku autentyczne czasopisma, papierosy i zapaki. We wasnej portmonetce obok rzeczywistego bilonu znalazem te kilka faszywych monet. Na prb, proszc o papierosy, podaem kobiecie plastykowy krek. Bez sowa zwrcia mi go. Tak, jak czsto postpuje si z obcokrajowcami lub z dziemi, wyja mi z rki portmonetk, wygrzebaa z niej prawdziw monet i podaa mi papierosy razem z reszt odliczon nieoszukanym bilonem. Swym wygldem nie wywoaem u sprzedawczyni adnego zainteresowania. Przedtem czytaa gazet. Inkasujc pienidze miaa obojtn min: zrobia, co do niej naleao, i wrcia do przerwanej lektury. - Dlaczego nie przyjmuje pani tych etonw? - zapytaem grzecznym tonem, aby wcign j do rozmowy. Przybraa taki wyraz twarzy, jakbym zwrci si do niej z nagan. - Pan przyjmowaby je? - Jeeli mona za nie wszystko kupi... - Tutaj nie mona. - Jednak w innych sklepach widziaem ludzi... ktrzy pacili takimi krkami. - Wiec trzeba tam i. Czy ja pana zmuszam do robienia zakupw w moim kiosku?

Po tej odpowiedzi straciem nadziej, e ona mi co wytumaczy.

Gmach Temalu, podobnie jak wikszo mijanych po drodze domw, swym zewntrznym wygldem nie wywoywa podejrzenia o mistyfikacj. Rwnie zajmowana przez central handlow wysokociowa cz budynku na przechodniu patrzcym z dou robia wraenie konstrukcji wzniesionej z prawdziwego szka, betonu i aluminium. Wjechaem wind niemal na sam szczyt wieowca - na szedziesite drugie pitro, gdzie znajdowaa si sekcja Lindy. Nie zastaem jej tam. Powiedziano mi, e pani Tinazana zostaa wezwana przez kierownika dziau i przebywa w jego gabinecie. Informacji tej udzielia mi koleanka Lindy, zapewniajc jednoczenie, e moja dziewczyna zaraz wrci. Biuro to odwiedziem ju kilka razy, tote znaem z widzenia cztery osoby pracujce tutaj. Usiadem na wskazanym krzele i przez kilka minut udawaem kamienny spokj. Miaem powody do zdenerwowania, poniewa wszyscy wsppracownicy Lindy w jej pozorowanym biurze byli sztuczni. Na tej podstawie mogem si obawia, e zaraz zobacz plastykow Linde. Czekaem na ni pod papierow cian, pomidzy dwoma tekturowymi pudami, ktre imitoway biurka. Przy pudle z prawej strony zainstalowany by manekin adnej dziewczyny. Jej biurko zajmowaa prawdziwa maszyna do pisania. Kuka stukaa w klawisze wszystkimi palcami z prdkoci karabinu maszynowego. Zajrzaem jej przez rami. Na papierze nie znalazem ani jednego sensownego sowa: byy tam tylko szeregi liter zestawionych przypadkowo. W poszczeglnych wierszach czste przerwy grupoway litery w jakie niby - wyrazy, dziki czemu kto ywy, kto by tu na chwil zajrza, mgby ten rekwizyt pomyli z prawdziwym dokumentem. Sztuczna urzdniczka tuka w klawisze na chybi trafi, byleby robi wraenie biegej maszynistki. Rwnie dwie pozostae referentki tego dziau, w ktrym Linda zajmowaa kierownicze stanowisko, imitowane byy przez manekiny zrobione z gumy i plastyku. Wyglday jak dwie bliniacze siostry. Dekorator umocowa je przy biurkach w jednakowych pozach: obydwie podpieray brody lewymi rkoma pozbawionymi palcw. Porusza mogy tylko prawymi domi. Jedna braa ze stosu rowe kartoniki i krelia na nich dugopisem zgrabne spirale. Druga rozmieszczaa te fiszki w przegrdkach obszernego segregatora. O buchalterze, jedynym mczynie pracujcym tu midzy sympatycznymi kobietami, Linda wspominaa niechtnie: starzec mia opini roztargnionego mruka, wiecznie poszukujcego w papierach jakiej zaginionej asygnaty. Teraz kopia jego staa pod regaem w pozie wyraajcej dalszy cig tych anegdotycznych poszukiwa. Nie mia na sobie nawet

prawdziwego ubrania. Papierowa koszula i spodnie oblekay jego sztywne ciao. Porusza tylko szyj i gumowymi palcami. Prbowa wycign z szafy jaki rejestr. Obecno dokumentw pozoroway same grzbiety teczek, ktre dekorator naklei rzdami na ramach imitujcych pki. Po kilkunastu minutach ksigowy mg zdenerwowa kadego: mia pewnie jaki mechanizm zegarowy w swym pustym korpusie, bo w rwnych odstpach czasu powtarza w kko jedno zdanie: Sodka moja, gdzie ty si podziaa?" Na makietach biurek stay odlane z gipsu aparaty telefoniczne. Wszystkie przybory biurowe byy porozstawiane przed manekinami w pedantycznym porzdku. Miay one uproszczone ksztaty dziecinnych zabawek i zostay przytwierdzone do desek zardzewiaym drutem. Pudo imitujce stanowisko pracy Lindy wygldao nieco lepiej od innych. Sta na nim prawdziwy telefon. Uniosem si ze swego krzesa (jedynego solidnego mebla w tym pokoju), aby zobaczy z bliska, czym zajmowaa si Linda dzisiaj do poudnia, zanim wezwano j do kierownika. Biurko mojej dziewczyny zacielay rnego rodzaju kolorowe teczki i lune papiery pokryte jej normalnym pismem. - Czy gabinet kierownika znajduje si na tym pitrze? - zapytaem maszynistk, kiedy na chwil przestaa terkota. - Ostatni pokj na lewo - odpowiedziaa normalnym gosem. - Ale nie radz tam wchodzi. Pewnych spraw lepiej nie dostrzega. Ostrzeenie to zawierao jak podejrzan zacht. Po drugim kwadransie oczekiwania wyraziem zwtpienie, czy Linda tu wrci przed kocem pracy. Nikt minie odpowiedzia. Referentki chichotay gosami nakrcanych lalek. Maszynistka szlifowaa sobie paznokcie. Kiedy ksigowy po kolejnej minucie milczenia znowu puci pyt ze sowami: Sodka moja, gdzie ty si podziaa?", opuciem pokj. Poszedem na koniec korytarza pod drzwi opatrzone napisem, w ktrym tylko sowo kierownik" byo zrozumiae. W pierwszym pokoju zastaem mechaniczn sekretark kierownika. - Czym mog panu suy? - zapytaa gosem zegarynki. Siedziaa na obrotowym stoku obok wystruganej z arkusza dykty pionowej tarczy o barwie i konturach eleganckiego biurka. Miaa na sobie papierow spdniczk mini i peruk ufarbowan na fioletowa. Trzepotaa zlepionymi czarnym tuszem dugimi rzsami, ukazujc na przemian to perowe powieki, to wielkie szklane oczy. Nogi miaa wytoczone zgrabnie z masy plastycznej i uoone trwale w pozycji jedna na drugiej. Moga jednak porusza rkami.

- Nie mam pewnoci, czy trafiem do waciwego pokoju. Czy tu - wskazaem na drzwi obite grub warstw dwikochonnej tkaniny - znajduje si gabinet kierownika dziau, w ktrym pracuje Linda Tinazana? - Tak. - Mogaby pani poprosi j na chwil? - Tinazany nie ma tutaj. - Powiedziano mi, e jest teraz u waszego kierownika. - Szef dzi nie przyjmuje. - Ale jest u siebie? Odpowiedziaa po kilku sekundach: - Wyszed przed godzin. - Nie wierz. Mona tam wej? - Nie mona! - Pani co ukrywa! - Nie wejdzie pan do gabinetu po prostu dlatego, e szef zanikn drzwi na klucz i zabra go ze sob. Pochylia si nad krawdzi makiety biurka, na ktrej sterczay barwne rysunki szklanki napenionej herbat i wazonu z kwiatami. Obrazki te wycito z brystolu. Razem z innymi dekoracjami rozstawionymi w lokalach centrali handlowej mogyby one wprowadzi w bd jedynie widza patrzcego na nie z okna ssiedniego wieowca. Sztuczna sekretarka przesuna gumowy palec po brzegu tarczy i pooya go na guziku sygnalizacyjnym. Skoczyem ku drzwiom gabinetu. Lalka miaa dobry refleks: ze swego obrotowego oyska moga sign do klamki i chwycia za ni sekund wczeniej. Nacisnem na drzwi ciarem caego ciaa. - Kierownik zabroni! - wrzasna nieludzkim gosem. Jej krzyk zla si w jedno z chrzstem rozdzieranego plastyku. Przez szpar utworzon przy futrynie zobaczyem spdnic Lindy porzucon na oparciu krzesa. Co jeszcze blokowao drzwi: zanim ostatecznie ustpiy, usyszaem ostry zgrzyt, ktry dobieg z miejsca zajmowanego przez sekretark. Po chwili drzwi trzasny o cian gabinetu i wpadem do rodka. Linda bya prawdziwa. Miaa na sobie tylko bluzk i poczochy. Siedziaa przy wykrojonej z dykty sylwetce biurka na kolanach plastykowego mczyzny. Patrzya z przeraeniem to na mnie, to na co obok, co jeszcze bardziej przycigao jej uwag i

paraliowao j do tego stopnia, e nie uwiadamiaa sobie wcale, w jakiej j widz sytuacji. Manekin rwnie tam patrzy. Odwrciem si za siebie. Przy drzwiach wisiaa proteza caej rki. Bya wyrwana ze sztucznego stawu razem z kauczukow opatk i dyndaa na klamce, trzymajc si jej kurczowo gumowymi palcami. Sekretarka zwrcia si do nas na obrotowym stoku. Bya do niego przymocowana tak silnie, e nie spada na podog w momencie wstrzsu. Prawy jej bok otwieraa nieksztatna jama. Zamiast ywej twarzy miaa nadal t sam nieruchom mask woskowej figury o rysach zakrzepych w pumiechu. - A mwie, e tylko mnie kochasz - powiedziaa zgaszonym gosem. - Miae jej to dzisiaj wreszcie owiadczy. Czy nie obiecae? Przecie wanie dlatego przywoae j do siebie i kazae mi pilnowa, aby nikt ci nie przeszkodzi. Poprawia sobie peruk ocala rk. Palce jej zdobiy druciane obrczki z kolorowymi szkiekami. Naraz oderwaa t do od peruki i przeniosa j do prawego boku. Zamara w bezruchu. Najbardziej nieznone byo zestawienie umiechu raz na zawsze utrwalonego na masce jej twarzy z niekamanym zdumieniem, ktre zabrzmiao w okrzyku, jaki z siebie wydaa po odkryciu sztucznej rany. - Gdzie ja to mam? Nie zapytaa o rk, jak gdyby moliwo jej utraty nie wchodzia tu w ogle w rachub. Soce wiecio mi w oczy przez wysokie okno. Podog przy. progu zalewaa czerwona farba. Unosi si z niej intensywny zapach rozpuszczalnika nitro. Sekretarka szukaa czego wzrokiem dookoa stoka. By przysoni jej sob makabryczny obraz przy drzwiach, wstpiem w kau farby. W zamcie dziwnych zdarze nie wyobraaem sobie reakcji uszkodzonej kuky na widok jej wasnej rki urwanej i zawieszonej na klamce. Linda ubieraa si w kcie pokoju. Myl o perwersyjnej zdradzie z manekinem, jakiej dopucia si moja dziewczyna w okolicznociach przepeniajcych mnie trwog, pomieszana z rwnoczesnym uczuciem winy i nieokrelonego zagroenia ze strony okaleczonej lalki, obezwadnia mnie do tego stopnia, e nie byem zdolny do podjcia jakiejkolwiek decyzji. Temu stanowi ducha towarzyszya wczeniej ju ustalona niemono przeprowadzenia granicy miedzy autentyzmem i programow symulacj w postawach sztucznych ludzi. Czuem na plecach spojrzenie szklanych oczu. Pod jego wpywem wyobraziem sobie, e musz natychmiast ukry gdzie t urwan protez lub przymocowa j do boku mechanicznej sekretarki. Prbowaem rozgi gumowe palce. Nie mogem ich jednak oderwa

od klamki. W trakcie tych szalonych zmaga poczuem nagle na swej szyi inne lodowate palce, ktre zacisny si na niej z tak sam moc, jak tamte na klamce. Ju traciem oddech, gdy manekin atakujcy z tyu polizgn si w kauy farby i rozluni nieco swj chwyt. Mia gorszy refleks. Odepchnem go od siebie na odlego ciosu i trzasnem z caej siy pici w rodek jego plastykowej maski. Zachwia si na nogach. Nim run na podog, w ciszy gabinetu rozleg si donony krzyk Lindy. Nie wyraa on adnej treci poza panicznym strachem. Poniewa wygldao to na atak histerii, podbiegem do niej i zatkaem jej usta rk. Obawiaem si zbiegowiska. - Jak moga! - syknem przez zacinite zby. - To ty? Carlos! Czy to ty jeste? - mamrotaa niewyranie. - Jak moga tak postpi akurat dzisiaj? - zaakcentowaem ostatnie sowo. - Dzisiaj? Szeroko rozwartymi oczami patrzya przed siebie ponad moim ramieniem. Usyszaem oskot wywracanego krzesa. Plastykowy kierownik lea na wznak z twarz wgniecion do rodka pustej czaszki. Jego sztuczne ciao pryo si konwulsyjnie, naladujc agonalne drgawki. Zakrzywionymi palcami dar na strzpy makiet biurka. Raz jeszcze kopn krzeso bosymi stopami o wygldzie drewnianych prawide do prostowania butw i znieruchomia ostatecznie. Linda pochylia si nad manekinem. - On nie yje - szepna. - Co ty pleciesz, gupia! - Ona nie jest taka gupia - powiedziaa sekretarka. - To jest dowiadczona kurwa. Miaem jeszcze w oczach obraz nieprzyzwoitej pozy, w jakiej zobaczyem Linde po otwarciu drzwi gabinetu. Teraz pooya do na zdeformowanej masce. Poruszya gow sztucznego kierownika. Byem zdenerwowany do granic wytrzymaoci, ale nie mylaem o niej w kategoriach zwykej zdrady. Odezwaa si w momencie, gdy jaki manekin stan w drzwiach sekretariatu: - Zabie go! - Zwariowaa czy artujesz sobie ze mnie? - Ledwie ci poznaam, Carlos. Co si z tob stao? Odcignem j za pasek od makiety trupa. - Linda, bagam, przesta si wygupia. Przecie to jest plastykowa kuka! - Pu j! - rykn gronie sztuczny typ za moimi plecami. Linda omina go w drzwiach i wybiega na korytarz.

- Poczekaj! - zawoaem. - Tak nie moemy si rozsta. Znikna na klatce schodowej. Pognabym za ni na gr, lecz przywoany haasami wiadek awantury zdecydowanie zagrodzi mi drog. - Nie ruszaj si z miejsca! - warkn ostrzegawczo. Trzyma w rku n z dugim ostrzem przygotowany do ciosu. - Ju wicej nikogo nie zamordujesz. Ubrany by w papierow koszul i spodnie o tak idealnych kantach, jak gdyby nigdy w nich jeszcze nie usiad. Moe przeznaczono go do odegrania tylko jednego epizodu. Swym ciaem uformowanym byle jak ze sztucznego tworzywa kopiowa nieprzecitnego grubasa. Gumowym brzuchem zatarasowa wyjcie na korytarz. Jego wzorow postaw spontanicznego obrocy pracownikw biura zlekcewayem cakowitym milczeniem: nie miaem czasu ani ochoty tumaczy, jak doszo do pozorowanej mierci ich przeoonego. Zaleao mi wycznie na porozumieniu z Linda. Lecz kiedy bezceremonialnie wypychaem go z przejcia, cofn si nagle w gb korytarza i z niespodziewan zrcznoci zada mi silny cios noem w okolic serca. Dugi stalowy n zanurzy si w moim ciele po sam rkoje. Po chwili szarpnity t sam plastykow doni, ktra go wbia w moj pier, wylecia z rany i zadzwoni na marmurowej posadzce. Przez sekund jak caa wieczno dug trwalimy w miertelnym ucisku. Wpatrzony w jego tust twarz wytoczon z masy, na ktrej gruba warstwa byszczcego lakieru naladowaa perlisty pot, poczuem na piersi zimny strumie krwi. Zalewaa koszul. Rozdarem j i podniosem do oczu rce: byy lepkie, czerwone, straszne. Wtedy dopiero nogi ugiy si pode mn. Zadraem ze strachu, ale nie na widok krwi, ktra zapachniaa rozpuszczalnikiem nitro: przerazia mnie myl, e jestem jednym z nich plastykowym manekinem. Nie czuem najlejszego blu. Sztuczny napastnik, pewny swej przewagi, podtrzymywa mnie za ramiona, jak przeciwnika niezdolnego do walki, bo ju konajcego. Dostrzegem przy jego bucie zakrwawiony n. Signem po t dziwn bro jedynie w tym celu, aby zobaczy z bliska, na czym polega jej tajemnica, gdy na piersiach umazanych czerwon farb nie znalazem ladu najmniejszej rany. Nie planowaem adnego chwytu samoobronnego. Jednak schylajc si po n przysiadem tak gwatownie, e manekin pozbawiony podpory zwali si na moje plecy, a kiedy - po uamku sekundy, ju z noem w garci - wyprostowaem si rwnie nagle i z podejrzan atwoci, grubas wywin koza w powietrzu i run na porcz schodw. By bardziej lekki, niby to wynikao z rozmiarw jego tuszy. I dlatego tylko przypadkiem podrzuciem go na tak wysoko. Spadajc na kruch makiet porczy,

roztrzaska j na drobne kawaki. Jedna z listewek przeszya mu na wylot brzuch nadmuchany powietrzem i pka; zawis na drugiej, rozupanej na dwie ostre drzazgi, ktre utkwiy w jego gumowym gardle. Wntrzem klatki schodowej powrcio echo oskotu. Towarzyszy mu syk uchodzcego powietrza. Manekin kurczy si. Wkrtce atrapa grubasa przybraa wygld chorobliwie szczupego mczyzny. Syszaem za sob jakie gosy. Spoza uchylonych drzwi wyglday niemiao gowy sztucznych urzdnikw. ledzili mnie. Obserwowali przebieg walki, wic spodziewaem si, e w razie potrzeby mogliby zoy zeznania na moj korzy. Moe wrd nich by kto prawdziwy, przed kim naleao si usprawiedliwi. - Widzielicie, kto pierwszy uderzy! - zawoaem w gb korytarza, za gono, jakbym wzywa na wiadka cay gmach. Wskazaem noem na swoj czerwon pier. Wszystkie drzwi zatrzasny si, gdy podszedem kilka krokw. Na widok zakrwawionej postaci z broni w rku manekiny odegray scen strachu. Obejrzaem n. Pod naciskiem palca, ktrym pokonaem opr sabej spryny, cay brzeszczot wsun si gadko do rkojeci. Z czubka, tpego i zakoczonego okrgym otworem - jak z lekarskiej strzykawki - trysna reszta czerwonej farby. Brzeszczot wyskoczy z ukrycia po zwolnieniu nacisku. Z daleka wyglda gronie. Toczek schowany w rkojeci napenionej farb wypchn j przez rurk na zewntrz w chwili uderzenia noem. Pobiegem po schodach za Lind, aby pokaza jej ten teatralny rekwizyt. Ostatnie odkrycie rzucao nowe wiato na wydarzenia caego dnia. Mogem sobie teraz wiele wyobraa, ale w dalszym cigu nie rozumiaem zachowania Lindy, ktra zdradzajc mnie z kopi swego kierownika, o co ja na ni powinienem si obrazi, sugerowaa mi stanowczo, e zabiem czowieka. Na szedziesitym trzecim pitrze nie znalazem nikogo ywego: ani Lindy, ani nawet adnej ruchomej i gadajcej atrapy. W zamieconych ruderach, ktrych nie otynkowane, betonowe sufity i tekturowe ciany dziaowe obiy gbokie bruzdy wieloletnich zaciekw (byo to ostatnie pitro wieowca), midzy prowizorycznymi makietami biurowych mebli siedziay lub stay szare ze staroci gipsowe odlewy postaci mczyzn i kobiet. Odlewom tym nadano wygld ludzi pogronych w pracy. Potrciem niechccy jeden z nich. Upad i rozbi si na twardej posadzce. Linda moga wej jeszcze wyej. Po metalowej drabince wspiem si na otoczony balustrad paski dach Temalu. Pod goym niebem usyszaem ryk syreny alarmowej. Przechyliem si nad balustrad i wyjrzaem. Daleko w dole, pod wejciem do centrali

handlowej, zatrzymay si z piskiem hamulcw dwa samochody: biay i czarny. Syrena umilka. Alarmowe sygnay wietlne na dachach samochodw mrugay nadal. Z obu wozw wyskoczyy na chodnik mae, poruszajce si szybko postacie. Trudno je byo rozpozna ze znacznej odlegoci. Nosiy biae i czarne ubrania. Lecz o karetce pogotowia ratunkowego i wozie karabinierw pomylaem dokadnie w tej samej chwili, w ktrej ujrzaem panoram caego miasta. A wtedy zapomniaem o tym, co si dziao pod wejciem do biurowca.

Z dachu Temalu zobaczyem cay Kroywen. W jasnym socu pogodnego dnia i w powietrzu czystym a do horyzontu ujrzaem pen panoram miasta zbudowanego prawie z samych dekoracji i pooonego po obu stronach jeziora Vota Nufo, ktrego wod w wikszej czci imitowao szko. Chocia od rana miaem wiele czasu, by si przygotowa do kadego wstrzsu, obraz ten zaskoczy mnie. Prawie wszystko dookoa, od Aiwa Paz rozcignitego malowniczo za rzdem palm na wschodnim brzegu Vota Nufo, przez makiety trzech mostw zawieszone nisko nad szklanym jeziorem, do zachodniej granicy miasta opasanego z tej strony kopiami wieowcw Uggioforte, wzniesionymi na grze, i w drugim kierunku: od Riwazolu na poudniu, zamieszkanego gwnie przez kolorowych, wzdu linii metra (czcej t dzielnic z Quenos) na odcinku do Pidziesitej Ulicy i od Tawedy, w ktrej sta mj dom, do pomocnego kraca miasta, a po sam Quenos, wic wszystko (z wyjtkiem autentycznego fragmentu rdmiecia wok Temalu, czci Pial Edin, gdzie pracowaem, oraz Lesaioli - maego osiedla, ktre zajmgwao dolin na wschodnim brzegu jeziora) - wszystko w caym Kroywenie byo faszywe. Patrzyem w kierunku poudniowo - wschodnim na drugi brzeg jeziora, gdzie pod prawdziwym bkitem nieba leao sztuczne Aiwa Paz. Rozleg dzielnic wypeniay makiety domw (skopiowanych bardzo wiernie) ustawione frontem do centrum Kroywenu. Poza nimi w dali, a do horyzontu, zieleni si gsty palmowy las. Czy by prawdziwy? Znaczna odlego nie pozwalaa rozstrzygn tej wtpliwoci. Jedynie zabudowania i rne konstrukcje, jak mosty, obiekty fabryczne, supy i dwigi - demaskoway atwo swoje sztuczne pochodzenie. Przeszedem w drugi koniec tarasu i spojrzaem w stron pnocno - wschodni. Szklane lustro wody Vota Nufo - ogldane z wysokoci dachu Temalu - miao ksztat sylwetki olbrzymiego wieloryba z ogonem przy Riwazolu i z gow pomidzy Tawed a Lesaiol. Ta ostatnia, peryferyjna i niepozorna miejscowo, zwracaa teraz na siebie uwag faktem, e bya prawdziwa: przetrwaa noc w nie zmienionej postaci obok wielkiego miasta, cakowicie nieomal przeobraonego. Jej obecny wygld nasuwa kolejne pytania, Lesaiol bowiem odwiedziem tylko raz i nie zauwayem tam wtedy nic szczeglnego. Zagadka Lesaioli, ktra ocalaa na skraju wielkiej rekwizytorni, zastanawiaa tym bardziej, e rwnie woda jeziora pozostaa prawdziwa prawie wycznie w do rozlegym rejonie obok tego maego osiedla. Drugi (znacznie mniejszy) obszar prawdziwej wody rozciga si midzy mostami przy

wylotach Dwudziestej i Trzydziestej Ulicy, wic ju w samym rdmieciu Kroywenu. Mona to byo ustali na podstawie rnicy w zabarwieniu powierzchni jeziora. Raz jeszcze ogarnem wzrokiem panoram caego miasta, a potem przyjrzaem si uwanie tej jego czci, ktra pozostaa prawdziwa. cznie zajmowaa ona obszar okoo jednej pitej czci caej powierzchni: mogem j wyodrbni z caoci dziki nieco odmiennym odcieniom w barwach autentycznych zabudowa. Rwnie ywa rolinno odcinaa si od martwej troch inn gradacj zieleni. Granica midzy terenem pokrytym dekoracjami a ocalaym fragmentem miasta przebiegaa w nim zawi lini: wycinaa ona na planie Kroywenu jak pokraczn figur o konturach zblionych do sylwetki omiornicy z gow utkwion w centrum i mackami przerzuconymi przez jezioro w kierunku Lesaioli. Temal sta w miejscu zwenia przy gowie tej omiornicy; jedno jej rami pasem kilometrowej szerokoci biego na pnoc przez Pial Edin wzdu toru kolejowego a do Tawedy, przy ktrej skrcao pod prostym ktem na wschd, tam za rozszerzao si raptownie do potowy szerokoci wyspy, tworzc wielk zatok przy poudniowym jej brzegu, drugie - bardziej poskrcan wstg - rozdzielao dwa ssiednie mosty i wiodo ze rdmiecia na przeciwlegy brzeg jeziora, gdzie obejmowao wschodni jego stron na zalesionym odcinku midzy Aiwa Paz a Lesaiol, przy ktrej czyo si z pierwszym ramieniem. Oba te ramiona spotykay si ze sob w okolicy nie zamieszkanej i tam byy najszersze, za linia graniczna zawiej figury, w ktrej obrbie zawieray si wszystkie prawdziwe domy i drzewa oraz rzeczywista woda, zataczaa te szeroki uk wok Lesaioli. Bez adnego zwizku z tym, co widziaem w dole, przypomniaem sobie naraz sowa Lindy: Carlos, ledwie ci poznaam". Zanim rozstrzygnem, co z tych sw wynika: czy Linda miaa na myli mj wygld, czy raczej moje zachowanie, zobaczyem na tarasie trzech karabinierw. Jeden by Murzynem i ten tylko by prawdziwy. Sta pod wyjciem na drabin z rewolwerem gotowym do strzau. Pozostali dwaj byli manekinami ubranymi w mundury karabinierw. Spoza ich plecw wychylaa si niemiao maska jakiej plastykowej kobiety. - To on! - wskazaa na mnie. - Zacie mu kajdanki - rozkaza Murzyn. Nie zamierzaem ucieka ani walczy z nimi, wiec to, co si stao w czasie nastpnych kilkunastu sekund, graniczyo ju z absurdem. Sztuczni przedstawiciele prawa chwycili mnie energicznie za rce w tych miejscach, gdzie zakada si kajdanki. Lecz zamiast spi mi nimi rce, kady z nich - po kilku gwatownych ruchach, ktre pozoroway walk - przyoy sobie do garda jedn moj do. Cofali si w kierunku najbliszej krawdzi tarasu. Trzymajc silnie moje donie przy klapach swych mundurw, aby stworzy zudzenie, e to ja ich dusz i pcham,

podczas gdy oni wykonuj tylko bezradne gesty samoobronne, wpadli plecami na balustrad i zamali j. Wtedy dopiero pucili moje rce, lecz znw w taki sposb, aby wygldao, e ja ich strcam w przepa. Kiedy obaj runli w d, usyszaem huk rewolwerowego strzau. Po chwili Murzyn wypali do mnie z autentycznej broni jeszcze raz i powtrnie chybi. Po trzecim niecelnym strzale, przeraony moliwoci utraty ycia w tej nonsensownej zabawie, skoczyem ku niemu i wykrciem mu rewolwer z rki. Zdoaem to zrobi bez wikszego trudu, powiedziabym nawet, e z podejrzan atwoci. Jednak w ostatnim momencie naszych krtkotrwaych zmaga prawdziwy karabinier ponownie nacisn spust. Kolejny huk targn powietrzem wok Temalu. Kula ugodzia plastykow kobiet, ktra przyprowadzia tu karabinierw i znalaza si przed wylotem lufy w chwili przypadkowego strzau. Rozbrojony Murzyn zeskoczy z drabiny i uciek do windy. Kuka kobiety zwalia si na betonow posadzk tarasu. Pochyliem si nad ni, by sprawdzi, czy rzeczywicie zostaa trafiona, poniewa po tamtej kanonadzie przestaem wierzy, e magazynek broni naadowany jest ostrymi nabojami. Na sztucznym ciele kobiety nie znalazem adnej rany. Dopiero gdy odwrciem j na bok, z ust kuky wycieka struga krwi. Rozchyliem jej gumowe wargi. Zobaczyem poza nimi szcztki napenionego czerwon farb gumowego pcherza podobnego do tych, jakie aktorzy rozgryzaj czasem w ustach zbami, aby symulowa na filmach miertelne wylewy wewntrzne. Przez kilka minut klczaem nad atrap kobiety badajc jej plastykowe ciao. Nie znalazem odpowiedzi na pytanie, w jaki sposb manekiny poruszay si i mwiy. Miaem jednak cakowit pewno, e od chwili wejcia do Temalu wszyscy sztuczni i ywi ludzie zmuszali mnie do udziau w rozgrywanej tu mistyfikacji. Pod gmach zajechay dwa inne czarne wozy oraz druga karetka pogotowia ratunkowego. Do wieowca wbiego osiem czarnych postaci. Cztery uzbrojone byy w pistolety maszynowe. Kierowcy wozw - ryczc klaksonami - dalej manewrowali w tumie. Zbiegowisko utworzyo si na jezdni, gdzie leay szcztki karabinierw, ktrzy zeskoczyli z dachu. Liczni wiadkowie wypadku zwracali twarze do gry i wskazywali mnie rkami. Teraz moliwo ucieczki z gmachu otoczonego podnieconym tumem wydaa mi si ju wykluczona. Po okresie wypenionym biernymi reakcjami na ataki manekinw, kiedy minio woli odegraem ju t ponur rol, jak one mi wyznaczyy bez adnego porozumienia ani pytania o zgod, stanem w kocu przed alternatyw: zabija dalej, poczwszy od tej chwili ju wiadomie i aktywnie (co z ca pewnoci bardzo spodobaoby si realizatorom tajemniczego programu), albo liczc na zrozumienie kogo prawdziwego, kto rozpatrzyby

moje argumenty i uznaby ich oczywisto, odda si bez walki w rce sztucznej sprawiedliwoci. Poddajc si, pooybym kres krwawej zabawie, ryzykowaem jednak, e sztuczna sprawiedliwo wymierzy mi kar proporcjonaln do wielkoci mojej zbrodni i wcale nie urojon. Brzmiay mi jeszcze w uszach niedorzeczne sowa Lindy wypowiedziane nad trupem plastykowego kierownika. Pamitaem te nonsensown odpowied prawdziwego

przechodnia, ktrego zapytaem o zdanie na temat manekinw i ktry w mym pytaniu (zamiast chci potwierdzenia faktycznego obrazu rzeczywistoci) odkry tylko manifestacj pogardy dla wszystkich ludzi. Czy po takich dowiadczeniach mogem udzi si nadziej, e na drodze z dachu Temalu pod n gilotyny, wic w czasie fikcyjnego ledztwa i pozorowanego przewodu sdowego, znajdzie si cho jeden prawdziwy i nielepy czowiek, ktry by chcia i potrafi rozproszy przede mn widmo rzeczywistej egzekucji? Ju sobie t gilotyn dobrze wyobraaem - nie widziaem jednak samego jej ostrza: czy bdzie gumowe, czy z hartowanej stali, a to tylko manekinom byo obojtne.

Bez adnej decyzji zszedem wolno na szedziesite drugie pitro. W pustym korytarzu staa kuka chopca. W szybie windy przez oszklone drzwi dostrzegem ruch lin i usyszaem szmer wznoszcej si kabiny. Z pewnoci wypeniay j gotowe do ostrej interwencji umundurowane manekiny. Poczwszy od tej chwili zdarzenia nastpnych kilkunastu sekund potoczyy si w tempie rwnie zawrotnym, jak wszystkie towarzyszce im moje myli. Wypadki te miay przebieg bardziej dramatyczny ni poprzednie i doprowadziy do tragicznego zaostrzenia si konfliktu. Nadal nic miaem pewnoci, czy w razie realnego ataku dysponuj uyteczn broni. Aby to szybko sprawdzi, wypaliem z rewolweru w najblisz cian. Brak czasu na przegld nabojw pozostaych w magazynku zmusza do oddania prbnego strzau, za jego rezultat - co uwiadomiem sobie nagle - decydowa o dalszym mym losie: odpowiada nawet na istotne pytanie, z jakiego materiau wykonane jest ostrze miejscowej gilotyny egzekucyjnej, bowiem gdyby Murzyn (karabinier prawdziwy) strzela ostrymi kulami, znaczyoby to jednoczenie, e ludzie ywi traktuj ca t maskarad serio i - co za tym idzie - e zabij mnie wkrtce tak czy inaczej, skoro jeden z nich wczeniej prbowa to zrobi. ciana, na ktr zwrciem bro, celujc z odlegoci ledwie dwudziestu centymetrw przed oddaniem fatalnego strzau, miaa wygld nie otynkowanej betonowej pyty i nosia na

sobie brudne lady rnorodnych zaciekw i plam. Mur jest gadki i stary" - to by lakoniczny opis krtkotrwaego obrazu ciany, jaki pojawi si w mej wiadomoci w postaci szybko po sobie nastpujcych trzech informacji. Po informacji ,,mur" pojawia si pewno bezpieczestwa osb przebywajcych prawdopodobnie z drugiej jego strony, po informacji gadki" natychmiast wyobraziem sobie may krater i zamknem oczy, spodziewaem si bowiem gradu betonowych odamkw i ciosu odbitej kuli w przypadku, gdyby tkwia ona w komorze nabojowej. Bywa czasem, e w przedmiocie wielokrotnie badanym dostrzegamy tylko najbardziej jaskrawe jego strony i trzeba przypadku, skojarzeniowego bodca, by dotd ukryta, jaka niezmiernie wana cecha wczeniej i gdzie indziej ogldanej rzeczy - w myli szybkiej i jasnej jak byskawica - niespodziewanie ujawnia si nam. Tego rodzaju olnienia doznaem w najmniej odpowiednim momencie: bezporednio przed uruchomieniem spustu. Kiedy zamknem oczy, skrystalizowaa si w mym umyle kolejna informacja. Przynosia bah wiadomo, e mur jest stary". Dotara jako ostatnia i spowodowaa zatrzymanie ruchu palca, bowiem w tym wanie uamku sekundy zamiast rewolweru wypalia w mej wiadomoci lekcewaona dotd myl, e wszystkie dekoracje Kroywenu s rwnie stare, jak ten prawdziwy mur. W czasie wielogodzinnej wdrwki po miecie, przytoczony liczb faszywych budowli oraz faktem, e ich tu wczoraj nie byo, przegapiaem systematycznie wcale nieobojtn moliwo oceny ich wieku, gdy zdominoway j tamte, bardziej krzykliwe fakty. I nie dostrzegaem patyny lat: spowiaych na socu kolorw, rdzy, pajczyn rozwieszonych w zakamarkach, grubej warstwy kurzu na powierzchniach osonitych przed wiatrem, oszlifowanych butami lub dotykami setek rk krawdzi, prchna, wypacze wywoanych rzadkimi ulewami i caodzienn operacj soca oraz wszechobecnego brudu - sowem widzc same dekoracje, nie dostrzegaem, e nosz one na sobie lady wieloletniego istnienia w Kroywenie, gdzie upywao cae moje ycie. Dopiero po tej piorunujcej myli, ktra ujawniaa obiektywny fakt staej obecnoci dekoracji w miecie i wywracaa do gry nogami sens porannego odkrycia, wskazujc rwnoczenie na niepojt lepot mego dotychczasowego ycia, z opnieniem (czterosekundowym chyba) nacisnem spust i usyszaem huk wystrzau. Otwierajc oczy, zwrciem je bezporednio na drzwi zatrzymanej windy. Stali ju przed nimi sztuczni karabinierzy. Byo ich dwch, bo w krtkim czasie, kiedy strzelaem z niepewnej broni i mylaem o wieku dekoracji, czterej inni nie zdyli jeszcze opuci kabiny. Ci dwaj, ktrzy wyskoczyli ju z windy, skamienieli porodku korytarza, wpatrujc si we

mnie wytrzeszczonymi szklanymi oczami. W porwnaniu z innymi sztucznymi ludmi robili takie wraenie, jak sztywne figury woskowe lub pozbawione moliwoci ruchu manekiny ustawione na wystawie sklepu z mundurami wojskowymi. Zrozumiaem po chwili, e pozorowanym uczuciem, ktre ich zahamowao w biegu, chcieli wyrazi swe osupienie spowodowane ohyd dostrzeonego bestialstwa. A pojem to dopiero wtedy, gdy zwrciem oczy na cian, by oceni wynik strzelniczego eksperymentu. Pod cian naprzeciwko wylotu lufy tkwia przeszyta na wylot rewolwerowym pociskiem gowa plastykowego chopca. Na ten widok nogi ugiy si pode mn. Straciem poczucie upywajcego czasu. Stopy wrosy mi w podog, za bolesny kurcz minia prawej rki, utrzymujcej wci na wysokoci czoa imitowanej ofiary narzdzie symulowanego okolicznociami mordu, uniemoliwia mi zmian strasznej, ostatecznie ju beznadziejnej pozycji. Jedyn przytomn myl, jaka torujc sobie drog wrd niedorzecznych majacze przedara si w mym umyle przez nag eksplozj trwogi, bya lodowata konstatacja: wszystkie manekiny dziaaj zgodnie z narzuconym przez kogo programem, ktry zmusza mnie do odgrywania roli zwyrodniaego bandyty. By to bowiem fakt nader oczywisty, e pozbawiony instynktu samozachowawczego, kierowany wczeniej ustalonym programem sztuczny szczeniak w czasie mej krtkotrwaej nieuwagi - sprytnie j wykorzystujc - podbieg szybko do miejsca przewidywanego strzau w tym wycznie podym celu, aby wypeni swoj pust gow niewielk odlego midzy cian a wylotem lufy. Gdy zastrzelona kuka malca zwalia si na podog, karabinierzy zdjli z ramion imitacje swych pistoletw. Potrcajc ich w biegu, kilkunastoma szybkimi skokami pomknem na drugi koniec korytarza. Tam przycisna mnie do drzwi duga seria drewnianych pociskw z pistoletu maszynowego. Zamroczony lawin nieprzewidywalnych zdarze nie dziaaem w myl jakiego sensownego planu postpowania: ratowaem si tylko ucieczk przed natychmiastowym wykonaniem wyroku, ju bez troski o przyszo, jak dzikie, osaczone zwierz. Gboko osadzone w cianie drzwi, na ktre naciskaem coraz mocniej, kryjc si za rogiem muru przed ciosem prawdziwej kuli, otworzyy si niespodziewanie. Przypadek sprawi, e wpadem tyem do sekretariatu kierownika Lindy. Jego kuka powalona uderzeniem pieci leaa jeszcze w gabinecie. Znalazem si wic z powrotem w tym samym miejscu, skd wysza moja usiana sztucznymi trupami droga. W rodku zastaem trzy ubrane na biao postacie. Wchodziy one w skad ekipy ratunkowej pierwszej karetki pogotowia. Dwaj sztuczni sanitariusze ukadali na noszach kuk

kierownika. Manekin lekarza, pochylajc si nad faszyw sekretark, zblia rk uzbrojon w prawdziwy skalpel do rozerwanego boku rannej. Komu, kto patrzyby z daleka na t scen, wydawaoby si pewnie, e obserwuje operacj chirurgiczn. Sekretarka miaa zamknite oczy; bya niema i sztywna. Scen t ogarnem jednym, szybszym od myli spojrzeniem. Miaa ona charakter niezwykle statyczny: wszystkie postacie biorce w niej udzia pozoway tylko, jak gdyby stay przed aparatem fotograficznym. Dopiero oguszajcy terkot pistoletu maszynowego, ktry wstrzsn cianami pitra, momentalnie uruchomi wszystkie spryny ospale toczcej si akcji. W postaci mczyzny ciganego gradem ku i cofajcego si z rewolwerem w rku faszywy lekarz dostrzeg natychmiast swego potencjalnego wroga. Z wpraw cyrkowego miotacza cisn we mnie skalpelem. W sekund po jego niecelnym rzucie pocignem za cyngiel. Ten nerwowy odruch zosta wywoany wistem ostrza migajcego przy moim uchu. Chocia tym razem ju wiadomie mierzyem w pier napastnika, zdenerwowany gwatownoci starcia - spudowaem. Kula rozdara torb sanitariusza, ukazujc jej zawarto: zwj grubej liny. Lecz cho pocisk z ca pewnoci nie ugodzi lekarza, ten z guchym jkiem rozpostar rce i wypry si jak czowiek miertelnie trafiony. Na jego biaym paszczu wykwita czerwona plama. Gdy run na wznak, zwrciem si do drzwi, skd rwnie dobieg oskot upadajcego ciaa. Za progiem lea karabinier. W jego gardle tkwi wyrzucony przez lekarza skalpel. Miaem tego wszystkiego do. Ju poczerwieniao mi w oczach od tej nieustannej jatki. Zatrzasnem drzwi i zamknem je na klucz tkwicy w zamku. Klucz schowaem do kieszeni. Przyjrzaem si trupowi. Zaintrygowany rodzajem podstpu, jaki pozorowa mier mej ostatniej rzekomej ofiary, rozpiem zalany czerwon farb paszcz i usunem resztki koszuli z piersi plastykowego lekarza. Mia dziur w klatce piersiowej po eksplozji maego adunku wybuchowego. Plastry utrzymyway na wysokoci serca rozerwany pakiecik trotylu, za cienki drut - poprzez miniaturowy detonator - przebiega rkawem do lewej doni. - W imieniu prawa, otwieraj! - zabrzmia ostro jaki gos poza drzwiami. Krzykowi towarzyszy omot pici. - Cisza tam! - zawoaem jeszcze groniej. - A co? - gos przycich, nieco speszony moim zuchwalstwem, lecz zaraz podsun z podejrzan domylnoci: - Zastrzelisz zakadnikw, jeeli wywaymy drzwi? - On to uczyni, jak mam kocham, panie kapralu! - zawy jeden z sanitariuszy.

- Jasne! - potwierdziem twardo. - Sami widzielicie, do czego jestem zdolny. Zakadnicy - powtrzyem w myli. Skd ja to znaem? Gdzie ju widziaem te wszystkie ograne kawaki? Usiadem pod cian z rewolwerem w rku. Wiedziaem, e pod grob tej prawdziwej broni mgbym stawia karabinierom terrorystyczne warunki. Wolno - w zamian za ycie sanitariuszy. - Nie zrobi im krzywdy - powiedziaem w przestrze - jeli pozwolicie mi std wyj i odjecha podarowanym samochodem. - Zgoda - odpar gos na korytarzu. - Ale poprowadz zakadnikw do wozu pod luf i zastrzel ich w przypadku, gdybym zobaczy gdzie po drodze kogo uzbrojonego. - Przyjmujemy ten warunek. Otwieraj! Zgoda wyraona tak szybko i skwapliwie musiaa obudzi podejrzenie, tote kapral, spostrzegszy gupstwo w rozkazie: Otwieraj!", poprawi si po chwili gbszego namysu: - Sytuacja jest zbyt skomplikowana. Sam nie mog podj tak wanej decyzji. Dam odpowied po porozumieniu z naszymi zwierzchnikami. Zaraz id do telefonu. Wyobraaem sobie, do jakiego telefonu idzie. Odchodzc zostawi w korytarzu czterech wartownikw. Nie wierzyem w pertraktacje. Niezalenie od treci uzgodnionej decyzji zatukliby mnie gdzie z ukrycia, zanim doszedbym do podstawionego wozu uzmysowiem sobie z ca wyrazistoci. Rwnie sztuczne prawo nie musiao si liczy ze sowami rzuconymi zbrodniarzowi. Czekaem na gos spoza ciany wiedzc, e nie przyniesie mi on przyrzeczonej wolnoci.

Mijay godziny. Od czasu do czasu krciem si midzy nieruchomymi manekinami. Wszystkie te atrapy odegray ju swe epizody w marginesowej czci tajemniczego scenariusza Kroywenu, jaki bezwiednie i mimo woli realizowaem od rana. Nie musiay dalej kreowa swych peryferyjnych rl. Nie miaem adnej koncepcji rozumnego postpowania. Gorzej: w ogle nie wyobraaem sobie teraz ycia na zawsze przekrelonego widmem dokonanych zbrodni, jeeli miao ono trwa wrd dekoracji, nawet wwczas, gdybym zdoa std wyj. Czy to bya tragedia, czy farsa? - nikt mi nie wskazywa odpowiedzi waciwej i dlatego w mylach wpadaem z jednej skrajnoci w drug: to draem ze strachu przed kar za miertelne ciosy, to bawiem si, widzc w nich kpiny i art.

Do wieczora czekaem biernie na dalszy rozwj wypadkw. Ale nic nie nastpio. Wreszcie zapada noc. Zamknem sanitariuszy w gabinecie, a sam wycignem si na pododze sekretariatu, ktr pokrywa barwny rysunek okazaego dywanu. W caej tej makabrycznej zabawie realny by tylko skrt moich kiszek wywoany trzydziestogodzinnym postem. odek - wida - nie umia symulowa uczucia sytoci. Lecz jak to si dziao, e yjc wrd dekoracji, ktre otaczay mnie przez lata cae, nie dostrzegaem ich? Zasnem z t myl. Tak upyn poniedziaek.

witao, kiedy otworzyem oczy. W gmachu i poza oknem panowaa cisza. Usyszaem tylko jaki metaliczny szczk. Dobieg z zamka drzwi, ktre oddzielay gabinet od sekretariatu. Ten szczk wanie postawi mnie na nogi. - Panie kapralu! - Woanie sanitariusza tumia do cichego szeptu gruba warstwa tkaniny dwikochonnej pokrywajca drzwi gabinetu. - Rozwalcie natychmiast tamte drzwi! My siedzimy w drugim pokoju i jestemy tu bezpieczni! - Jak to, jestecie tam bezpieczni? - szepnem do siebie z niedowierzaniem. - A mj rewolwer, to co? Signem do kieszeni po odpowiedni klucz. Kiedy po kilku nieudanych prbach ulokowania go w zamku pochyliem si nad nim, zrozumiaem, co sanitariusze mieli na myli: ze swej strony wepchnli do zamka jakie mieci, uniemoliwiajc mi otwarcie drzwi, poza ktrymi uwiziem ich na noc. A to dranie! - pomylaem z nagym rozczuleniem. - Sprytnie to sobie uoyli. Szczcie dla mnie, e z tego woania nie dotaro ani jedno sowo na korytarz. W przeciwnym wypadku musiabym dalej zabija i sam bym zgin. Nieudany chwyt sztucznych zakadnikw wiadczy jednak o ich gotowoci do podstpnego dziaania, gdyby wyonia si okazja, tote na dotrzymanie sowa karabinierw rwnie nie mogem liczy. Lecz wiadomo o swej korzystnej sytuacji sanitariusze mogliby napisa na kartce papieru i zrzuci j przez okno. Musiaem wic jako zabezpieczy si przed skutkami takiego manewru. Raz ju mocowaem si z tymi drzwiami i pamitaem, e tylko ich rama bya twarda, za cay rodek wypeniaa ta wanie gruba poduszka izolacyjna, ktra stumia alarm. Kierownik dobrze by odgrodzony od podsuchujcej sekretarki. W podrcznej walizce doktora, wrd imitacji rnych przyborw lekarskich i narzdzi chirurgicznych, znalazem drugi stalowy skalpel. Wyciem nim duy otwr w drzwiach gabinetu, usuwajc z nich mikk poduszk. Po tej operacji kazaem zakadnikom przej do sekretariatu. Mieliby oni teraz zawiedzione miny, gdyby mogli - na swych sztywnych maskach - rozluni nieco grymasy szczcia odlanego z masy plastycznej. Przez nastpn godzin z korytarza dochodzio monotonne gldzenie wartownikw. Zdecydowani na dugotrwae oblenie statystowali w ospaej akcji, czytajc wojskowy regulamin. Patrzyem bezmylnie na torb sanitariusza, z ktrej - przez dug dziur po rewolwerowej kuli - ju wczoraj (co wtedy zauwayem) wysun si zwj jakiej linki.

Na co im ten powrz? - zadaem sobie wreszcie proste pytanie. I odgadem: - Siadajcie plecami do siebie - rozkazaem. Ocigali si, udajc nie wtajemniczonych. Popchnem ich agodnie na podog. Potulnie wsparli, si o siebie plecami. Odciem skalpelem kawaek linki ze zwoju i zwizaem ich razem. Gumowe usta - aby nie mogli porozumie si z wartownikami - zakleiem im szczelnie duymi plastrami opatrunkowymi, ktre wydobyem z torby. Skalpel ukryem w kieszeni po zabezpieczeniu ostrza trzecim plastrem. Przymocowaem pocztek linki do rury pod oknem sekretariatu i wyrzuciem za okno jej koniec. Zwoje rozwiny si gadko: linka signa do pidziesitej smej kondygnacji, czyli do okna znajdujcego si o cztery pitra niej. O tak wczesnej porze na ulicy pod Temalem nie byo jeszcze adnego ruchu. Wrd samochodw parkujcych pod cian gmachu dostrzegem jednak dwa nowe radiowozy i du ciarwk wojskow, ktra wieczorem przywioza tu wiksz liczb karabinierw. Wolaem nie patrze ju duej w t dwustumetrow przepa. Rewolwer wsunem za pasek spodni, chwyciem za lin i powoli zjechaem w d. Przekonanie o powodzeniu tej efektownej akrobacji dawaa mi zagadkowa obecno liny w torbie sanitariusza - liny podsunitej mi wyranie przez manekiny, jak na scen dostarcza si rekwizyt teatralny przewidziany tekstem gotowego scenariusza, jakby wszystkim zaleao wycznie na samej miaoci mej gry. Zaledwie jednak opuciem si kilka metrw poniej krawdzi okna, gdy poczuem silny cios w gow. Ktem oka ujrzaem nad sob jakie rami. Zamarem ze strachu przy litej cianie pomidzy dwiema kondygnacjami. Lecz lodowaty dreszcz przeraenia wywoany zawieszeniem nad otchani by drgnieniem sodkiej rozkoszy w porwnaniu ze zgroz tego dawicego uczucia, jakie o mao co strcioby mnie w przepa, kiedy dostrzegem, e ta rka, ktra szponami palcw trzymaa moje wosy, wyrasta bezporednio z gadkiego muru, i kiedy rozpoznaem w niej rk sekretarki. Przytwierdzona do stoka biedna dua lalka cay czas udawaa zmar, tote w rozgrywkach z manekinami wcale nie braem jej pod uwag. Teraz okaleczona sekretarka makabrycznym gestem oddawaa mnie w rce karabinierw. Ona to bowiem z obrotowego oyska - po upiornym okrzyku: Zapomniae o trofeum, roztargniony rogaczu, ktry ucieke przez okno i wisisz na linie!", nawizujcym do perwersyjnego romansu Lindy z plastykowym kierownikiem - wyrzucia mi na gow przez okno swoj urwan protez. Widocznie w czasie pozorowanej operacji dopty mczya lekarza pytaniem: ,,Gdzie ja to mam?", a zniecierpliwiony manekin zdj protez z klamki i ukry j za imitacj biurka w zasigu ocalaej rki nieszczliwej kochanki sztucznego kierownika.

Syszc jej demaskatorski okrzyk, wartownicy (wczeniej zapewne przygotowanymi narzdziami) byskawicznie wamali si do pokoju. Po chwili zobaczyem ich gowy nad sob. Niepomylny przypadek sprawi, e trzy kolejne okna pod sekretariatem byy zakratowane. Moe poza tymi oknami znajdoway si kasy centrali handlowej i dlatego - w obawie przed zodziejami, tak sam jak ja metod chodzcymi po cianach - solidnie je zabezpieczono. Musiaem dotrze do samego koca liny - do czwartego, nie okratowanego ju okna. Kiedy wreszcie opuciem si do jego poziomu i kopniciem buta rozbiem szyb, zobaczyem w gbi pokoju drug zmobilizowan do akcji grup karabinierw. cigajcy porozumiewali si midzy sob przy pomocy prawdziwych krtkofalwek i dlatego atwo zlokalizowali miejsce mojego zawieszenia na cianie. Staem na parapecie okna, trzymajc koniec linki w lewej, za gotowy do strzau rewolwer w prawej doni. Wahaem si miedzy dwoma rodzajami mierci: pomidzy przepaci z jednej - a lufami pistoletw maszynowych z drugiej strony. Ostatecznej decyzji manekiny nie przypieszay adnym ruchem ani sowem. W napitej ciszy oczekiwania na ni odezway si kroki prawdziwego karabiniera. By to ten sam Murzyn, ktremu odebraem bro na dachu Temalu. Podszed swobodnie i podnis do okna rk niczym nie uzbrojon. - Ta pukawka jest moja - rzek lekko, jakby prosi o zwrot zgubionej papieronicy. Mia racj i by prawdziwy. Ani si spostrzegem, gdy rewolwer lea ju ha jego wycignitej i rozwartej doni. Oczekiwaem, e Murzyn do swej rzeczowej uwagi dorzuci jeszcze przynajmniej jedno zdanie: Panowie, dotarlimy szczliwie do koca tej trudnej sekwencji, wic rozpuszczam ekip, rozejdcie si do domw". Lecz prawdziwy karabinier zachowa si dziwnie: wsun bro do kabury i z obojtn min ulotni si z wypchanego manekinami pokoju. - Prosz pana! - jknem, zanim trzasn drzwiami. O co jeszcze chciaem go zapyta, co - w gonitwie myli - mglicie kojarzyo mi si z introligatorni. Raptem jednak to co" cakiem wyleciao z mojej skoowanej gowy. Dostaem bowiem po niej pak najbliszego karabiniera. Po ciosie spadem z parapetu na waciw stron okna. Lec na pododze odniosem wraenie, e sucham wystpu sekcji rytmicznej jakiego zespou jazzowego. Tubalnym odgosom ciosw wielu paek (zrobionych z pustych w rodku tekturowych rurek) akompanioway ryki torturowanego zwierza. Osobliwo tej spontanicznej kani polegaa na tym miedzy innymi, e syszalne w caej okolicy rozdzierajce jki wydawali z siebie ci sztuczni oprawcy, ktrzy aktualnie wymierzali mi bezlitosne razy.

Wkrtce manekiny nasyciy si zemst za dwch strconych z dachu kolegw. Powstajc odkryem na przegubach swych rk kauczukowe kajdanki. Faszywi sadyci podsunli mi pod nos prawdziwe lusterko. Wygldaem strasznie: star czerwie krwawej plamy szeroko rozlan na koszuli (to bya farba z rkojeci noa) uzupeniy ciemnosine prgi odbite na twarzy pakami wieo pomalowanymi na fioletowo. Tak zmaltretowany ruszyem ku windzie i zjechaem ni na parter w asycie omiu charakteryzatorw. Na dole wszyscy byli ju poinformowani o rezultacie caonocnego oblenia. Zatrzymalimy si w westybulu, gdzie sztuczny oficer przejrza niedbale moje dokumenty. Nie musia ich dokadnie studiowa, poniewa po przesuchaniu wsppracownikw Lindy wiedzia ju poprzedniego dnia na mj temat wszystko, co wiedzie chcia. - Pan si nazywa Carlos Ontena - rzek oznajmujcym tonem. Skinem gow. - I mieszka pan w Tawedzie? Potwierdziem. - A ta kobieta kim jest? Wskazywa palcem na fotografi formatu pocztwkowego, ktra od kilku dni tkwia w moim portfelu wrd innych papierw i zdj. Pochyliem si nad ni, aby zobaczy, o kogo pyta. Odpowied zamara mi w krtani. Nie mogem z siebie wydoby gosu, chocia wiedziaem dobrze, kim ta kobieta jest. To bya Linda - na fotografii bya prawdziwa i wygldaa na niej dokadnie tak samo, jak dzi. Lecz do tego zdjcia pozowalimy razem: patrzc teraz na nie zrozumiaem, dlaczego otoczony dekoracjami i faszywymi ludmi przez cae ycie a do poniedziakowego witu wcale nie dostrzegaem ich. W obrazie plastykowego manekina sfotografowanego obok prawdziwej Lindy rozpoznaem wizerunek mej wasnej dotychczasowej postaci. Oficer dotar do koca serii znormalizowanych pyta. Opucilimy hali. Pod gmachem centrali handlowej przeszlimy pomidzy dwoma szpalerami karabinierw. Wschodzce soce wisiao nisko nad Aiwa Paz. Z tej samej strony, sponad prawdziwej zatoki Vota Nufo wia chodny, orzewiajcy wiatr. Kiedy zwrciem twarz ku grze, by po raz ostatni spojrze na rowy, zanurzony w bkitnej toni nieba szczyt Temalu, powstrzymywany kordonami tumek porannych statystw powita mnie okrzykami nienawici. Oto jak - z szeregowego manekina Tawedy, ktry przez cae lata poczciwie pozorowa prac robotnika w zakadach Pial Edin, a ostatnio symulowa te mio do prawdziwej

referentki z Temalu, po nocnej sublimacji - w czasie niespena jednej doby staem si pogromc karabinierw, postrachem kobiet i dzieci, zwyrodniaym bandyt - wampirem Kroywenu. Pojechalimy patrolowym wozem. Najpierw Szst Alej pod estakadami Centrum - w kierunku Riwazolu, a potem na prawo Czterdziest Ulic przez cay autentyczny fragment rdmiecia - do wschodniej granicy Uggioforte. Oficer, ktry legitymowa mnie w westybulu, usiad przy kierowcy zainstalowanym w aucie na stae, ja - porodku tylnego fotela, pomidzy kapralem z lewej a sierantem z prawej strony - zwyczajnie, jak transportowany do tymczasowego aresztu zoczyca. Moi ssiedzi rozmawiali przez kilka minut umilkli. Nie miaem pojcia, do jakiej doszli konkluzji; odniosem tylko wraenie, e w celu wywoania fonicznego efektu mowy ludzkiej odczytywali na przemian hasa mijanych reklam. Szofer w ogle nie dysponowa gosem, gdy od gadania byli inni; siedzenie mia zronite z fotelem, za rce - z kierownic. Oficer po zaspokojeniu swej pytkiej ciekawoci markowa na przednim fotelu porann drzemk. Kim oni waciwie byli i kim ja sam byem do wczorajszej nocy, zanim wskazana tajemniczym Palcem ruchoma i gadajca porcja sztucznego tworzywa, w postaci ktrej trwaem przez cae pozorne ycie, ulega przemianie w ludzkie ciao? Zatem kim oni byli - a raczej naleaoby zapyta: czym? Czy byli automatami? - mylaem. - Nie! Byli manekinami. Jedne od drugich odrniaj te same - cechy, jakie pozwalaj rozpoznawa narzdzia wrd dekoracji. Automat jest maszyn, ktrej wygld zewntrzny wyznaczaj potrzeby okrelonego dziaania. Swym ksztatem nie musi naladowa bdw konstrukcyjnych w budowie ludzkiej postaci; dlatego nie kopiuje jej. Manekin za jest dekoracj stworzon wycznie dla swego zewntrznego wygldu. Wic byli ruchomymi i gadajcymi dekoracjami. Zastpowali prawdziwych ludzi wszdzie tam, gdzie obecno autentycznych postaci - ostroci rl kreowanych w nieodpowiednich miejscach sceny - rozpraszaaby uwag Widza, odrywajc j od waciwych aktorw i kierujc na mao istotne to. Ale jak byli zbudowani wewntrznie i czy odczuwali bl? Skalpelem ukrytym w kieszeni - po zerwaniu ze plastra - naciem kapralowi udo. Sierantowi (omielony obojtnoci tamtego) podwayem ostrzem jabko w kolanie i obejrzaem je ze wszystkich stron. Byo odlane z twardej rowej masy plastycznej. Obydwaj nie mrugnli nawet, kiedy ich kaleczyem: siedzieli sztywno jak mumie, ze szklanymi oczami utkwionymi w perspektywie pogronej w pmroku ulicy, ktr zamykay w dali zalane socem tarcze drapaczy chmur. Oni nie czuli blu, a ja czuem realny niesmak po tej drastycznej, cho pozorowanej operacji. Dawa mi on pewno, e w nowej swej postaci nie jestem sadyst. I nie byem

rwnie jednym z tych pospolitych wandali, ktrzy znajduj swe liche orgazmy w niszczycielskich aktach przemocy i siy rozadowywanej skrycie nad martwymi przedmiotami, bo tak aosna dziaalno, jak demolowanie pustych opakowa, nie przynosia mi - co wiedziaem ju wczeniej - nawet namiastki tej intymnej rozkoszy, jak tamci, prujc noami oparcia foteli w wagonach metra lub urywajc suchawki przy telefonach ulicznych, otrzymuj za darmo. U celu tej ponurej jazdy staa maskowana fasad jednej przyzwoitej ciany prymitywna kopia posterunku karabinierw. Staa gdzie porodku Uggioforte, w dzielnicy nieomal cakowicie imitowanej ogromnymi makietami domw. Zatrzymalimy si tam. Dwa pozostae radiowozy kolumny, ktra asekurowaa pierwszy samochd, parkoway pod posterunkiem do czasu, a znalazem si za grubymi kratami. Przedtem kapral zaj miejsce przy prawdziwej maszynie do pisania i pod dyktando sieranta sporzdzi protok mojego wstpnego zeznania. Po przesuchaniu gotowy protok powdrowa na st sieranta, ktry dopisa na nim odrczn adnotacj, zostawiajc niej miejsce na mj autograf. Cay papier pokryway rzdy liter chaotycznie wystukanych na maszynie. Cztery linijki regularnej spirali nakrelone dugopisem przez sieranta tu pod maszynowym tekstem jego kolegi uzupeniay trafnie gbok myl celnie sformuowan przez kaprala. Podpisaem ten rekwizyt czytelnie: penym imieniem i nazwiskiem - co na obecnych nie wywaro adnego wraenia. Zamknli mnie w oddzielnej celi. Obok, w gbokiej wnce - poza wykolawion przez upa i czas plastykow krat tymczasowego aresztu - tkwiy trzy woskowe figury. Przedstawiay staych bywalcw komisariatu: szpetn i ponur prostytutk, z wygldu star awanturnic uliczn, opoja nurzajcego si w namiastce wasnych brudw oraz cakiem sympatyczn babci, cierpic na zanik pamici, ktra wysza z domu i dotychczas jeszcze nie powrcia. Obecno tak dobranego towarzystwa prowadzia mnie do wniosku, e posterunek ten posiada wyposaenie typowe - moe znormalizowane dla wikszoci tego typu komisariatw. W poudnie poinformowaem kaprala o swym pragnieniu i godzie. Kiedy dostaem pusty kubek i drewniany klocek w ksztacie kromki razowego chleba, zdenerwowaem si ostatecznie: wykorzystujc nieuwag stranikw, rozkroiem skalpelem tekturow cian wnki i przez powsta w niej nieestetyczn dziur swobodnie - cho z pewnym zdziwieniem po prostu wyszedem na ulic. Pod goym niebem soce prayo niemiosiernie. Miaem te wraenie, e zwracam uwag faszywych przechodniw swym niedbaym wygldem. Ale byem wolny!

W tej czci Uggioforte bywaem do czsto, czasami dwa lub nawet trzy razy na tydzie. Przyjedaem tu do Dolly i Toma Yorenw, ktrych poznaem przez Powego Jacka. Z Yorenami czyo mnie wsplne zainteresowanie podrami zagranicznymi. Mielimy sobie wiele do powiedzenia na temat egzotycznych krajw i przez cae lata planowalimy nasz pierwszy wyjazd. Odwiedzaem ich chtnie i zawsze zastawaem swych przyjaci w domu, w czym nie doszukiwaem si niczego osobliwego, poniewa - przy okazywanej w marzeniach wielkiej ciekawoci wiata - w rzeczywistoci stanowili par zagorzaych domatorw. Spdzaem tam dugie, ciekawe wieczory; bywao, e zagadalimy si nad slajdami, ktre Powy Jack przynosi w swej poatanej torbie, Tom za wywietla je na cianie dla mnie i dla Dolly (najbardziej przejtej barwn wizj czekajcych na nas wzrusze) i snulimy projekty dalekich wypraw. Przegapiaem wwczas z reguy ostatni pocig do Tawedy i pozostawaem w Uggioforte na noc, by o wicie jecha prosto do monotonnej szarzyzny zakadu w Pial Edin. Kilka razy przyszedem do Toma i Dolly z Lind, lecz ona - i to nas dzielio - nudzia si tam najwyraniej, cho robia wszystko, aby tego nie okazywa. Moe z tych samych powodw, ktrych wtedy jeszcze nie znaem, Powy Jack rwnie w Uggioforte dugo nie przesiadywa. Zostawia slajdy i wraca do swoich wczgw wasajcych si na wschodnim brzegu Vota Nufo. Yorenowie mieszkali na skrzyowaniu Szesnastej Alei z Czterdziest Drug Ulic, wic nie opodal posterunku karabinie - rw, z ktrego uciekem przez rozkrojon skalpelem tekturow cian. Przechodzc tamtdy pomylaem, e w mojej sytuacji nie byoby moe waciwe odwiedzi ich teraz, kiedy ciyy na mnie tak liczne i grone oskarenia. Wiadomo o wczorajszych wydarzeniach w Temalu zamiecia ju na pewno poranna prasa, a reszt miay przynie popoudniwki. Czy Toma i Dolly zdoabym przekona o swojej niewinnoci? Przez powoywanie si na star przyja z nimi, w zamian za wymuszon pomoc narazibym ich moe na sdowe represje. Czytaem nieraz o karach za ukrywanie przestpcw poszukiwanych listami goczymi. Z drugiej znw strony potrzebowaem teraz takiej pomocy: cigany nieufnymi spojrzeniami faszywych przechodniw, nie zdoabym dotrze bezpiecznie do domu, gdzie i tak nie mgbym si ukry, gdy czekali tam na mnie karabinierzy z Tawedy, z pewnoci zaalarmowani ju telefonicznie. Musiaem natychmiast zmieni czerwon koszul, zmy z

twarzy prgi po sinych pakach i zje co wreszcie. Wody nigdzie w pobliu nie byo wida, a najbardziej dokuczao mi nieznone pragnienie. Pod jego wpywem zdecydowaem si w kocu zoy Yorenom t przykr wizyt. Imitacj ich domu poznaem po oryginalnej fasadzie. Wspiem si ostronie po twardszym fragmencie schodw na pitro podzielone przegrodami z dykty i z bijcym sercem zapukaem do znajomych drzwi. Byy tekturowe. Odpowiedziaa mi Dolly: - Prosimy! Gos jej by donony i dobieg z odlegego wntrza. Tak to wanie byo zawsze: nie wychodzili do przedpokoju na powitanie goci. Przeszedem dugim korytarzem. W miejscu drzwi do pokoju wisia arkusz brudnego kartonu rozpity pinezkami na drewnianej ramie. Obrciem t ram i wszedem do rodka tekturowego puda. Ju byem przygotowany na najgorsze, wic to, co zobaczyem poza faszywymi drzwiami, przerazio mnie w mniejszym stopniu. - Halo, Carlos! - wykrzykna Dolly. Powiedziaem co. Ale nie usyszaem wasnego gosu. Jaka listwa wystawaa ze stou, przy ktrym siedzia Tom. Podajc Dolly rk na powitanie, miaem wraenie, e le oceniem dzielc nas odlego i e zamiast jej doni ucisnem t erd. - Mio nam, e wpade - rzek flegmatycznie Tom. - Strasznie si cieszymy! - dorzucia Dolly. Znowu co powiedziaem. Rka Toma bya twarda i kiedy unis j nad stoem, zaskrzypiaa w stawach. - Odwiedzam was zawsze z wielk przyjemnoci - wymamrotaem. Miaem ochot uciec, gdy Dolly ze swego staego miejsca na skrzyni, ktra z trudem kopiowaa tapczan, wskazaa mi wolny taboret. - Wic czemu tak dugo nie pokazywae si, podmiejski pustelniku? Siadaj! A jeli masz ch napi si kawy, co ju odgaduj z twojej gupiej miny, to tym razem sam sobie j we. Strasznie si dzisiaj zmordowaam porzdkowaniem tego nieustannego baaganu i ani myl usugiwa takiemu prniakowi. - Nie rb sobie ze mn kopotu, Dolly. Wstpiem do was tylko na chwil, aby... - To zaparz t kaw sam albo zaraz siadaj. - Ju id. Nie usiadem jednak ani nie poszedem do kuchni, gdzie staa na pce moja filianka, ktr przynosiem zawsze do pokoju i odnosiem wieczorem na jej stae miejsce. Stojc dalej

porodku tekturowego puda porwnywaem zachowany w mglistej pamici pozorny obraz Yorenw z brutaln wersj rzeczywistoci. - Leniuchu - szepna Dolly. - Sucham. - Czy mam wsta? Drgnem jak obudzony ze snu. - Pjdziesz w kocu po t kaw - fuknea - czy sama bd musiaa ci j poda? - Ale nie! - zaprotestowaem gwatownie. Dolly zmontowana bya na cienkiej pokrywie skrzyni w pozycji ni to siedzcej, ni lecej. W kadym razie wstajc ze swego wiecznego legowiska, rozwaliaby nie tylko ten wty postument, ale te rozerwaaby przyklejon do niego cz wasnego ciaa. I tego si przelkem. Wybiegem za kartonowe drzwi i z zamieconej wirami pustej klitki przyniosem do puda pokoju jedn filiank. Dwie inne stay zawsze przed Yorenami na wspartym trzema kokami arkuszu dykty. Filiank niosem ostronie, aby nie rozla domylnej kawy. Przeszedem pod cian ozdobion grzbietami ksiek, naklejonymi wprost na niej w dugich rzdach, i usiadem na stoku. By wycieczony wieloletni sub. - Matko moja! - zawoaa Dolly. - Jak on wyglda! - Bie si z kim? - spyta Tom. Wreszcie to zauwayli - pomylaem. Taboret podtrzymujcy figur Toma zapiszcza aonie. Przez chwil, patrzc na pikn twarz Dolly, syszaem tylko chrzst plastykowych koci jej wiernego towarzysza, ktry ryzykownym ukiem przegina si nad stoem ku mnie. - Kto ci tak urzdzi? - To drobiazg niewart ani sekundy waszego zainteresowania - prbowaem si wykrci. - A ta krew i siniaki na twarzy? Podniosem do ust pust filiank. Yorenowie widzieli dostatecznie ostro, aby zauway na mojej gowie i koszuli race lady pozostawione przez karabinierw i grubasa, ale nie do wyranie, by pod tymi powierzchownymi zmianami dostrzec przeobraenia gbsze, ktre nadaway mi posta prawdziwego czowieka. - Masz przed nami jakie tajemnice? - Ale nie! - Wiec mw, co si stao.

- Gupstwo. - Pocignem yk powietrza z filianki. - Paru zarozumiaych drabw z Aiwa paz wlazo mi w drog na rogu ulicy. - Gdzie to byo? - Pod Kroywen - Central, kiedy jadc do was przesiadaem si do autobusu. - I niele oberwae - zauway Tom. - Oni te wrcili za Vota Nufo porzdnie poturbowani - kamaem dalej. - Pobie ich? - A ty co by zrobi, gdyby ci kto przyoy sztylet do piersi? Dolly poruszya si niespokojnie na rozchybotanym postumencie. Szamotaa si na nim jak kobieta od urodzenia przykuta do oa nieuleczaln chorob, ale kiedy przemwia, zwracajc ku mnie twarz o rysach zastygych w wyrazie bezradnego zniecierpliwienia - w gosie jej zabrzmiaa penia ycia: - Ju cigaj t koszul, biedaku! Zaraz okrc ci czym dookoa, bo rana jest pewnie gboka. - Kochana, przysigam, e jest powierzchowna. I tylko nie wstawaj, zaklinam ci! Dopiero w tej chwili poczuem si morderc. - W takim razie... - obrcia si nieco na skrzyni w granicach luzu pozostawionego jej przez montera i wyja z lecej na stole paczki kartonowego papierosa - w takim razie umyj si przynajmniej. W azience wisi twj rcznik. - Wiesz... moe raczej nie. - Zbliyem swoj prawdziw, lecz nie zapalon zapak do koca pustej rurki, ktr wsuna do gumowych ust. - Wolabym nie moczy wieej rany, bo znowu zacznie krwawi. Do azienki - gnany wzrastajcym pragnieniem - zajrzaem ju wczeniej, kiedy szukaem kawy. Wanna bya tam namalowana na cianie pod trzema papierowymi rcznikami, a woda - przeciekajc przez szpar w suficie - zbieraa si na pododze jedynie w czasie wielkiej ulewy. Niestety, deszcz nie pada w Kroywenie ju od czterech miesicy. Tom majstrowa przy rzutniku ustawionym na stole. Aparat zbudowany by ze cinkw dykty, mia jednak arwk w rodku i rzuca na cian jaki zamglony obraz. Patrzc na te przygotowania, przewidywaem atwo, na co si zanosi. I nie pomyliem si: nie wstajc ze swego staego miejsca, Tom sign dugim kijem do okiennego otworu i zasoni go arkuszem papieru. . - Tego jeszcze nie widziae! Obr si do ekranu. Jak zobaczysz, to zaraz zlecisz ze stoka - zapowiedzia tajemniczo.

Zmordowany do ostatnich granic wytrzymaoci, opucibym ju to upiorne miejsce pod pierwszym lepszym pretekstem, lecz nagle usyszaem pukanie do wejciowych drzwi mieszkania. - Prosimy! - wykrzykna Dolly. Gos jej znowu zabrzmia radonie. Wsuchiwaem si w odgos krokw drugiego gocia Yorenw, daremnie tumic w sobie fal gwatownie wzbierajcej paniki. Do puda wszed Powy Jack. By ywy. Oswojony z plastykowymi maskami ogldanymi wszdzie na ulicach, draem teraz tylko na widok prawdziwego czowieka. - Szanuj was wszystkich, ktrzy pozostajecie w cieniu - powiedzia uroczycie. Bya to jedna ze wstpnych odywek Powego Jacka. Wypowiada te sowa na powitanie i po nich nawet lepcy w barach rozpoznawali go z atwoci. - Mio nam, e wpade - rzek Tom. - Strasznie si cieszymy z twojej wizyty. - Dolly wskazaa wolny taboret. - Siadaj, wczykiju jeden! - Nie spoczn, dopki soce zachodzi wieczorem za Uggioforte i rankiem wschodzi spoza Aiwa Paz. Dolly zastanowia si gboko. - Czyli e nie spoczniesz nigdy. A moe pisz tylko w dzie? - Ten Dzie nie powsta jeszcze z ciemnoci. Ale on blisko jest. Wiedzielimy o tym od dawna, e miedzy pytaniami stawianymi Powemu Jackowi a jego natychmiastowymi odpowiedziami zachodzi najczciej do luny zwizek. - To ja ju si ulatniam - powiedziaem roztrzsionym gosem. Baem si pyta Powego Jacka. Wstajc, niechccy spojrzaem mu w twarz: spomidzy prostych i dugich, bardzo jasnych wosw, kiedy je usun z czoa szybkim ruchem rki, wyjrzay na mnie smutne, przenikliwe oczy, z ktrych przemawiaa gboka yczliwo i co dziwnego jeszcze, co wszystkim - przy pierwszym z nim spotkaniu - zaraz nasuwao myl, e jest on nienormalny. - Och, Carlos! - zaprotestowaa Dolly. - Posiedziaby troszk. Mgby znowu przenocowa. le ci tu? - Przecie mielimy oglda slajdy - przypomnia Tom. Dolly zaskrzypiaa swoim legowiskiem. - Zostaniesz, prawda? Znowu poczuem si morderc. - Niech odejdzie - rzek Powy Jack.

Powiedzia to tak niespodziewanie, e zwrci na siebie uwag wszystkich. Jak zawsze ubrany by dziwacznie: mia na sobie stary worek z otworem na gow i kawa zardzewiaego acucha, ktrym ten luny worek przewizywa w biodrach. Lecz najbardziej zastanawiajce byo to, e wcale nie zainteresowa si moim niezwykym wygldem. Po raz ostatni spotkalimy si przed dwoma dniami, kiedy jeszcze byem manekinem. Teraz, widzc zmiany w budowie mego ciaa - jako ywy czowiek - musia te zauway pozorne siniaki i faszyw krew na koszuli. - Nie zwlekaj - powtrzy z naciskiem. - Wyjd na ulice Kroywenu i szukaj tam prawdy. Ona ci wyswobodzi. Ju policzone s godziny nasze. - Skd to wiesz? - spytaem niespokojnie. Dotd wszystkie proroctwa Jacka puszczaem lekko. - Nie ma dba na polu, kropli w wodach ani prochu w prdzie powietrza, ktre by ukryy si przed Jego wzrokiem - odpar powoli, lecz bez chwili namysu. A gdy on to jeszcze mwi, powiedziaem: - Chce mi si pi. Z okna spada papierowa zasona, kiedy Powy Jack koczy myl o Jego wzroku. - Jestem spragniony - powtrzyem ciszej. - Jeli wie, gdzie jest woda, niech mi wskae. - Pjdziesz Czterdziest Drug Ulic w kierunku Vota Nufo. Wszystko, czego ci potrzeba, jest za pierwszym rogiem. - Guptasie! - Dolly szamotaa si jak ptak w stalowym potrzasku. - Wszystko, czego ci potrzeba, znajdziesz tu obok, za pierwszymi drzwiczkami naszej lodwki! Opuciem mieszkanie Yorenw przy akompaniamencie jej dononego krzyku.

Zarwno komisariat karabinierw, jak i dom Yorenw stay ju poza konturem gowy dostrzeonej z dachu Temalu omiornicy", ktrej brzeg - co pamitaem - otacza autentyczn cz miasta. Poszedem w kierunku wskazanym mi przez Powego Jacka. Dookoa roztaczaa si zabudowana wielkimi makietami domw, przesycona wyziewami nagrzanych mas plastycznych oraz ostr woni dykty ociekajcej ywic i klejem - rozpalona w socu bezludna pustynia. Wychodzc z mieszkania Yorenw na soneczny ar, zamieniem pieko psychiczne na fizyczne: saniaem si na nogach jak alkoholik ozdobiony pamitkami po pijackiej bjce i moe dlatego atrapy ludzi - spacerujce chodnikami w celu wywoania ulicznego ruchu odsuway si ode mnie z odraz. Koszuli zalanej farb nie wyrzuciem nigdzie po drodze, poniewa czerwona plama na piersiach wygldaaby jeszcze bardziej podejrzanie. Minem pierwsze skrzyowanie ulic. Za rogiem - wedug wskazwki Jacka - mogem znale wszystko, czego potrzebowaem. Istotnie: sklep spoywczy mieci si w przegrodzie poza efektown fasad z jednej strony wysokiej dekoracji, a okazay zewntrznie salon odzieowy - z drugiej. Wszedem najpierw za reklamow tarcz sklepu spoywczego, ktry - na nieszczcie nie by sklepem samoobsugowym. Zamiast prawdziwych artykuw spoywczych widziaem wszdzie dookoa siebie ich atrapy wykonane z gipsu lub malowanego drewna. Bogactwo zaopatrzenia sklepu pozoroway te szklane i kartonowe opakowania, zgromadzone tu w wielobarwnych rzdach i stosach. Nie miaem pewnoci, czy wszystkie s puste. Rozgldaem si za jakim napojem i dostrzegem trzy butelki napenione lemoniad. Stay za kontuarem na najwyszej pce, midzy innymi pustymi butelkami. W kolejce do sztucznej ekspedientki czekay cztery plastykowe kuky. Miaem w portmonetce pienidze prawdziwe i faszywe. Ekspedientka szybko uwijaa si za lad: wydawaa kukom atrapy towarw w zamian za bezwartociowe krki i papierki. - Trzy butelki lemoniady - powiedziaem ochrypym gosem, gdy nadesza moje kolej. Pooyem na ladzie prawdziw monet. Z najbliszej skrzyni ekspedientka wycigna trzy puste butelki i postawia je obok monety. - Ale ja prosz o tamte butelki - wskazaem palcem na najwysz pk. - Pan chcia lemoniad? - Tak. - Wiec prosz.

Podaa mi puste butelki i zabraa si do wydawania reszty. Trciem j w rami. - Prosz mi da lemoniad, ktra stoi na tamtej pce. - Ta panu nie odpowiada? - Nie. - Czyby tamta bya lepsza? - Tak sdz. - Myli si pan. - Jednak prosz o tamt. - Lecz ta jest wiea i chodzona, a tamta od kilku miesicy stoi na pce i grzeje si w socu. - Chc j. Ogarna mnie krytycznym spojrzeniem. Widocznie nie zrobiem na niej korzystnego wraenia, bo nagle zmienia ton: - Wic pan sobie wyobraa, e dla jakiego gupiego kaprysu bd dwigaa drabin, by zdj z pki sklepow dekoracj? Dekoracja! - pomylaem. I to ona powiedziaa! Moe w innych okolicznociach wyszedbym rozweselony. Blokowaem dalej miejsce przy ladzie, a w sklepie utworzya si kilkunastoosobowa kolejka. - Aby pani nie robi kopotu, sam tam wejd - zaproponowaem i szybko pobiegem po drabin. Wycigajc j z kta, potrciem niechccy uoone w stosie puste pudeka i rozsypaem je. - Panie! - podniosa gos. - Przepraszam najmocniej. Zdejm tamte butelki i zrobi porzdek. - Do tego! - Wysza spoza lady. - Prosz opuci sklep. Tutaj nie ma miejsca dla awanturnikw i pijakw. - Dugo jeszcze bdzie tu marudzi ten zamroczony alkoholem brudas? - spyta ostro sztywny typ z koca kolejki. - Nie wyjd, a dostan tamte butelki. Miaem nadziej, e ustpi mi dla witego spokoju. Ale pomyliem si: sztywny typ podszed i wskaza drzwi. - Jazda std! Pozostaem w sklepie. Gdzie indziej musiabym zaczyna wszystko od pocztku. Energiczny manekin sam wyszed na ulic i zaraz wrci z kuk ubran w fioletowy mundur.

Gupia sprawa - pomylaem. Gos faszywego policjanta naladowa zdart pyt: - Co tu... tu co tu... cotutu? - Nic takiego. Wpadem na lemoniad. Mia chyba jakie uszkodzenie: - Doku... kudoku... dokuku... Dokumenty pozostay w komisariacie karabinierw. Zreszt nie martwiem si ju o nie. Przyoyem policjantowi skalpel do brzucha. - Rce do gry! Przestraszony odzyska mow: - Zgnijesz w wizieniu. - Gwid na to. Wyjem mu z kabury blaszany korkowiec. Straszak mia wygld dziecinnej zabawki: mogem si obawia, czy zdoam ich nim sterroryzowa. - To ja jestem: Carlos Ontena we wasnej osobie. Czy syszelicie? Nie waham si ani sekundy. Jeli kto mrugnie - kula w eb. Cofali si w stron wyjcia. - Wszyscy na podog, twarzami do ziemi! - rozkazaem. Posuchali. Przystawiem drabin do pki. Piem pod sufitem, patrzc uwanie na energicznego manekina, ktry czoga si wolno ku drzwiom. Kiedy oprniem dwie butelki, rozpoczem trzeci. Resztk lemoniady umyem sobie twarz. Szczcie, e tego nie widzieli, bo zamiast wywoa wraenie gronego bandyty, zyskabym w ich oczach opini wariata. Aby utwierdzi ich w przekonaniu, e cay czas dziaaem w myl dobrze opracowanego planu, ktrego celem by napad rabunkowy, wygosiem z wierzchoka drabiny improwizowane przemwienie, zdradzajc tajemnic swego sukcesu: - O poczciwi mieszkacy Uggioforte! Niestety, dalicie si paskudnie nabra. Mimo to licz na wasz rozsdek. Pomylcie tylko: czy dla paru butelek zwietrzaej lemoniady kto z Tawedy, kto nosi moje nazwisko, zagldaby do tej zatchej nory? Nie! - odpowiadam za was. Tak postpiby tylko wariat lub szaleniec. A czy ja na takiego wygldam? Ponadto - czy mam co wsplnego z czowiekiem dobrym? - Nie, bo ma pan negatywny, cza... cza... cza - cza - cza!... cza - cza - cza!... charakter zaci si policjant. - O to wanie chodzi! - kontynuowaem z przejciem. - Przejdmy teraz do rozwizania kryminalnej zagadki. Ot w momencie gdy sprzedawczyni wydawaa mi reszt, spostrzegem w szufladzie kasy znaczn sum. Ujrzaem pienidze! - czy dosyszelicie? Lemoniadow

awantur wywoaem dlatego, aby zwabi tutaj uzbrojonego policjanta. Potrzebowaem rewolweru, gdy noem trudno jest sprawnie operowa w tumie - oto wszystko. Oklaskw nie byo. Schodziem z drabiny, kiedy sztywny manekin, ktry sprowadzi tutaj policjanta, poderwa si nagle z podogi i skoczy do drzwi. - Stj! - krzyknem. Chwyci za klamk. - Ani kroku dalej, bo strzelam! Otworzy drzwi. Wcieky na niego cisnem za nim pust butelk, bo w kocu zrobi ze mnie wariata. - Ju - szepn zagadkowo, gdy umilk brzk rozbitej szyby. - Wracaj! - ryknem. - Ju - mrugn lewym okiem. - Co ju? - zbaraniaem w zamcie. - No ju! - stukn si palcem w czoo. - A ju! - pojem wreszcie. Dopiero wtedy nacisnem spust korkowca. Zabawka narobia takiego haasu, e mao nie spadem z drabiny. Trafiony manekin zatoczy si w gb sklepu. Na jego biaej koszuli wykwity dwie czerwone plamy. Polizn si na dwu gumowych zatyczkach uszczelniajcych wlot i wylot postrzaowej rany, ktre dyskretnie wyrwa ze swego korpusu i upuci niedbale. Zanosio si na to, e w konwulsjach konania zgarnie z kontuaru ca pozorn mas towarow, co daoby dobry efekt sceniczny - i taka tu pewnie bya przewodnia myl scenografa i scenarzysty. Lecz przez te fatalne zatyczki nie sign do lady: zakl szpetnie - lizgajc si na nich - i z dala od stosu towarw wycign si jak dugi, czym sknoci cae ujcie. - Zaatwiony! - uspokoiem zastraszonych klientw, kiedy ciekawie podnieli gowy. - I kadego to czeka, kto wyjdzie ze sklepu przed upywem najbliszej godziny. Papierki z kasy zaadowaem do szczelnego worka z napisem: RY. Dotd rozpierao go dumnie sprone powietrze. Wrd wielu pustych blaszanych pudeek znalazem dwie puszki napenione konserwami. Wrzuciem je do worka razem z bochenkiem czerstwego chleba, ktry przez aprowizacyjne nieporozumienie jak zawi drog dotar a do tej bezludnej dzielnicy. Chleb mia defekt w postaci garbu z janiejszego ciasta na swej rumianej powierzchni i dlatego pewnie przez kilka dni lea spokojnie na pce, nie wytrzymujc konkurencji z innymi bochenkami idealnie odlanymi ze sztucznego tworzywa. Okna byy przysonite szczelnymi aluzjami. Zacigaem ju zason na drzwi, gdy do sklepu wszed nowy klient.

- Tu jest koniec kolejki - wskazaem mu luf korkowca wolne miejsce na pododze. - Ja... - Sza! - Ale... - Pst! - Zatkaem mu usta. - Pierwszymi wraeniami podzieli si pan z ssiadk na pododze. Plastykowy przybysz poprawi okulary. Mia min roztargnionego naukowca i chyba wcale nie zauway mojego rewolweru. Jednak bez chwili wahania pooy si obok sztucznej kobiety. - Co to za imbecyl? - szepn do niej. - Ci prostacy wszdzie czowiekiem dyryguj. Wpadem tu tylko na chwil, by rozmieni banknot... Przekadaem klucz na drug stron zamka. - ...oczywicie, poza kolejk - koczy faszywy naukowiec. - A wy za czym leycie? Podsunem mu otwarty worek. - Ja panu rozmieni poza kolejk - rzuciem lekko, jak wytrawny gangster filmowy.

Po minucie - ubrany w now koszul z salonu odzieowego - wyskoczyem znowu na ulic akurat w momencie, gdy uwizieni klienci rozbijali szyb spoywczego sklepu. Wsiadem prdko do parkujcego obok samochodu i przyoyem luf do skroni zainstalowanego w nim kierowcy. - Jazda! - Gdzie? - Prosto! Zwleka. Oglda si na zbiegowisko pod sklepem. - Jazda - syknem - bo rozwal eb i sam sid za kierownic! Baem si spotkania z prawdziwym policjantem, ktrego jaki przypadek - jak w Temalu czarnego karabiniera - mg rwnie tutaj wprowadzi do akcji. Przestraszony manekin ruszy ostro Czterdziest Drug Ulic w kierunku Vota Nufo. - W lewo! - rozkazaem przy Trzynastej Alei. Skrci posusznie. Dojechalimy szybko do Trzydziestej Ulicy, gdzie kazaem mu stan. Wysiadajc, signem odruchowo po papierki, aby zapaci za kurs (bya to bowiem takswka), lecz uwiadomiem sobie zaraz, kim od dwch dni jestem. Kluczyem przez jaki czas w labiryncie poczonych pozornych podwrek, a wyszedem na Dwudziest Dziewit Ulic, przy ktrej mieszkaa Linda. Posmutniaem na

myl o niej. Do domu L,indy byo std jeszcze daleko. Co cigno mnie tam i odpychao zarazem. Raptem - nieco rozluniony po przeytych emocjach - przypomniaem sobie o dotkliwym godzie. Przedarem si przez tum manekinw pod cian najbliszej dekoracji. Wyjmowaem ju chleb i konserwy z worka, gdy wosy zjeyy mi si na gowie odrzuconej na bok nieludzkim skowytem, ktry - jak pies nagle urwany z acucha - rykn z czego, co si zakotowao pod moj pach: - Panie, miej lito w sercu dla biednego niedogi! Zawstydzony ukryem w kieszeni gotowy do strzau korkowiec i odetchnem po sekundzie trwogi: na chodniku pod cian, przykrpowana do niej zardzewiaym drutem, siedziaa zniszczona przez czas, deszcz i soce, poczerniaa i stoczona kornikami proteza starego ebraka. - Co aska, panie, co aska! Przeoyem chleb i konserwy do drugiej rki i ca reszt upu opuciem lekko na jego kolana. atwe to byo, zwaszcza e niedorzeczny worek zawadza mi tylko. Musiaem zaraz uciec przed dzikczynn czci koncertu ebraka - fonicznie bardziej jeszcze rozbudowan i wylewn od czci modlitewnej. Nigdzie dookoa nie widziaem spokojnego miejsca, gdzie mgbym usi i zabra si do jedzenia. Rejon ten znaem wprawdzie bardzo dobrze, ale teraz patrzyem na wszystko cakiem innymi oczami. Po takswkowym rajdzie i pieszej wdrwce przez zagracone podwrka znalazem si z pnocnej strony autentycznego fragmentu rdmiecia - na obszarze pokrytym dekoracjami, lecz ju w pobliu terenu zabudowanego domami prawdziwymi. Akcentowany od poniedziakowego witu podzia na elementy prawdziwe i faszywe w otaczajcej mnie nowej rzeczywistoci nie myli mi si oczywicie ze .znanym od dawna podziaem na fragmenty pikne i brzydkie w caej aglomeracji wielkomiejskiej, bowiem dekoracje ilustrowa mogy zarwno obraz wyrafinowanego luksusu, jak i skrajnej ndzy. Z bogactwem spotykaem si w czci centrum Kroywenu pooonej bezporednio nad brzegiem Vota Nufo oraz przelotnie w Aiwa Paz - z drugiej strony jeziora, kiedy jedziem tam czasem pozornie bez celu, faktycznie za po to, by podglda szczliwcw, do ktrych umiechna si fortuna. Tutaj - w dzielnicy wcale nie peryferyjnej - gdzie zbiegem po zuchwaym napadzie na ledwie prosperujcy sklepik spoywczy, bieda bardziej jeszcze rzucaa si w oczy ni w zamieszkanym przez czarnych Riwazolu. Chodniki wypenia nieprzerwany cig pieszych, ale pod cianami ruder podpartych kokami, na maych placykach oraz w rynsztokach, tu obok

koowego ruchu - wszdzie, gdziekolwiek byo wolne miejsce midzy zwaami mieci, koczoway (pod goym niebem) hordy obdartych i brudnych manekinw. Zwinne jak mapki kukieki dzieci wpaday z wrzaskiem pod ruchome wraki wozw, obryway sobie wzajemnie uszy lub amay plastykowe nogi i zdzieray nosy w beztroskich zabawach pod wierzchokami ulicznych palm. Lepsze miejsca w dekoracyjnych niszach i w zawalonych szopach okupoway rodziny biedakw naladujcych jakie skromne zajcia. Jedne atrapy ludzi zajmoway si tu wyrobem lichych imitacji, inne - drobnym handlem. Ostatnia sztuczna ndza i hoota erowaa na wysypiskach pozornych mieci lub prnowaa bezczelnie przy krawnikach jezdni, najczciej w pozycji lecej na wznak. Zwabiony szyldem samoobsugowego baru, przeszedem przez ca t cib na drug stron ulicy. Pod barem trafiem na scen typow raczej dla bogatych dzielnic: atletyczny wykidajo wykopywa z wejcia obszarpanego wczg. W nieproszonym gociu - kiedy powsta z chodnika i otar umazan botem twarz - ze zdumieniem rozpoznaem prawdziwego czowieka. Poszedem za nieznajomym pod nastpny dom. By wychudzony i zgodniay jak bezpaski pies. Zaraz wycign kocist rk po chleb. Przeamaem bochenek i daem mu poow razem z jedn konserw. Prbowaem zapozna si z nim. Zadawaem mu pytania i mwiem o sobie. Lecz nie udao mi si nawiza z nim adnego kontaktu: jego rozwj umysowy zatrzyma si na poziomie skrajnego idiotyzmu. Wrciem do baru witany gbokim ukonem sztucznego wykidajy, co dao mi nik satysfakcj.

Prawie nie pamitaem przeszoci. Urojone ycie, wesoe lub ponure, Taweda, mieszkanie na dziewitym pitrze, ksiki, telewizja, nieznoni ssiedzi, Pial Edin z fabryk, weekendy na wyspie Reff, plaa w upalny dzie, slajdy u Yorenw, koniak z Elsantosem i jego koleanki, czasem smutek, rado niekiedy, wreszcie Linda - caa plastykowa przeszo, a do chwili przebudzenia w poniedziaek rano, majaczya w mej pamici poza dymn zason, jak wyblaky sen. W tej mglistej przeszoci jedynie Linda bya nieoszukana. Wracaem mylami do rnych epizodw z jej rzeczywistego ycia, przez p roku zwizanego z moj pozorn egzystencj, odnawiaem wspomnienia, by zbudowa now wersj wypadkw i rozwiza wiele zagadek - aby rozjani mrok czego niepojtego. Prbowaem rwnie wyobrazi sobie, co by si dalej dziao, gdybym wczoraj nie zoy jej w Temalu tej fatalnej wizyty, ktra nas wzajemnie skompromitowaa. Dla Lindy sztuczni ludzie w Temalu nie byli manekinami, a praca w fikcyjnej centrali handlowej - pozorowaniem jakiego zajcia. Wystarczyo tylko spojrze na biurko, gdzie leay dokumenty pokryte jej czytelnym pismem, aby mie pewno, e siedzc w towarzystwie czterech symulatorw pracy biurowej, znalaza ad i sens w powszechnej maskaradzie i swoj funkcj traktowaa serio. Z pewnoci teraz, gdy si dowiedziaa, do czego jestem zdolny, straciem w jej oczach wielokrotnie wicej, ni zyskaem rano jako czowiek prawdziwy. Ona rozpoznaa we mnie furiata, a ja w niej dziewczyn atw, chocia z drugiej strony nie mogem mie do niej alu tylko o to, e si zadawaa z manekinami: gdyby pogardzaa nimi, nie doszoby nigdy do naszego zblienia. Od pocztku byo jasne, czemu sztuczni mieszkacy Kroywenu nie odrniali ludzi prawdziwych od faszywych oraz oryginalnych zabudowa od fragmentarycznych kopii i konstrukcji zastpczych. Tutaj nie byo adnego problemu, gdy nikt nie widzi w wiecie niczego ponad to, co znajduje w sobie samym. Powoli zaczynaem te rozumie, dlaczego rwnie ywi ludzie - tak nieliczni w sztucznym tumie - obojtnie przechodzili obok dekoracji i nie dostrzegali w manekinach wszystkich tych haniebnych cech, jakie mnie w nich uderzay. W najbardziej niezwykych zjawiskach ludzie od urodzenia oswojeni z nimi nie zauwaaj niczego osobliwego. I moe tylko kto od urodzenia lepy, komu bielmo nagle spadoby z oczu, ujrzaby dookoa siebie to: panoram makiet wykonanych z artykuw zastpczych, zrobione z dykty

tarcze o konturach domw i drzew, ustawione frontem do sceny w dalekiej perspektywie planu, za bliej, pomidzy oryginalnymi elementami, rozpoznaby atrapy, imitacje, faszywe materiay, sztuczne tworzywa i masy plastyczne, wszelkiego rodzaju namiastki i surogaty, kopie, protezy, peruki i maski, puste opakowania, falsyfikaty - sowem zawarto caej rekwizytorni zmontowan na poboczu akcji, wic moe sam kreujc rol statysty sceny, dostrzegby nieprzebrane rzesze statystw ta zainstalowane na marginesie planu i zobaczyby ramy wiata w rzeczywistej ich postaci. W otwartej wnce baru samoobsugowego przy Dwudziestej Dziewitej Ulicy przesiedziaem cae popoudnie. Drzemaem na wysokim stoku ustawionym w cieniu martwej pinii, przy dugiej pce, oddzielajcej wntrze baru od ulicy, pomidzy nieustannie gadajcymi i wierccymi si kukami. Czasami - zbudzony czyim podniesionym gosem rozgldaem si uwaniej dookoa siebie. I nie widziaem problemu w tym, jak manekiny poruszaj siej mwi (kto, komu si wydaje, i wie, jak sami ludzie to czyni - niech dalej pi sobie spokojnie), natomiast domylajc si ju, w jakim celu one to robi, chciabym jeszcze wiedzie, kto je zmusza do cigej aktywnoci i z daleka kontroluje. Zjadem swj chleb i misn son konserw. Wkrtce znowu zachciao mi si pi. W bufecie i na stolikach sztucznych konsumentw stay wszdzie tylko puste kieliszki, szklanki i butelki, ktre manekiny podnosiy czsto do gumowych ust i przechylay nad swymi nieruchomymi maskami. Plastykowe zakski te wdroway do warg w lad za pustymi kieliszkami i po kilku ruchach gipsowych zbw wracay z powrotem na papierowe talerze w stanie nienaruszonym. Takie to byo naturalne, e ju z odlegoci pidziesiciu metrw kto ywy nie dostrzegby oszustwa w mistyfikacji atwej do zdemaskowania z bliska. Mj nietypowy sposb jedzenia chleba i konserwy nie wywoa w barze adnej sensacji. Po prostu nie zauwaono go. Aby nie zajmowa za darmo miejsca, musiaem jednak przenie co z bufetu do swego stoka i w zamian za faszywy banknot dostaem od barmana powietrze w butelce ozdobionej kosztownymi nalepkami. Zakski nie zakupiem wiedzc, ile razy kada namiastka wdliny czy ryby odbya drog z bufetu przez stolik do ust i z ust przez stolik do bufetu. Barman, ktry kad woln chwil wypenia poszukiwaniami zgubionej peruki, znosi wypolerowane setkami rk zakski tylko ze stolikw okresowo zajmowanych przez goci z ulicy, bo ci wchodzili, przechylali, wchali i wychodzili - ale takich stolikw byo tu zaledwie kilka. Wikszo miejsc okupoway atrapy konsumentw na stae zwizanych z tym barem, lecz wcale nie pocigiem do kieliszka - tylko klejem stolarskim, ktrym byy posmarowane ich siedzenia. Tym bywalcom barman nie zabiera rzekomych da - odkurza je tylko od czasu do

czasu. Winiowie lokalu rozprawiali miedzy sob z oywieniem i oni zwaszcza wywoywali nieustanny gwar. Dla suchacza przechodzcego ulic wrzawa w barze tracia swe naturalne brzmienie dopiero po przekroczeniu progu i prbie koncentracji uwagi na wybranej rozmowie. Kady pijacki monolog czy koleeski dialog prowadzony przez byle jak podrobionych goci rozpatrywany indywidualnie - zdradza cechy programowej niedbaoci o detale: skada si z nieskoczonej serii powtrze jakiego z trudem artykuowanego zdania, ktre ledwie naladowao mow ludzka. Od strony ulicy prawie wszystkie bary oraz mniejsze sklepy zamiast cian miay rnego rodzaju aluzje, ktre usuwano cakowicie lub rolowano na czas otwarcia lokalu w okresie dugotrwaych upaw. Dziki temu, siedzc w barze pod podniesion aluzj, skd roztacza si widok na ca okolic, miao si wraenie braku izolacji od tumu i penego uczestnictwa w zbiorowym yciu ulicy. Chodniki pod barem szlifoway setki plastykowych ng. O tej porze dnia nieprzerwana wdrwka pieszych na ruchliwej arterii miasta bya zjawiskiem naturalnym. Sam od dwch dni przepychaem si w tym tumie i poza przejmujcym faktem, e skada si on ze sztucznych osobnikw, niczego niecodziennego nie zauwayem. Aby pozna mechanizm tworzenia si toku i staego cigu pieszych na ulicach Kroywenu, trzeba byo zatrzyma si gdzie z boku przynajmniej na kilka minut. Kiedy za ostatni kartk papieru znalezion w kieszeni rysy barman razem z drug butelk po koniaku da mi przyjacielsk rad, abym nieco przyhamowa", zwrciem uwag na par modych manekinw, ktra po raz pity czy szsty przechodzia pod barem. Chopiec obejmowa dziewczyn w pasie i w tym miejscu, gdzie si stykali, byli trwale zespoleni ze sob. Co jaki czas migaa mi te posta smukej kobiety ubranej bardzo szykownie, na wzr eleganckiej modelki z Extra - Visso. Poruszaa si z prawdziwym wdzikiem, lecz podziwiajc idealne proporcje w budowie jej piknego ciaa, przy czwartym nawrocie dostrzegem z przykroci, e miaa odupany okie. Gromadka dzieci o pci trudnej do okrelenia i atwym do ustalenia ojcostwie zagldaa do baru regularnie co kwadrans, przekazujc furmanowi (zainstalowanemu obok pustej butelki) wiadomo od mamy, ktra ju ani chwili duej nie bdzie sterczaa przy garnkach, jak ta suca, kiedy on sobie w najlepsze popija z obuzami i grosza na chleb do domu nie przynosi. Jak wikszo manekinw, dzieci miay na sobie papierowe ubranka, w miejscach dziur ilustrujcych ndz pozaklejane atami z gazet poledniejszego gatunku. Zapoznaem si jeszcze z twarzami wielu innych etatowych przechodniw, a wkrtce mogem stwierdzi, e prawie wszyscy sztuczni ludzie, jacy szli chodnikami, zawracali na

okrelonych trasach i przebywali je wielokrotnie tam i z powrotem w celu wywoania pozornie naturalnego ulicznego ruchu. Mylaem o ponurym losie tych wiecznych przechodniw i prbowaem wyobrazi sobie, co dalej robili w makietach swych domw, kiedy pnym wieczorem - po godzinach wypenionych, statystowaniem w tumie - tajemnicza sia zwalniaa ich wreszcie z caodziennego obowizku. Barman nazywa si Calpat i by wacicielem tego lokalu. Przy bufecie wisiaa na dugim gwodziu tabliczka z wydrukowanym przez niego znanym retorycznym pytaniem: Jeeli jeste taki mdry, to dlaczego nie jeste bogaty?", ktre wskazywa on czasami swym bardziej haaliwym gociom. Byem przy tym, gdy przed rokiem Powy Jack dopisa w milczeniu na tej tabliczce pytanie skierowane do barmana: ,,A ty - jeli jeste taki bogaty, to czemu nie jeste szczliwy?" Na tym samym gwodziu, przysaniajc sob teksty obu pyta, wisiaa teraz zaginiona peruka barmana. Ju chciaem mu wskaza przedmiot jego dugotrwaych poszukiwa, kiedy do baru wszed Powy Jack. - Szanuj was wszystkich, ktrzy pozostajecie w cieniu - powiedzia. Przyby w towarzystwie kilkunastu manekinw. Na jego widok instynktownie (czy to pod wpywem obawy, e w kocu zapyta mnie o pochodzenie czerwonej plamy na koszuli, dostrzeonej u Yorenw, czy te kierowany niechci do wysuchiwania dalszego cigu przepowiedni na mj temat) ukryem si za gazeta rozpostart przez sztucznego ssiada, chocia wykluczaem moliwo, e prorok przywoa tu policj lub karabinierw. - Jeeli mnie te szanujesz - rzek barman - to spraw, by wosy odrosy mi na gowie. - A wierzysz, e mog to uczyni? - Ufam ci, Panie. Ty to potrafisz. Powy Jack zmierzy barmana dugim, powanym spojrzeniem. Kaza mu stan pod tabliczk, gdzie namaci klejem jego plastykow czaszk i zaoy na ni peruk zdjt z gwodzia. Tak ozdobionego skierowa za lad mwic: - Szynkarzu, ju nie zawieci ysina twoja. Licz dalej swoje pieniki i wracaj do statkw. Owosiony nagle waciciel baru rzuci si do ng Powego Jacka, ktry uciszy go nieznacznym ruchem doni. - Za o tym - rzek - com ci tu uczyni pozornie, nie trb zaraz dookoa siebie, woajc wszdzie gosem wielkim: W jednej chwili czupryna mi odrosa!" W myli tylko dzikuj Temu, ktry mi tu posa - On to bowiem posadzi ci na gowie wosy. Tak kaza. Ale ledwie wyszed, kiedy barman przelecia midzy stolikami i wszystkim rozpowiedzia o caym wypadku.

A gdy Powy Jack mwi jeszcze o Tym, ktry go tu posa, przybiegli z ulicy sztuczni ludzie i pokazywali palcami barg rozoony na chodniku, gdzie od lat dogorywa sparaliowany starzec. Uciszyli tam zaraz wszyscy luniej zwizani z barem biesiadnicy i kady, kto mia oczy do patrzenia, zobaczy, jak ich nauczyciel potar doni obie nogi i rce dotknite nieuleczaln chorob. Po zamaniu czwartego kawaka drutu (bardzo ju rdz osabionego), jakim czonki starego manekina byy przymocowane do kamiennej pyty, Powy Jack wyprostowa si nad powalonym niemoc ciaem. - Ndzarzu, ja do ciebie mwi. Wsta! Zabierz std achmany swoje i id. I stao si, gdy tak przemwi, e chromy podnis si lekko. Stamtd Powy Jack chcia dosta si na drug stron ulicy. Lecz ju w poowie jezdni drog zastpi mu trdowaty. - Panie! - zawoa. - Jeli chcesz, moesz mnie oczyci. Cierpicy na straszn chorob manekin mia na sobie tylko cienk powok z naoonymi na niej plastykowymi imitacjami okropnych ran i wrzodw oraz slipy. Te slipy naniesione byy w ostatniej natryskowej warstwie, co wyszo na jaw dopiero w momencie, gdy Powy Jack mwic: - Chc, bd oczyszczony! - szarpn za naddarty rg szpetnej powoki i cign j gadko z caej figury trdowatego, niestety, razem z namalowanymi na wierzchu slipami! Rozdarta gumowa powoka - kurczc si - wisna gdzie i przepada. Stali tak przez chwil obok siebie w blasku zachodzcego soca, porodku zatarasowanej jezdni: Powy Jack w swym starym worku, z potnym acuchem na biodrach i goy manekin o nienobiaej skrze, a zajciem, zainteresowali si dwaj sztuczni policjanci. Jeden bieg ku nim z pak wzniesion do ciosu, a drugi z gotowym do wyrwania kartki bloczkiem mandatowym. Powy Jack skarci jednego i drugiego, po czym powiedzia: - Pjdziecie za mn, a uczyni was owcami statystw. I stao si, e ci dwaj, gdy tak do nich przemwi, ukryli wstydliwie narzdzia swoje i posusznie ruszyli za nim. Dwaj lepcy dopadli Powego Jacka dopiero po drugiej stronie ulicy. Obaj mieli oczodoy zalepione wodn farb, le rozprowadzon na plastykowych maskach. - Wierzycie, i mog to uczyni? - spyta. Odparli: - Owszem, Panie! - Tedy przemyjcie oczy wasze w wodzie deszczowej, ktra si zebraa w najgbszym rynsztoku. Uczynili, co kaza. A gdy otworzyy si ich oczy, Powy Jack przygrozi im surowo, mwic:

- Dbajcie, aby nikt si o tym nie dowiedzia. Ale oni obracali jzorami dopty, a utworzyo si czwarte zbiegowisko.

I rozchodzia si wie o nim po caym Kroywenie: dookoa Yota Nufo, od Uggioforte do Aiwa Paz i od Riwazolu do Tawedy, a i dalej jeszcze - a po sam Quenos. A on sta porodku mnstwa i naucza je, mwic: - Grajcie, albowiem przybliy si wiek gotowoci tego widowiska i nadchodzi dzie Montau Ostatecznego. Szukajcie prawdy we wasnych sercach, bo ona was wyswobodzi. Wiara w Wewntrzny Gos przeniesie was na ekran wiata, na ktrym rycho spocznie oko Widza. Tam y bdziecie wiecznie, jak na tej scenie, ktra dzi ley u Jego ng. Bogosawieni statyci, gdy nie wychodz na pierwszy plan. Cisi pozostan na ekranie wiata. I ci, co si smc, pocieszeni bd, bo ich me dosign noyce Montaysty. Lecz nie mniemajcie, i ja mam moc zmienia prawa filmowej gry albo w imieniu Widza darowa wam popenione w sztuce aktorskiej bdy. Syszelicie, gdy mwiono dawniej: Bd Wola Twoja". A ja wam powiadam, i kady aktor lub statysta, ktry na planie zdjciowym sprzeciwi si wasnemu sumieniu i zagra niezgodnie z Duchem Scenariusza, zostanie wycity z ujcia i rzucony w ciemnoci zewntrzne. Jeeli zatem gorszy ci twe prawe oko - wyup je, a jeli ci gorszy prawa rka utnij j: poyteczniej jest bowiem dla ciebie, aby zgina jeden z twych czonkw, ni gdyby caa twa posta zostaa usunita z sekwencji tego filmu przy jego Montau Ostatecznym. Widz nie oceni ci za wyznaczon rol, tylko za walory twej gry w ramach otrzymanego talentu, ktrego zdasz spraw w sdny dzie. Dlatego powiadam wam: nie zbierajcie sobie skarbw na scenie, gdzie ml i rdza zniszczy wszystko i gdzie - oprcz waszej wiary w skarby - wszystko faszywe jest. Spjrzcie na ptaki, i nie siej ani n, ani zbieraj do gumien, a Twrca wasz ywi je. I po co si martwicie o odzienie? Przypatrzcie si liliom polnym, jak rosn: nie haftuj ani przd. A czy krlowa piknoci w caej swej sawie bywa tak przyodziana jako jedna z nich? Jeeli tedy traw poln, ktra dzi jest, a jutro bywa w piec rzucona, Ojciec mj tak ubiera, czy nie bardziej zadba o was, o mao wierni! Gazeta, za ktr schowaem si przed Powym Jackiem, nagle zainteresowaa mnie. Przypadkiem bya prawdziwa i zawieraa najnowsze wiadomoci. Tkwia w szeroko rozoonych doniach mojego czarnego ssiada. Jego szklane oczy Wpatryway si w papier pokryty rzeczywistym drukiem rwnie bezmylnie, jak oczy dwch innych manekinw, ktrym uliczny sprzedawca za plastykowe krki wsun do rk imitacje ostatniego wydania

Kroywen - Expressu". Jedyny prawdziwy egzemplarz gazety, jaki trafi do baru, zapa zaraz kauczukowy Murzyn. Gdy czarny obrci pacht gazety na drug stron, zobaczyem nagwek wydrukowany wielkimi literami: ZUCHWAY NAPAD RABUNKOWY W CENTRUM KROYWENU Przekonany, e dziennik donosi o moich popisach, niespokojnie przywarem wzrokiem do szpalty, lecz zaraz zdziwiem si, bo w artykule bya mowa tylko o kolejnej udanej akcji synnego gangstera Dawida Martineza: Wczoraj wieczorem, o godzinie osiemnastej dwadziecia, szecioosobowa szajka gangsterw pod przywdztwem nieuchwytnego bandyty Dawida Martineza dokonaa zbrojnego napadu na ambulans zaadowany sztabami zota. Napadu dokonano na Pidziesitej Pierwszej Ulicy, w chwili gdy konwj wozw eskortujcych transport zota, przejeda pod domem towarowym Riva Aha. Po krtkotrwaej wymianie ognia miedzy uzbrojonymi w pistolety maszynowe gangsterami oraz stranikami i policj bandyci uprowadzili ambulans w nieznanym kierunku, zostawiajc na miejscu dwch zabitych kolegw. W walce polego omiu konwojentw i trzech policjantw. Przypominamy, e jest to ju dziewity krwawy napad rabunkowy przeprowadzony przez szajk Dawida Martineza w czasie ostatnich czterech lat. Tym razem upem gangsterw pado czterysta kilogramw zota przewoonego do banku Quefeda Nos Paza. Wadze prowadz energiczne ledztwo. Poprosiem kauczukowego Murzyna o gazet, aby j dokadnie przejrze. Nim czarny zdy zareagowa, inny pogrony w lekturze manekin podsun mi uprzejmie swoj imitacj dziennika. Pod yczliw kontrol jego szklanych oczu przez .dobry kwadrans wpatrywaem si w czarne paski i szare prostokty pokrywajce papier w miejscach nagwkw i kolumn. Wreszcie Murzyn poszed do bufetu po butelk. Wtedy zamieniem dyskretnie oba egzemplarze, kadc namiastk dziennika na stoliku czarnego. Dopiero na przedostatniej stronie znalazem notatk o sobie umieszczon pod tytuem: FURIAT W TEMALU Wiele kopotu sprawi karabinierom niejaki Carlos Ontena, zamieszkay w Tawedzie robotnik fabryki wagonw w Pial Edin. Powodowany zazdroci o swoj narzeczon, referentk z Temalu, ktr podejrzewa o romans z kierownikiem tamtejszego dziau, w czasie swej niespodziewanej wizyty w gmachu centrali handlowej, zastawszy narzeczon z kierownikiem, dosta ataku szau. Po zamordowaniu kierownika oraz siedmiu innych osb, ktre bd to prboway obezwadni furiata, bd przypadkiem wpady w jego rce, zamkn

si z trzema zakadnikami w jednym z lokali biurowych, gdzie pod grob zastrzelenia tych niewinnych ludzi nie dopuszcza oblegajcych do wywaenia drzwi. Dopiero dzisiaj o wicie po zmobilizowaniu znacznych si - karabinierzy ujli zbrodniarza bez dalszych miertelnych ofiar. We wczorajszym doniesieniu (zredagowanym w czasie oblenia zoczycy) podalimy blisze szczegy tragedii rozgrywajcej si w Temalu. Wedug potwierdzonych wielokrotnie wiarygodnych informacji, uzyskanych na miejscu przez naszego wysannika, Carlos Ontena (dotd nigdy jeszcze nie karany), zanim dokona masakry w Temalu, by jednym ze suchaczy czsto przebywajcych w towarzystwie trzydziestotrzyletniego ulicznego proroka, zwanego Powym Jackiem, ktry nazywa siebie reyserem wiata" i cieszy si znaczn popularnoci wrd wczgw koczujcych na wschodnim brzegu Vota Nufo. Nie chcemy akcentowa tutaj wpywu nauki ulicznego proroka na postpowanie robotnika fabrycznego. Rzuca si jednak w oczy fakt, e Carlos Ontena, ktry dysponuje niewiarygodn si fizyczn, wyrni si w Temalu wyjtkowym okruciestwem. Podajemy po raz drugi list jego zbrodni w reporterskim skrcie: Sekretarce zagradzajcej mu drog do gabinetu kierownika wyrwa ca rk z ciaa razem z opatk. Samemu kierownikowi roztrzaska gow jednym ciosem goej pici. N w rku urzdnika biegncego z pomoc zagroonym kobietom podnieci tylko Onten do dugiej serii morderstw. Zgodnie z zeznaniami naocznych wiadkw osiek podnis urzdnika pod sam sufit i trzasn nim o schody z tak wielk si, e metalowe wsporniki rozbitej porczy przeszyy ciao nieszczliwego na wylot. Po dokonaniu tego czynu Ontena zalany krwi swej ofiary zbieg na taras widokowy gmachu. Tam podczas prby aresztowania go przez funkcjonariuszy prawa uj za klapy mundurw dwch rosych karabinierw i po przeniesieniu ich do krawdzi dachu wieowca zepchn w przepa. Nastpnie obezwadni trzeciego, niecelnie strzelajcego do karabiniera i wykrci mu z rki rewolwer. Nie darowa te bezbronnej kobiecie, ktra wskazaa wadzom miejsce ukrycia zbrodniarza: zabi j, zanim zdya uciec z tarasu. Jakby jeszcze niesyty krwi przelewanej w jakim szalonym natchnieniu, zszed dwa pitra niej i w pustym korytarzu, nie atakowany przez nikogo i niczym, ju nie zagroony, z najniszych, sadystycznych pobudek - zamordowa omioletnie dziecko. Ontena zastrzeli chopca, przykadajc mu rewolwer do czoa. Wkrtce potem, cigany przez drugi patrol karabinierw, uciekajc korytarzem szedziesitej drugiej kondygnacji gmachu centrali handlowej, wtargn na miejsce pierwszego zabjstwa, gdzie raz jeszcze posuy si zdobyt broni: zastrzeli z niej lekarza z

ekipy pogotowia ratunkowego? ktry operowa rann sekretark. W sekund pniej (chyba tylko w celu wykazania swej upiornej wszechstronnoci) zmieni byskawicznie narzdzie mordu z rewolweru na n chirurgiczny wyrwany z ciaa operowanej. Strasznym ciosem tego noa przebi na wylot gardo karabinierowi, kadc trupem smego z kolei czowieka. Wiadomo z ostatnie/ chwili: Jak nam donosz z Gwnej Komendy Karabinierw, schwytany o wicie grony bandyta Carlos Ontena - po rozwaleniu ciany swojej celi - zbieg dzi w poudnie z tymczasowego aresztu.

Z baru przy Dwudziestej Dziewitej Ulicy wyszedem nym wieczorem, kiedy chodniki opustoszay ju nieco. Nie opodal na goej ziemi - pod niebem usianym gwiazdami - leay zbite w gromady kuky bezdomnych mieszkacw dzielnicy. W gorcym powietrzu unosi si swd dymu z ogniska ndzarzy. Miaem ochot pooy si gdzie midzy nimi i natychmiast zamkn oczy. Ukryte w gbszym cieniu postacie sztucznych ludzi wyglday jak powalone strachy na wrble. Z drugiej strony jezdni potknem si na kupie mieci. Wypltujc buty z uwizi odpadkw, dostrzegem wrd nich protezy dwch ludzkich doni. Byy urwane przy nadgarstkach i trzymay kurczowo brzeg poszarpanej szmaty, w ktrej - gdy pado na ni wiato - widzc napis RY, rozpoznaem szcztki worka po faszywym skarbie. Zaraz poszukaem wzrokiem koka po$ cian, gdzie przed kilkoma godzinami siedzia uszczliwiony moim darem ebrak. Ju go tam nie byo, cho istnie mg tylko pod tym jednym kokiem. Wida dopty piewa wiatu koniec swej niedoli, a zostay z niego same nogi - wyprostowane na chodniku i zatopione w betonowej pycie. Reszt jego ciaa - cignc za ten worek - rozszarpay i rozniosy wilki plastykowej dungli. aujc, e daem ebrakowi ten wartociowy stos makulatury, pooyem si na noc w ciemnym kcie zawalonej gratami rudery. Ze swego miejsca widziaem przez szpar ognisko otoczone markujcymi sen manekinami. Ciekawe - pomylaem - jakiego rodzaju haniebne znamiona i trwae wizy mg widzie Powy Jack, kiedy patrzy na mnie lub na inne manekiny wyszego rodzaju, ktrych ja ju nie dostrzegaem i dlatego nazywaem je prawdziwymi ludmi? Z papierkami w worku czy bez nich, tu czy w innym filmie - kady w imadle jakiego postumentu, pod kokiem jedynej roli mg trwa szczliwie, dopki pozostawa na uwizi swej wasnej natury. I moe midzy Powym Jackiem a nami - rzekomo prawdziwymi ludmi bya taka sama odlego, jaka dzielia nas od manekinw. Wszak te ostatnie, patrzc na ywych ludzi - adnej wyszoci w nich nie dostrzegay.

Blask ognia otoczonego zarysami ludzkich postaci przywoywa myl o hordzie pierwotnej i wizi miedzy istotami jednakowo czujcymi. Lecz druga myl, e tutaj ta wi jest mechanicznie symulowana w celu wywoania okrelonego efektu scenograficznego, nastrajaa szczeglnie melancholijnie. Nagle - zmroony narastajcym uczuciem lku - przysunem zegarek do smugi wiata wpadajcego przez szpar w cianie. Bya godzina dwudziesta trzecia pidziesit dziewi. Zawisem wzrokiem na strzace sekundnika, ktra wykonaa jeszcze jeden peny obrt, odmierzajc ostatni minut wtorku.

Po le przespanej nocy, rankiem nastpnego dnia obudziem si z uczuciem rosncego zagroenia, bardziej przejmujcym ni fizyczne pragnienie. Przez duszy czas nie ruszaem si z miejsca. To wszystko, co dotd niezbyt wyranie rysowao si w mojej wiadomoci: cudowne oywienie po latach pozornego bytu na filmowym planie zdjciowym i nieludzka rola, jak kreowaem w zamian za wyzwolenie z plastykowych pt - skrystalizowao si i runo na mnie jak wiadomo o nieuleczalnej chorobie i bliskiej mierci, tym bardziej ponura, e nadchodzia w momencie, kiedy naprawd zaczem y. Dziki tajemniczej przemianie adunku rnego rodzaju materiaw zastpczych, z jakich byem dotd zbudowany, w autentyczne ciao ludzkie znalazem si nagle w sytuacji czowieka narodzonego w peni fizycznych i psychicznych si, z pominiciem okresu zdobywania wiedzy. W kadym drobiazgu widziaem wic zagadk i problem, z wraliwoci waciw dzieciom reagowaem na wszystkie zjawiska, nie dostrzegane wcale przez ludzi upionych narkoz pozornej wiedzy. Rzecz prosta, wszyscy ywi mieszkacy sceny w okresie wczesnego dziecistwa zdumieni otaczajcymi ich cudami - musieli zadawa liczne pytania swoim dorosym rodzicom. Lecz po to wanie istniay szkoy, by w dobrze prosperujcym systemie edukacji tumi naturaln ciekawo - i aby zakleja dzieciom usta namiastkami waciwych odpowiedzi. Wic odpowiadajc na pytanie, dlaczego moneta spada, na ziemi, nauczyciel toczy w nasycon strachem o oceny atmosfer klasy protez ,,o przyciganiu", ucze za, szczliwy, e donis j do egzaminu, spdza reszt ycia na rozwizywaniu nastpnego problemu: jak tak monet utrzyma w kieszeni. Przy tym systemie nauczania (szeroko stosowanym we wszystkich kierunkach wiedzy), ktrego si napdow by strach przed represjami za samodzielno i oryginalno, egzamin dojrzaoci zdawa absolwent dokadnie ju zakneblowany. Trudno mi byo uwierzy, e ta sama sublimacja, ktra podniosa moj wiadomo i ciao do poziomu rzeczywistej egzystencji, skazywaa mnie jednoczenie na samotno i na blisk mier w warunkach ycia niemoliwych do zniesienia. Nie mogem pogodzi si zwaszcza z koniecznoci samotnej obrony przed represjami sztucznego prawa. Razem z widmem skazujcego wyroku, ktre realnie wyonio si z artykuu zamieszczonego w ,,Kroywen - Expressie", przysza jednak pewno, e w olbrzymiej masie doskonaych absolwentw, ostatecznie ju zapiecztowanych i obojtnych na to, co czowiek w moim

pooeniu mia do powiedzenia w najistotniejszej dla wszystkich sprawie, znajd przecie ludzi dalej poszukujcych prawdy i skonnych do pogbienia swej wiedzy. Musiaem tych ludzi znale sam, poniewa goszone od lat nauki Powego Jacka nie rozbijay muru milczenia na temat sensu ycia w wiecie wypenionym dekoracjami. Wsiadem do autobusu i pojechaem w stron rdmiecia, na ten odcinek brzegu Vota Nufo, gdzie woda bya prawdziwa. Zaspokoiem pragnienie, pijc wod prosto z jeziora. Ryzykowaem, e naykam si zarazkw cholery. Poszedem kawaek dalej. Cay most przy wylocie Dwudziestej Ulicy skonstruowany by solidnie ze stali. Z obu stron otaczaa go rzeczywista woda. NL widziaem std adnych staych dekoracji. Drzewa i inne roliny oraz wszystkie domy dookoa, ogldane z zewntrz, tworzyy w sumie naturalny krajobraz. Tylko obiekty ruchome (jak samochody i przechodnie) w przewaajcej wikszoci byy sztuczne. Wrd przechodniw niekiedy pojawiali si ywi ludzie. W tym rejonie na kilometrowej drodze naliczyem ich okoo trzydziestu. Prbowaem ustali, jaka regua zwizaaby wszystkich ywych w jedn grup, lecz nie odkryem adnej zasady. Autentyczni przechodnie byli rni - tacy, jakich w normalnych warunkach przypadkowo spotyka si gdziekolwiek na ulicy. Wyszedem na przylegajcy do jeziora plac, porodku ktrego sta zesp supernowoczesnych, prawdziwych budynkw Uniwersytetu. Wysze partie obiektw zespou, wzmocnione lekkimi konstrukcjami ze stali i betonu, rozcinay bkit nieba i olnieway w blasku soca paszczyznami szka oraz aluminiowymi elementami. Barwne pomosty i kolumny wspieray si na marmurowych segmentach. Na placu rosy okazy ywych palm. Wszdzie panowaa czysto i idealny porzdek. To tu - pomylaem. Oto miejsce, gdzie Rozum i wiecznie niespokojna, poszukujca prawdy Myl wznosi si najwyej. Tutaj z atwoci znajd kogo, kto dojrzy sens w argumentach przemawiajcych za filmow wersj rzeczywistoci. Poszedem szybko alej midzy rzdami nieoszukanych cyprysw. Dopiero w budynku zawahaem si: zadraem oniemielony wietnoci wntrza oraz bliskoci tytanw myli. Do tego stopnia ulegem potgujcej si tremie, e zamiast przygotowanej tezy poczuem cakowit pustk w gowie. Patrzc na rce, widziaem tylko aob za brudnymi paznokciami. W tym stanie ducha mogem si obawia, czy zdoam przekaza komu zgromadzon wiedz w formie dostatecznie atrakcyjnej, aby wywoa jego zainteresowanie. Wrciem na dziedziniec nie napotykajc nikogo po drodze. Raz jeszcze zbliyem si do fontanny, ktrej wodny piropusz zrasza wie ziele trawy. Umyem rce. Na wszelki wypadek - pomylaem - aby zabezpieczy si przed

niespodziank, jak mg przynie emocjonalny stosunek do sprawy, naleao usi gdzie i spokojnie sformuowa wszystko na papierze. Miabym wicej czasu na dobr odpowiednich sw ni podczas rozmowy. Ponadto - w razie drugiego ataku niemiaoci wywoanej legendarn inteligencj profesorw - mgbym przekaza zapisan kartk waciwej osobie. Pobiegem zaraz na rg Dwudziestej Ulicy, gdzie sta kiosk z prawdziwymi drobiazgami. Kupiem zeszyt i dugopis. Usiadem pod pini i na czterech kartkach wyrwanych z zeszytu przedstawiem swj punkt widzenia na temat dekoracji. Dopiero w uniwersyteckim korytarzu uwiadomiem sobie, jaka jest przyczyna gbokiej ciszy w caym gmachu. Trafiem na wiosenn przerw w zajciach studentw. Zawiedziony, skierowaem si ju do wyjcia, gdy usyszaem kobiecy gos dobiegajcy spoza mijanych drzwi. Podniosem gow. Ujrzaem tablic z list tytuw i piastowanych funkcji, ktra zajmowaa niemal poow drzwi prowadzcych do gabinetu profesora. - To tu - szepnem po raz wtry z nadziej w gosie i znowu zadraem w imadle narastajcej trwogi. Nie byem w stanie odczyta penego tekstu wywieszki. Migay mi tylko przed oczami fragmenty dugiej listy: ,,jeden z najwybitniejszych", przewodniczcy Komitetu", czonek Prezydium", wicedyrektor Instytutu"... Wszedem. - Sucham pana - powiedziaa uprzejmie mechaniczna sekretarka profesora. Po skoczeniu udawanej rozmowy telefonicznej, odkadajc suchawk aparatu, ktrego przewd nie siga nawet do ciany, obrcia si na swym oysku ustawionym pod drzwiami gabinetu za tarcz eleganckiego biurka. Kuka bya wiern kopi sekretarki kierownika z Temalu i ten fakt bardzo mnie zaniepokoi. - Przyszedem do pana profesora w bardzo wanej sprawie, ale zapomniaem o wiosennych feriach. Czy mogaby mi pani powiedzie, gdzie go teraz znajd? - Profesor siedzi obok w swoim gabinecie. - Jest tutaj! - ucieszyem si. - W okresie ferii zatrzymaa go na miejscu praca... - Sekretarka obejrzaa si ukradkiem i dokoczya szeptem, przykadajc do ust donie zwinite w tub - praca o doniosym znaczeniu teoretycznym. - Ach! Kartki wypady mi z rki i rozsypay si na pododze. Zebraem je. Wie ju wszystko, a moe znacznie wicej, szatan! - pomylaem z ulg, ale te i z odrobin zawici. Gdzie mi tam do tych umysowych wyyn. - Bdzie bomba! - powiedziaa sekretarka, tym razem ju bez uycia tuby.

- A czy mgbym zabra panu profesorowi kilka minut cennego czasu? - Wykluczone. - Tylko dwa sowa. - Mowy nie ma! - Chwycia mocno za klamk jak jej kopia z Temalu. - Cay wiat czeka na rezultat pracy pana profesora. - Ale ja przyszedem wanie w sprawie tej bomby! - zawoaem widzc, e okolicznoci zmuszaj mnie do dublowania pewnych uj. - Trzeba to byo od razu powiedzie. Staem blisko parawanu z dykty oklejonej fotografi zgrabnego biurka i mylaem gorczkowo, jak si przedrze przez ten pierwszy zaporowy szaniec. Szybkim ruchem zabraa mi kartki. - A gdzie wolne miejsce na autorski podpis i wszystkie tytuy pana profesora? Wydawnictwa i redakcje przyjmuj jego prace wycznie na arkuszach w formacie A - 4.1 pan sobie wyobraa, e wielkie luki w swej nieistotnej pracy profesor... odwrotnie, psiako... odwrotnie proporcjonalne do masy jego ciaa... kurcze! - Zacia si. Nastawia sobie gow, a co w niej trzasno - ...e nieistotne luki w swej wielkiej pracy profesor wypeni takimi wistkami? Te co! - Wszelako... ja nie pj... - Co to za ryki? - odezwa si wspaniay, jasny i mocny gos spoza tekturowych drzwi. To on - pomylaem blednc. Aby nie upa, zapaem za wspornik parawanu. Serce walio mi w piersi jak pneumatyczny mot. Odblokowana sekretarka uchylia drzwi i przez szpar, ledwie dosyszalnym szeptem, zaszyfrowaa tajemniczo: - Facet zgosi si ze cig bez szablonu w formacie A - 4. Zaatwi? - Ale panno Eleonoro! Fe! Ile razy wkuwaa ju pani, e czowieka warto uszanowa. A nu co sobie dopasujemy. - A nu! - Wskazaa mi drzwi. Wszedem: Manekin profesora siedzia na bujanym fotelu przy kolosalnej wielkoci makiecie biurka ustawionej midzy dwiema piramidami atrap naukowego oprzyrzdowania, porodku pokoju, ktrego wszystkie ciany wytapetowane byy grzbietami zerwanymi z uczonych dzie. Wyszedem. - A nu!

Trafiony celnie ostrzem spryny wystajcej z buta sekretarki wpadem z powrotem do gabinetu. Profesor obydwiema protezami rk przygotowywa si gorczkowo do rzeczowej argumentacji: jedn - przykada ju sobie do klapy wstg z dugim szeregiem odznacze, drug - segregowa swoje dyplomy. - Pomyka - powiedziaem spokojnie i raz jeszcze rzuciem si do wyjcia. - A nu! Tym razem mechaniczna owczyni plomb do epokowego dziea wkopaa mnie do sanktuarium potnym uderzeniem obu wspomaganych sprynami ng. Wpadem prosto do fotela ustawionego przed faszywym geniuszem. - Kto, kto w pierwszym akcie napomyka o bombie... - przerwa znaczco - w ostatnim musi mi co odpali. Patrzyem na niego w milczeniu. ypn szklanym okiem i niby to dla pustej zabawy rk przyzwyczajonych do operowania symbolami j polerowa woskowy medal. Rozgrzewa go tarciem plastykowych palcw i dopty gadzi i paszczy, a parafinowa kupka uzyskaa imponujce rozmiary. - A pan, kolego, jeli wolno spyta, czym swoje zbiory przeczyszcza? - spyta lekko dla rozprostowania koci. Wzruszyem ramionami. - Ja te si nie chwal, cho pod cinieniem mojego udziau, ktry przepompowaem z prnego w puste, rozdy si wszystkie programy szkolne. Nic to, e targnem fundamentami wiedzy o pitym kole u wozu, a zadray jej najwysze pitra. Ale czy habilitacjonizowa si pan jeszcze w tych cikich czasach, kiedy po wielokrotnym podziale zapaki wszystkim ysna wreszcie wspaniaa myl o skwarkach? - O czym? - Mniejsza. Kademu, kto z innymi dzieli si nie lubi, bliska jest i droga hipotezyja o skwarkach. Katowani wieloletnimi dochodzeniami badacze pod przysig zeznawali, e drobiazgu tego nikt ju na sieczk nie porznie. Ja za - w mej celnej hipotezyi - kad z tych niepodzielnych czstek aa dwie sub - skwarki rozchlastaem sprawiedliwie. Wszelako tym gupstwem jeszcze nie przeszedem do historii, bo teraz dopiero za nazw puszczonego bka tytumajca si dostaje. Przecie: stypendium mi ufundowali i po roku dalszej aktywnoci naukowej nowe czstki nazwaem skwarcztkami. Szum si zrobi dookoa. I oto! Wskaza na plik dyplomw i numer konta. - Chciabym wytumaczy panu, dlaczego...

- Pst! - przerwa mi niecierpliwym gestem, jakby si broni przed atakiem plastykowej muchy. - Wszystko, co istnieje, sam tylko obecnoci skwarczt, grawitoazw oraz falicji z atwoci wytumaczy mona. Bo czemu kade dwie rzeczy ku sobie si maj i co rne bryce wci ciga do kupy? Zjawisko to wywoane jest obecnoci grawitonw, ktre kade cielsko ku drugiemu z siebie puszcza, a drugie zwraca pierwszemu i kwita! Wic ja te same czstki, przez mdrca tgiego wymylone, grawitoazami nazwaem. I oto! Pokaza plik i numer. - Moe teraz przedstawibym panu profesorowi... - Na przedstawienie trzeba czeka do nastpnego kongresu. Ogosz tam wiatu, e wszystkie globusy, ktre wiruj w przestworzu, trzyma na uwizi moja falicja grawitacyjna". Wprowadzajc do nauki to puste pojcie, zamierzam udowodni kolegom, e nie mam pojcia, czym ona si zajmuje. - Ja mgbym co panu powiedzie... - Ja! Wci to ,,ja". Nazwiska nie dosyszaem, twarz obca, dyplomw nie widz, ale dostrzegam brak podstawowej wiedzy i naukowej ciekawoci. Przychodzi czowiek z ulicy, przerywa mi w poowie doniosego wywodu i powiada ,,ja". Wstaem, aby wyj. Lecz sztuczny profesor - rozzoszczony trzaskami zakce w czasie jego audycji - potnym chwytem plastykowych ramion zmusi mnie do dalszego nasuchu. - Pan chyba przyby tu z obcej planety - zaartowa lekko. - Czy pan aby wie, e na wydziale fizyki o jednego potencjalnego studenta walcz midzy sob cztery wolne miejsca? W takiej sytuacji tytuowanymi luminarzami nauki staj si u nas automatycznie te wszystkie koki, ktre odpady przy konkursowych egzaminach na inne wydziay. Podsuwamy im swoje wolne miejsca jak ostatni desk ratunku, gaszczemy i windujemy na sam szczyt. Dziki takiemu systemowi postpowania dyplomanci s naszymi ludmi, za gmach nauki jest obsadzony zwartym zespoem figur ponumerowanych na odpowiednich grzdach - to mur, ktrego nie poruszy samotny czowiek z kajetem w doni, tym bardziej jeli ma co istotnego do powiedzenia. aden postawiony na stray dekoracji pracownik naukowy nie dopuci do ujawnienia cennej myli przybysza spoza gmachu, gdy po ogoszeniu jej wszystkie publikacje wydawane dotd w celu pozorowania wiedzy poszyby - rzecz prosta - na toaletowy gwd. Do tragedii tego rodzaju dochodzi tylko raz na kilkaset lat. Nastpuje ona wycznie w momencie wyjtkowego baaganu w jakiej specjalnoci oraz na skutek karygodnych zaniedba urzdnikw naukowych powoanych i wyksztaconych po to wanie, aby pilnowali pustych opakowa. Ja wiem na ten temat wszystko i pan nic nowego mi nie powie.

- A nu - podsuna nieopatrznie mechaniczna sekretarka. Zdawao mi si, e w ostatniej czci swego monologu paszkwilowego manekin przemwi nagle ludzkim gosem. Pod wpywem tego przelotnego wraenia ulegem w kocu silnej pokusie i podzieliem si z nim dowiadczeniami zebranymi w czasie ostatnich dwch dni. Zwrciem jego uwag na fakt, e prawdy o wiecie trzeba szuka w cakiem innym kierunku. Naley usun kurtyn pozorw, by dostrzec, e prawie wszystko, co si dzieje w Kroywenie, nie ma wikszego znaczenia, gdy ley w gbokiej perspektywie, poza pierwszym planem, przy krawdzi ekranu, na zapleczu, w magazynach i za kulisami areny, e prawie wszystko, co w nim istnieje, tworzy mniej lub bardziej mgliste to, pomocnicz i rozleg dekoracj wzniesion wok jednej sceny i jednego istotnego widowiska, ktre rozgrywa si prawie zawsze gdzie w dali - poza zasigiem wzroku takich "drugorzdnych aktorw, jakimi my dwaj (niestety lub na szczcie) jestemy w tumie innych statystw przez cae swoje ycie. Kiedy umilkem, pochyli nisko gow i przez rozwarte szeroko gumowe usta z najgbszej partii akustycznego korpusu wyda z siebie przecigy barani bek. Wstawaem, gdy raz jeszcze zagrodzi mi drog plastykowymi ramionami. - Zapytam krtko - rzek. - Jesteli w paskim zeszycie wywd o skwarcztkach albo grawitoazach i falicji grawitacyjnej, ktry by wspar moje dyplomy? - Nie. - To won! Pokaza drzwi.

10

Artykuem wydrukowanym w Kroywen - Expressie" na podstawie relacji reportera tej gazety szybko przestaem si przejmowa. Wysannika najlepiej poinformowanego o zajciach w Temalu, jakim sam byem, skania on co najwyej do banalnej refleksji, e tak zwane goe fakty - jeli nawet wystpuj gdzie w wiecie - gin wkrtce pod miadcym ciarem interpretacji dobieranych zgodnie z zaoeniami potrzebnego komu scenariusza wydarze. Po opuszczeniu Uniwersytetu bardziej ni groba ze strony sztucznego prawa pochaniaa mnie prba odpowiedzi na pytanie, ktr z dwu osobliwych postaci los dotkn okrutniejszym kalectwem: czy prawdziwego idiot, wykopanego z baru za swoje achmany, czy tego wytresowanego naukowymi metodami faszywego geniusza. Ale ten problem (jeli analiza baraniego beku stwarza w ogle jaki problem) te w niedugim czasie zszed w mej wiadomoci na ostatni plan. Na supie ogoszeniowym ustawionym przy wylocie prawdziwego mostu plastykowy mczyzna rozkleja nowe afisze. Na jednym z nich dostrzegem z daleka reprodukcj swojego wasnego zdjcia. Gdy pracownik odszed, zbliyem si do plakatu.

NIEBEZPIECZNY BANDYTA CARLOS ONTENA NADAL NA WOLNOCI

Wydrukowany wielkimi literami nagwek zajmowa miejsce obok fotografii. Nieco niej czerni si tekst listu goczego odbity ma czcionk: Ktokolwiek spotkaby poszukiwanego przestpc, proszony jest o wskazanie miejsca jego pobytu w najbliszym komisariacie karabinierw lub policji. Rwnoczenie ostrzega si, zeza ukrywanie ciganego lub za udzielanie mu pomocy grozi kara wizienia do lat piciu. Usiadem na awce nad brzegiem jeziora i patrzc ponad szerokim pasem prawdziwej wody, podziwiaem wzniesiony w dali sugestywny mira Aiwa Paz. Z tego stanowiska obserwacyjnego, inaczej ni z dachu Temalu, skd mona byo zdemaskowa wszystkie dekoracje, zabudowania bogatej dzielnicy wyglday rwnie prawdziwie, jak domy na ulicach ssiadujcych z Uniwersytetem. Zbliao si poudnie, gdy z pustym odkiem i gow nabit sprzecznymi mylami poszedem wolno Dwudziest Ulic w kierunku najbliszej stacji metra. Wlokem si w

gromadzie spieszcych na lunch manekinw, w tumi z rzadka oywionym postaci prawdziwego czowieka. Jednak rzeka zmotoryzowanych i pieszych dekoracji pyna w naturalnym krajobrazie; jego ramy wytyczay ciany autentycznych domw ozdobione bogaty mi reklamami oraz ywe drzewa i inne stae obiekty uliczne. U zbiegu Dwudziestej Ulicy z Szst Alej - wchem zaostrzonym przez gd poczuem zapach prawdziwego jedzenia ulatujcy z wntrza trzeciej z kolei mijanej po drodze restauracji. Dwie pierwsze cieszyy oczy okazaymi elewacjami frontowych cian i gustown plastyk w architekturze sal. Naleay do rzdu najdroszych lokali gastronomicznych w miecie. Kad z nich odwiedziem ju kiedy i zostawiem tu fur pienidzy w zamian za moliwo nasycenia prnej ciekawoci. Teraz - zbudzony ostatecznie z plastykowego snu zagldajc tam, mogem skonstatowa obojtnie, e oba te lokale wypeniaj same konstrukcje scenograficzne oraz atrapy garmaeryjnych cacek i ludzi. Dopiero trzecia restauracja obok da pozorowanych wydawaa te potrawy jadalne. Wchodzio si do niej po schodkach, ktre ssiadoway z wejciem do stacji metra. Dotd unikaem tej knajpy, ale nie dlatego, e miaa nisk kategori, gdy zawsze jadaem w podrzdnych restauracjach. Po dwch lunchach wyrobiem sobie opini, e sandwicze s tutaj niewiee. Nie miay estetycznego wygldu: przy nieznacznym nacisku rozpaday si w palcach i brudziy je. Widocznie dwukrotnie podano mi omykowo porcje przeznaczone dla ywych. Kierowany wchem, jak zwierz w plastykowej dungli, wspiem si po schodach i zajrzaem do rodka omijanego kiedy lokalu. Poza szklan cian krcia si midzy wolnymi stolikami prawdziwa kelnerka. Bufetowa te bya ywa. W kcie siedziay dwie pary manekinw, nie zwizanych na stae z krzesami, za stoliki przy szybie zajmowaa grupa autentycznych ludzi, wrd ktrych zobaczyem Powego Jacka i Linde. Widzc Linde, wycofaem si na schody do metra. Cay czas mylaem o niej i wiele razy zastanawiaem si, jak doprowadzi do naszego spotkania, ale na jej widok poczuem si nie przygotowany do rozmowy, ktra moe nawet nie miaa ju sensu. Jednak zanim zdyem odej, dostrzega mnie przez szyb, wstaa i szybko zbiega po schodach. - Szukaam ci przez ca noc - powiedziaa nieswoim gosem. - Gdzie bye? - Zwiedzaem miasto. Podniosa rk do guzika przy mojej koszuli i nerwowo obrcia go w palcach. Nie patrzya mi w oczy. - Wieczorem pojechaam do Tawedy i czekaam pod mostem na wysp Reff, gdzie ostatnio owie ryby.

- Mylaa, e tam przyjd? Skina gow. Mwia zmienionym gosem i chwiaa si na nogach. - Przed pnoc wrciam i do drugiej szukaam Elsantosa. Nie byo go w domu. Mgby do niego zadzwoni. Potem do samego rana siedziaam u Yorenw. - Byem u nich w poudnie. - Wiem - zatoczya si lekko - mwili. Mylaam, e wrcisz. Jack widzia ci wieczorem w barze u Calpata. Gdzie nocowae? - Na mietniku. - Nie mw, jeeli nie chcesz. - To nie ma znaczenia. Nocowaem w szcztkach pawilonu naprzeciwko baru Calpata. Rozejrzaa si niespokojnie. - Carlos, ukryj si gdzie natychmiast. - Mam gni w jakiej norze przez reszt ycia? - A widziae plakaty? - Jeden, przy mocie. - Jest ich wicej! - Martwisz si o to? Nie odpowiedziaa. - Nikt obcy nie pozna mnie na podstawie starego zdjcia. A ty ? Wiele straciem w twoich oczach po zerwaniu starej maski? - Wic sam przyznajesz! - Co? - e chciae pokaza, jaki jeste naprawd. Opucia gow.. Spostrzegem, e jest mniej pijana, ni sdziem na pocztku. Mwia sensownie, chocia obrcia w metafor pytanie o mask, ktre ja potraktowaem dosownie. - Linda - podniosem jej gow. - Jak ci si podobam? - O co ci chodzi? - Miaa kopot z rozpoznaniem mojej gby? - W centrali wygldae strasznie. - A teraz? - Gupi! Pomyl raczej o listach goczych. - Powiedz, jakie zmiany dostrzegasz w mojej twarzy. Umiechna si i spowaniaa nagle. Uwanie patrzya mi w oczy. Po chwili skina kilka razy gow, jakby taksowaa sowa stawianej w mylach diagnozy.

- Masz obsesj na temat swojego wygldu? - Nie rb ze mnie wariata. - Zewntrznie nie zmienie si jeszcze w potwora. Ale gdybym zrobia to co ty, te czsto zagldaabym do lustra. Wypchna moj rk spod swojej brody i znowu opucia gow. Wydao mi si, e za jednym zamachem zdoam jej wytumaczy wszystko. - W gazetach nie ma ani sowa prawdy! Kto troszczy si o to, co si dzieje na niby? Nawet dzieci po powrocie do domu nie przejmuj si wynikami rozegranej na podwrku zabawy w policjantw i zodziei, a ty w yciu poza planem zdjciowym chcesz rozwija fikcyjny wtek wprowadzony do akcji zgodnie ze scenariuszem trwajcej inscenizacji. Tu toczy si gra. Powstaje film. Chcesz zadrcza mnie treci sekwencji z Temalu, gdzie zmuszony przez innych wziem udzia w odegraniu nieznanej fabuy? Czy aktor, ktry kreuje w teatrze rol bandyty, po zejciu ze sceny ucieka przed karabinierami? - Nie ple bzdur. Powiedz, dlaczego zabie tamtych ludzi? - Ile razy mam ci powtarza, e gazety podaj fikcyjn wersj tej tragedii! Waszego kierownika uderzyem pici, poniewa miaem prawo broni si przed nim, kiedy chcia mnie udusi po nieszczliwym wypadku z sekretark. Na atak urzdnika uzbrojonego w n, ktry pierwszy zada mi pozorn ran, odpowiedziaem chwytem samoobronnym i rzuciem go na schody. W obu wypadkach nie dziaaem z premedytacj: reagowaem instynktownie, jak czowiek niesusznie potpiony i miertelnie zagroony. Rwnie z formalnego punktu widzenia ani razu nie przekroczyem uprawnie wynikajcych z tytuu tak zwanej obrony koniecznej". - A czy chopiec zgin tam od jakiej zbkanej kuli? - Nie! Wyobra sobie, e ten sterowany zdalnie sztuczny samobjca celowo wskoczy mi przed luf rewolweru w chwili, gdy z zamknitymi oczami strzelaem z bliska w cian, aby sprawdzi, czy w magazynku tkwi ostre naboje. I wszystkie moje pozostae rzekome ofiary same siebie kolejno pozabijay. Dwaj karabinierzy zacignli mnie do krawdzi dachu i sami skoczyli w przepa, co wydaje si nieprawdopodobne komu, kto nie zna scenariusza tej inscenizacji. Trzeci karabinier zgina od ciosu skalpela wyrzuconego przez lekarza, ktry mierzy we mnie i zaraz sam siebie rozerwa eksplozj adunku przylepionego wczeniej plastrami do piersi. Rozejrzaa si niespokojnie. - Ukryjesz si u mnie na strychu - zadecydowaa stanowczo. - Ju wiem, jak to urzdzi. W mieszkaniu byoby niebezpiecznie. Rano policja zoya nam wizyt i dalej mog tam zaglda.

- Nie chciabym ci narazi na picioletni katorg - sprzeciwiem si bez przekonania. - Musisz tyle gada? Teraz zjesz co na grze, bo w domu nic nie mam. Zwolniam si z pracy na tydzie. Jack postawi nam piwo. O swoim kierowniku z biura nie wspomniaa ani sowem. I ja przemilczaem t spraw, bo inne byy waniejsze.

Linda przystawia wolne krzeso do stolika otoczonego prawdziwymi ludmi. Zamwia dla mnie spaghetti i befsztyk. Piwo z jej opowiadania ulotnio si gdzie; zamiast niego midzy czterema stolikami okupowanymi przez mieszane towarzystwo krya dua butelka whisky. Drug, oprnion wczeniej, usuna kelnerka, aby zrobi miejsce na talerze z gorcymi daniami. Jadem pod magnetyczn kontrol oczu jakiego dziada pochylonego nad popielniczk. Powy Jack siedzia w kcie przy stoliku zajmowanym przez trzech brodatych mczyzn, nastolatk o piknych rysach twarzy i wdzicznym umiechu oraz tg kobiet, ktra koysaa wzek z noworodkiem. Rozgadana ssiadka Lindy napenia mj kieliszek i wzniosa toast za fundatora. W odpowiedzi na jej gest Powy Jack skin gow. Podnis szklank z alkoholem. Drug rk, obejmujc piegowate dziecko, ktre siedziao mu na kolanie z zardzewiaym acuchem w zbach, zapali sobie nastpnego papierosa. Soce wypalao resztki trawy po obu stronach opustoszaej ulicy. Linda przeniosa pod stoem rk i pooya j na mojej doni. Gdy ostatni manekin opuci restauracj, Powy Jack przemwi ze swego miejsca melodyjnym gosem, w ciszy przerywanej tylko brzkiem targanego przez dziecko acucha: - Szukajcie, a znajdziecie, koaczcie, a otworz wam. Szukajcie wskiej drogi i ciasnej bramy, ktra prowadzi do trwaego ycia. Tak niewielu znajduje. A szeroka jest droga i przestronna brania, ktra wiedzie do zguby przez ciemnoci zewntrzne. I wielu wybiera j. Nie dawajcie witego psom i nie miotajcie pere waszych przed winie, by ich nie podeptay, i obrciwszy si, nie rozszarpay was. Nie kady, kto mi mwi: Panie, Panie!, wejdzie do krlestwa ekranu, ale ten w nim pozostanie, kto czyni wol Twrcy przemawiajcego w nim. Bo wy nie jestecie tymi, ktrzy mwi: to Duch Scenariusza woa w was!

I stao si, e gdy Powy Jack wyrzek te sowa, przy ostatnim stoliku odezwa si gos modego Mulata: - To ty jeste, ktry mia przyj, czy na innego czeka mamy?

Odpowiadajc mu, Powy Jack spyta: A co sam mylisz? - Potem zwrci si do wszystkich: - Kto ma uszy, niechaj sucha. Oto plan i dzieo moje: lepi widz, chromi chodz, trdowaci bior oczyszczenie, gusi sysz, umarli zmartwychwstaj, za wszystkim statystom wola Scenografa przekazywana bywa. Lecz cocie wyszli na plan zobaczy? Trzcin rozchwian na wietrze czy proroka? Zaiste powiadam wam: I wicej ni proroka! Wysawiam ci, Ojcze, Panie planu i ekranu, e te rzeczy zakry przed mdrymi i roztropnymi, a objawie je niemowltkom. Pjdcie do mnie wszyscy, ktrzy obcieni jestecie, a ja uzdrowi was. I wemijcie jarzmo me na siebie, albowiem brzemi to lekkie i wdziczne jest.

11

Zjechalimy ruchomymi schodami do stacji metra w tunelu pod Szst Alej. Podtrzymywaem Linde, ktra bya bardziej ni ja pijana. Wysza na peron bez jednego buta. Drugi - przy zejciu z ruchomych schodw - trafi w szczelin odklejonym brzegiem podeszwy i rozlecia si, kiedy wyrywaem go z uwizi. Na peronie Linda zdja ocalay but i ze zoci cisna go do kosza na odpadki. - Mogabym straci nog! - wybuchna. - Przesadzasz. - Oczywicie! Ciebie to nic nie obchodzi. Nigdy nie mog liczy na twoj pomoc, kiedy jestem czym zagroona. - Czy przedwczoraj, gdy bya zagroona pocigiem do swego kierownika, te miaem ci asekurowa? Spojrzaa mi bystro w oczy i podesza do najbliszej awki, stawiajc ostronie bose stopy midzy odpadkami rozrzuconymi na pytach. Usiadem obok niej. - Musiae do tego wrci? - spytaa niewinnym tonem. - Wic wyobraasz sobie, e w zamian za kryjwk u ciebie na strychu, ktr mi wspaniaomylnie ofiarujesz... - Och, przesta marudzi! - Nie mam prawa powiedzie, e postpia jak zwyczajna kurwa, bo pewnie nie wzia od niego pienidzy, chocia kto wie, czy nie liczya na awans. - Jest jeszcze jedna moliwo. - Jaka? - e on mi si podoba. - I cigniesz mnie do swego domu, zamiast go opakiwa? - Bo podoba mi si tylko przez jeden kwadrans. Spojrzaem na dworcowy zegar. Zgodnie z rozkadem jazdy najbliszy pocig w kierunku Riwazolu mia odjecha dopiero za dziesi minut. Linda patrzya na swoje kolana. adna z obelg, jakie nasuway mi si pod wpywem jej wyznania, nie bya do ordynarna. W bezsilnej zoci nie znajdowaem odpowiedniego sowa, ktrym mgbym przekreli wszystko i zaakcentowa moment zerwania naszego zwizku. Nasz lub mia si odby za dwa tygodnie, co ustalilimy przed miesicem, chocia wcale nie byem pewien, czy si z ni w ogle oeni. Zgodziem si na proponowany przez ni

termin dla witego spokoju, planujc, e potem jako si wykrc. W yciu bez ogranicze i zobowiza znajdowaem wicej atrakcji ni w maestwie, ktre - wedug cynicznego Ryana Elsantosa - dla mczyzny nie byo adnym interesem. Wanie w poniedziaek zamierzaem skoni Linde do przesunicia terminu lubu o kolejny miesic. Czujc w sobie nieodpowiedzialn hutawk uczu, yem z dnia na dzie - raz z gorc myl o Lindzie (i w takich okresach nie widziaem swej przyszoci bez niej), kiedy indziej na pierwszy plan wychodziy w mej wiadomoci inne sprawy, w ktrych ona przeszkadzaa mi tylko. Jak bardzo mi na niej zaley, spostrzegem dopiero teraz - po jej brutalnym owiadczeniu. Rwnoczenie wyobraziem sobie, e spycham j pod koa nadjedajcego elektrowozu, ale to by nonsens, gdy ona musiaaby y jeszcze wiek i cay czas cierpie za to, co mi tu powiedziaa w chwili beznadziejnie gupiej szczeroci. - To ciebie doskonale tumaczy - rzuciem obojtnie. - Gupia sprawa, Carlos, ale to fakt. Strasznie mi przykro. Ulegam mu w wyjtkowych okolicznociach. Taka sytuacja nie powtrzy si ju nigdy. To byo co... - zamkna oczy, jakby chciaa przywoa obraz tamtej sceny, aby opisa dokadnie, co w niej byo niesamowitego. Wstaem. - Nie wysilaj si. Cokolwiek to byo, musiao by wspaniae, skoro zapomniaa o moim istnieniu. - Zocisz si jeszcze? - Przeciwnie. Teraz kocham ci bardziej ni kiedykolwiek. - Wic czemu jczysz? Ze wieego plakatu naklejonego na pobliskim filarze spoglday w dal te same, osadzone w plastykowej twarzy szklane oczy. Drukarnia reprodukowaa stare zdjcie. Zabrano je z mojego mieszkania w Tawedzie. - Carlos, co ci jest? Pewnie teraz wygldaem bardziej gronie, ni to wynikao z treci ogoszenia. Ironizujc na temat wzrostu mej mioci, niechccy powiedziaem prawd. Lecz po pytaniu Wic czemu jczysz?", poczuem, e lada chwila ostatecznie strac panowanie nad sob i zabij Linde natychmiast, zamiast udawa kamienny spokj, oeni si i torturowa j przez wiele lat, co sobie uroczycie lubowaem. Staem pod listem goczym i planowaem zemst w dugotrwaym yciu, ktre ten list w caoci przekrela. Na szczcie w ostatniej chwili Linda powiedziaa co bardzo zastanawiajcego:

- Wreszcie musz ci to wytumaczy. - Wstaa i otoczya mi szyj ramieniem. Posuchaj, wariacie. Kamaam dotd, poniewa baam si, e doprowadz ci do drugiego ataku furii, kiedy opowiem ca prawd. - Mw! - Na pewno nie uwierzysz. - Sprbuj. - On mnie zgwaci. - Jasne. Odwrciem si spokojnie, aby odej. - Poczekaj! - Dlaczego tej wersji nie wymylia w pierwszej kolejnoci? Przecie kady yje jakim kamstwem i moe wrd oszukiwanych ja potrzebowaem go najbardziej. - To bya przemoc. Wierz mi! Wtedy ja rwnie nie panowaam nad sytuacj. Ulegam pod naciskiem tej samej koniecznoci, ktra ciebie zmusia do zabijania tamtych ludzi. Ostatnie sowa wymwia ciszonym gosem i umilka. - Nawijaj dalej - szepnem ironicznie. - Powiedziaam wszystko. - Zataia co najciekawszego. - Co? - e daa si zgwaci w cakowitym milczeniu! Drgna i szybko podniosa gow. Ze zmiennym wyrazem twarzy wpatrywaa si we mnie dopty, a oczy jej wypeniy si zami. - No! - mruknem gniewnie. - A ty dlaczego milczae przy swych kolejnych morderstwach? Twojego wrzasku te nikt ani razu nie usysza, chocia przysigasz, e ulegae przemocy wasnych ofiar. Czy to, co mi o sobie opowiedziae, brzmi bardziej prawdopodobnie? Ukrya twarz w doniach i rozpakaa si na dobre. Posadziem j na awce. - Zaraz wracam - powiedziaem twardym tonem. Poszedem na koniec peronu, gdzie znajdowaa si toaleta. Musiaem tam wej natychmiast, aby raz jeszcze obejrze swoj twarz w lustrze. Wpatrywaem si w siebie nieufnie przez kilka minut. Krciem gow i stroiem do lustra rne miny, sprawdzajc, czy wszystkie czci twarzy pozostay na waciwych miejscach. Poza dwudniowym zarostem i brudem nie dostrzegem niczego nowego. Wygldaem

zwyczajnie, jak wczoraj: nadal byem prawdziwy. Lecz babka klozetowa, ktr poprosiem o mydo i rcznik, rwnie miaa autentyczne ciao. Odkrciem kurek nad porcelanowym zlewem. Wszystkie drobiazgi w wyposaeniu caej stacji razem z instalacjami toalety zostay tu zmontowane z odpowiednich materiaw waciwych dla tego rodzaju urzdze. Zapatrzony w strumie gorcej wody prbowaem przebi si przez natrtny obraz Lindy paczcej na awce. Mylaem o tajemniczej fabule, o znanej tylko Powemu Jackowi treci reyserowanego nieustannie widowiska, w ktrym pisuardessa z klozetu na wstydliwym zapleczu stacji metra odgrywaa znacznie bardziej donios rol ni powszechnie szanowany i przekonany o swej wyszoci profesor uniwersytetu. W inscenizacji Kroywenu ona bya statystk pierwszoplanow, on trzeciorzdnym statyst ta, mao istotnym elementem w tumie gadajcych i poruszajcych si dekoracji. Lecz czy w otaczajcej mnie rzeczywistoci, ktr Powy Jack opisywa w podobiestwach przy pomocy bliskoznacznych okrele zrozumiaych nam wspczenie, ja sam miaem kiedy wygosi waniejsz kwesti od tej, jak wypowiedziaa pisuardessa, mwic: Oto papier, czwarta kabina na lewo jest wolna"? W janiejcym wietle kontury przedmiotw zaostrzyy si, barwy stay si bardziej intensywne. Umyem twarz i rce. Co niedobrego dziao si z moim wzrokiem. Mruyem oczy olepiony nienaturaln biel rcznika. Krany rozbysy czystoci polerowanego srebra. W blasku padajcym z niewidzialnego rda pokryte glazur ciany lniy wieym bkitem. Przez kontrast z nowym owietleniem przygasy pozornie wszystkie arwki. Przemyem oczy jeszcze raz i zwrciem rcznik klozetowej babce. Siedziaa przy stoliku ustawionym w przejciu midzy damsk i msk czci toalety. Z drugiej strony stolika przesza adna dziewczyna. Miaa dugie jasne wosy i bya ubrana w wytarte spodnie i niebiesk kurtk z zawinitym wysoko lewym rkawem. Widziaem j przez kilkanacie sekund. Pooya monet na talerzyku. Po chwili rzucia do blaszanego kuba na odpadki jaki drobiazg. Usyszaem brzk charakterystyczny dla pkajcego szkieka. Kiedy wycigaa rk do stolika, dostrzegem na jej skrze pod brzegiem zawinitego rkawa ma kropl krwi. wiey lad ukucia czerwieni si w miejscu zgicia rki na sinej yle. Narkomanka pomylaem. Dziewczyna, stojc poza otwartymi drzwiami w gbi damskiej czci toalety, zwrcia si tyem do rozdzielajcego nas stolika i zatrzymaa si przed lustrem. Wyszedem na peron w momencie, gdy nastpny pocig wjeda na stacj. Zastanawiaem si nad przyczyn doznawanych sensacji wzrokowych.

Linda czekaa na awce w tym samym miejscu, gdzie j zostawiem. Nawet nie zmienia pozycji: siedziaa z nisko pochylon gow i wpatrywaa si w podog. Ucieszyem si na jej widok. Dzielia nas odlego okoo pidziesiciu metrw. Pobiegem w jej stron. W miar jak oddalaem si od koca peronu, natenie sztucznego wiata malao. Wbiegem do strefy pogronej "w pmroku. Pocig sta ju na torze. Omijajc wysiadajcych pasaerw dotarem do Lindy i trciem j w rami. Nie powiedziaem ani sowa. Ona te milczaa. Wytara chusteczk tusz rozmazany na policzkach. Weszlimy do wagonu. Tutaj - porodku stacji - jarzeniwki i reklamowe neony wieciy ju zwyczajnie, chocia przez kontrast z tamtym blaskiem wysyay wiato znacznie przymione. Niezalenie od olnienia wywoanego un, co innego jeszcze nie dawao mi spokoju. Poczwszy od pewnej chwili w caym moim otoczeniu dokonyway si stopniowo jakie bliej nie okrelone zmiany. Nie potrafiem sprecyzowa, na czym one polegaj - czuem jednak, e celem ich jest dopenienie niepokojcego obrazu caoci. Dopiero gdy usiedlimy obok siebie, znalazem czas, by wyjrze przez okno na pustoszejcy peron i obj wzrokiem pasaerw rozlokowanych w gbi wagonu. Wtedy - z ostrym wstrzsem rozpoznania - zrozumiaem w jednej chwili, ku jakiemu dopenieniu dyy zmiany obserwowane wczeniej. Kiedy przebiegaem ze strefy wypenione j un do pogronej w pmroku czci stacji, widziaem jeszcze tu i wdzie postacie manekinw, ktre krciy si pomidzy ywymi przechodniami. To one wanie najbardziej spieszyy si do wyjcia na ruchome schody. Teraz - w ostatniej fazie tej systematycznej wymiany - wszyscy pozostali na peronie podrni oraz pasaerowie zajmujcy cay nasz przedzia w wagonie metra - ju bez adnego wyjtku byli prawdziwymi ludmi. W tej samej chwili, kiedy to spostrzegem, una z koca peronu przesuna si i obja centraln cze stacji. Rozleg okolic wagonu razem z caym jego wntrzem wypeni taki sam blask, jaki poprzednio olni mnie w toalecie. Pocig sta na przystanku nieco duej ni zwykle. Zdawao si, e maszynista zwleka z odjazdem, czekajc na kogo, kto waha si jeszcze, czy wsi do wagonu, czy pozosta na stacji. W czasie tego uroczystego oczekiwania na co niezwykego, czego nawet nie omieliem si przewidywa, barwy przedmiotw wypeniay si gbszymi tonami i uzyskay pen skal odcieni, za ich rysunek - ostro nieosigaln na doskonaych zdjciach, a w momencie maksymalnego rozjanienia w wagonie pojawia si posta poprzedzona tamtymi przygotowaniami: na pomost naszego przedziau wesza dziewczyna, ktr ju raz - w myli nazwaem narkomank.

Wesza i rozejrzaa si sennie. Drzwi zasuny si za ni. Dostrzega wolne miejsce przy oknie naprzeciwko awki zajmowanej przez nas, podesza i zaja je. Nikt z obecnych nie zwrci na dziewczyn najmniejszej uwagi. Pocig opuci owietlon stacj i wjecha do mrocznego tunelu. Nadal adne oczy nie patrzyy w stron Pasaerki metra. W czarnych szybach janiay odbicia obojtnych twarzy, ktrych nie poruszy ani otaczajcy nas blask, ani emocja wywoana Jej obecnoci. Wbiem wzrok w swoje splecione kurczowo na kolanach rce. Linda znowu signa po chusteczk. Zasonia twarz pokrywk torebki i zerkajc w lusterko poprawiaa sobie rozmazane oczy. Mwia co. Jej gos dobiega jakby spoza dwikochonnej ciany. Nie syszaem nawet oskotu k ani ryku echa uwizionego w tunelu. Siedziaem w komorze ciszy, ktra obejmowaa cay wiat i falowaa w rytm uderze serca rozrywajcego mi piersi. Pierwszym realnym dwikiem, jaki wtargn do mej wiadomoci w czasie krtkotrwaej jazdy, by zgrzyt hamulcw pocigu wjedajcego na nastpn stacj. Jeszcze nie zdyem przyjrze si dziewczynie i nawet nie umiabym powiedzie, czy miaa w sobie co niezwykego. Ale wiedziaem ju, e wicej nie podnios oczu: Oto ja - Carlos Ontena z Tawedy, dawniej ruchomy element dalekiego ta, a dzi ywy, szeregowy statysta pierwszego planu, siedzc przed obiektywem niewidzialnej Kamery, ktra utrwalaa w ruchu wszystkie tkanki naszych cia - na cztery minuty akcji, w kulminacyjnym momencie mojego ycia wpadem w centralny krg wiata ruchomej sceny i odegraem ju swoj rol pierwszorzdnego statysty posadzonego naprzeciwko aktorki.

Tak miny cztery minuty - jedna chwila i zarazem wiek - czas, w jakim pocig przebywa zwykle odlego midzy dwoma ssiednimi przystankami - przy Dwudziestej i przy Trzydziestej Ulicy. Linda mieszkaa przy Dwudziestej Dziewitej Ulicy, wic na tym przystanku naleao wyj, ale sam o wasnych siach nie ruszybym si z miejsca. Nadal nie omielaem si podnie oczu na aktork. Poczuem do Lindy na swojej rce. Paraliowany uczuciem niewyobraalnego kiedy nonsensu pozwoliem jej wyprowadzi siebie z wagonu, chocia to ja powinienem podtrzymywa j, gdy bya bardziej pijana. Wysiadem z pocigu i zatrzymaem si poza otwartymi drzwiami. Miaem pen wiadomo trwania na krawdzi sceny, pewno koca epizodu, ktry wieczy ycie. Rwnoczenie czuem, e ten niepozorny krok, ktrym przeniosem ciao z pomostu wagonu na peron, jest najbardziej faszywym krokiem mojego nowego bytu. Jeszcze staem w powodzi wiata zalewajcego stacj. Ale ju wiedziaem, jakim torem pobiegn dalsze moje losy.

Wiedziaem, e za kilka sekund wietlny krg zagbi si w tunelu i na zawsze przepadnie w labiryncie ulic wielkiego miasta. A kiedy to nastpi, wszystko, co dotd braem za prawd i pikno otaczajcego wiata - przez kontrast z tamt tajemnicz un - przysoni mga beznadziejnoci, zaleje lodowaty pmrok dalekiego ta i jednostajna szaro dekoracji. Linda staa na jednej nodze. - Psiako! Ofiara ze mnie: Carlos, podaj mi rk, bo upadn. Wlazam na co. Na peronie pod drzwiami wagonu leaa rozbita butelka. Linda wycigaa z bosej stopy ostry odamek szka. Wypadkiem tym - co odgadem w lot - przebiegy Scenarzysta wskazywa waciwy kierunek rozwoju marginesowej akcji w sekwencji specjalnie napisanej dla mnie. Nie kocham jej - powiedziaem sobie. Ju byem o tym przekonany. Lecz aby wzmocni pewno, e tak jest, raz jeszcze - w uamku sekundy - przywoaem widmo rozkoszy odmalowanej na twarzy Lindy w chwili, gdy spoczywaa w objciach plastykowego uwodziciela - obraz bardziej wyrazisty od widoku krwi dostrzeonej teraz na jej bosej nodze. Drzwi zasuny si rozdzielajc nas. Znowu staem na pomocie ruszajcego wagonu. Byem panem swojego losu - Kim, kto zdoa zmieni scenariusz ustalonej gry, wic patrzc przez okno na Linde, ktra zatoczya si i usiada na peronie, na szczcie z dala od rekwizytu teatralnego w postaci fatalnej butelki - triumfowaem, podczas gdy wewntrzny gos, guchy na wszystkie argumenty, rykiem syreny alarmowej ostrzega mnie, e wyszedem poza ramy swej roli. Powrciem do przedziau na poprzednie miejsce.

12

Po dowiadczeniach zgromadzonych na planie zdjciowym przestaem wierzy, e niedorozwj umysowy lub psychiczna choroba, alkohol we krwi, wygrowane ambicje, nadmierna ciekawo, szalona mio lub pragnienie odwetu nie pozwalaj komu usysze gosu, ktry w czasie gry kieruje jego postpowaniem, i e na scenie pojawiaj si niekiedy statyci i aktorzy nie wyposaeni w systemy samokontrolne, wiec postacie bezradne i - co za tym idzie - zwolnione z odpowiedzialnoci za faszywe elementy gry w kreowanych przez siebie rolach. Patrzyem wci na swoje kolana. Fizyczna blisko Pasaerki metra obezwadniaa moj wol: nawet teraz - rozpdzony powodzeniem poprzedniej akcji" - nie byem w stanie podj adnej inicjatywy, ktra doprowadziaby do zawarcia znajomoci z ni i moe - w dalszej perspektywie - do naszego duchowego zblienia. Chocia - co uparcie akcentowaem w myli - na czele czarnej listy wszystkich moliwych przyczyn haniebnej ucieczki z peronu stao krtkotrwae zalepienie w nienawici, ch odwetu i potrzeba ratowania mskiej godnoci po zdradzie Lindy, faktycznie postpowaniem moim kierowa splot wielu przyczyn: alkohol we krwi, wygrowana ambicja, nadmierna ciekawo oraz - ale to ju zakrawao na kpiny - mio od pierwszego wejrzenia. Przychodziy mi do gowy szalone myli: zastanawiaem si, w jakiej paszczynie mogoby doj do nawizania rwnorzdnej gry pomidzy skrajnymi postaciami powstajcego superfilmu, wic midzy aktork z jednej i statyst z drugiej strony. Lecz im usilniej pragnem doprowadzi do poczenia si naszych losw, z tym wiksz ostroci widziaem przepa, jaka nas dzielia. Naleelimy do rnych planw: ona bya Postaci, a ja fragmentem jej ta, ona ya pod snopem blasku padajcego na rodek sceny, a ja w dalekiej perspektywie obrazu lub przy mrocznej jego krawdzi, w kadym przypadku tam tylko, gdzie rzadko kiedy przemknie Spojrzenie skoncentrowanego na akcji Widza. Pod wpywem tych myli zrozumiaem, e aby towarzyszy dziewczynie na planie zdjciowym, musiabym przeistoczy si natychmiast ze statysty w aktora, poniewa teoretyczna moliwo, e fragment ruchomego ta, jakim dotd byem, mgby zosta partnerem bohaterki filmu - bya oczywicie cakiem wykluczona.

Do tego wniosku (teraz albo nigdy") doszedem w czasie pierwszej minuty jazdy w kierunku Kroywen - Centralu. W nastpnych - usiowaem znale jaki pretekst do zawarcia

znajomoci z Pasaerk metra. Niestety, jak zwykle nic rozumnego nie przychodzio mi do gowy. Jak zawsze i wszdzie w tego rodzaju wypadkach (gdzie cel bywa sztucznie wywindowany na nieosigaln wysoko) problem pierwszego zdania stawia opr wewntrzny proporcjonalny do wielkoci zaangaowania emocjonalnego. Lecz to pierwsze zdanie - jakiekolwiek - utorowaoby mi drog do fabuy filmu. Ot to! Czy byle jakim wejciem ktokolwiek zdoa kiedy wydosta si na pierwszy plan wiecznego ycia? Chciaem ju zwrci si do dziewczyny z jak uwag a propos toaletowej sceny, natychmiast jednak ugryzem si w jzyk. Pytajc wprost o nazw narkotyku lub o czas trwania naogu, postpibym zbyt brutalnie: w najlepszym razie zyskabym w jej oczach opini szpicla, co doprowadzioby do przykrego incydentu rozegranego na marginesie istotnej akcji zamiast do naszego zblienia. Pozostawaa jeszcze jedna, mia kadej kobiecie moliwo zwrcenia uwagi dziewczyny na jej niewtpliwe wdziki. Trzeba by byo pochwale nada form wyranie przesadn, wic niesprawiedliw, co oblonej daoby pole do agodnej samoobrony. Wtedy w potyczce sownej - od ciosu do ciosu - rozmowa uzyskaaby zawrotne tempo. W fabryce wagonw czsto byem wiadkiem takiego sposobu zawierania znajomoci. Lecz tutaj - w nabitym ludmi przedziale - kreujc rol pijanego uwodziciela, w przypadku zdecydowanej odprawy atwo mgbym sta si jednym z tych statystycznych i aosnych natrtw, jakich nigdy nie brakowao w metrze i na ktrych widok kobiety korzystay czsto z pomocy karabinierw. Nie tdy droga! - pomylaem trwonie (mijaa wanie druga minuta rozpaczliwych zmaga). Kadym skopanym przez niezrczno "wejciem" pogrzebabym raz na zawsze niepowtarzaln szans poczenia swoich losw z yciem tej tajemniczej dziewczyny. Przez trzeci minut szperaem gorczkowo w pamici. Poszukiwaem najbardziej odpowiednich dla mojej sytuacji wzorw oryginalnego pojawienia si nowej Postaci w kadrze filmu i szybko doszedem do prostego wniosku, e tutaj (w filmie trjwymiarowym) waciwe wejcie" musi by jeszcze bardziej efektowne od tego, jakim gwiazdy naszych dwuwymiarowych ekranw utrwalaj si na zawsze w pamici zwyczajnych widzw w ziemskich kinach. Zmiadony celnoci ostatniego wniosku, jasno wynikajcego z teoretycznych rozwaa, zachwiaem si na awce i - mimo woli - podniosem do gry gow. Aktorka patrzya mi w twarz nieruchomymi oczami. Natychmiast powrciem do pozycji zasadniczej: utkwiem wzrok w tarczy zegarka, ktrego sekundowa wskazwka obracaa si z szalon prdkoci. Koa wagonu dudniy na szynach. Nadal byem statyst.

Naraz - butem prawej nogi, ktr trzymaa na lewym kolanie - dziewczyna delikatnie trcia mnie w kostk. Jeszcze nie dowierzaem wasnym zmysom. Wczeniej dostrzegem niewidoczne z daleka nieliczne piegi na jej policzkach i krople potu na czole. Omielony tymi dowodami niedoskonaoci aktorki znowu podniosem oczy. Wci uporczywie wpatrywaa si we mnie. Wprawdzie delikatne piegi przy nosie dodaway uroku rysom adnej twarzy, miaa ona jednak drugi drobny feler: od czasu do czasu, jakby pod wpywem prdu, przebiegao po niej nieznaczne drgnienie. Lecz czyby rzeczywisto moga by wspanialsza od najbardziej optymistycznych marze? To w czasie, gdy ja zaprzgaem rozum do dwigni otwierajcej wrota raju, ona zdawaoby si cakiem obojtna na duchow rozterk statysty - podrywaa mnie bezczelnie sposobem znanym w epoce kamiennej! Odprony, chciaem ju pochwali si przed ni, e w synny i grony bandyta, Carlos Ontena, o ktrym pisay gazety, jest moim serdecznym druhem, kiedy zobaczyem co dziwnego w szeroko otwartych i nieruchomych oczach. renice ich ogniskoway si gdzie daleko na cianie. Widzc teraz wyranie, jak ona patrzy przed siebie, zrozumiaem wreszcie, dlaczego nie dostrzegaa wcale mojej twarzy: to, co naiwnie braem za objaw wzajemnoci od pierwszego wejrzenia", byo tylko reakcj jej organizmu na zastrzyk heroiny. Wpadem znowu w ponury nastrj. A moe ona bya chora i potrzebowaa pomocy? Moe bya nieuleczalnie chora i w celu zagodzenia jakiego blu lekarz przepisa [ej morfin? Z pewnoci kto taki - mylaem - kto wychodzi z domu i po drodze narkotyzuje si w toalecie na stacji metra, musi mie zrujnowane ycie. Patrzya w swj sen, a pocig zatrzyma si przy peronie dworca Kroywen - Central. Wtedy wstaa i zgrabnym krokiem opucia wagon. Rzecz prosta, po chwili podniosem si z miejsca, poczekaem, a oddalia si na odlego kilkunastu krokw, i nie tracc jej z oczu ostronie ruszyem za ni. Zarwno na dworcu, jak i w autobusie, a potem na ulicy - ze wszystkich stron otaczali nas wycznie sami prawdziwi ludzie. W gromadzie naturalnych statystw kobiety i mczyni nieustannie wymieniali si. Napotykalimy wci nowych ywych przechodniw. Jedni stali na autobusowych przystankach, inni mijali nas, najpierw na estakadzie przy dworcu, a potem na chodniku Czterdziestej Ulicy, jeszcze inni wchodzili w pole widzenia dziewczyny, ukazujc si jej poza szybami sklepw lub przejedajcych aut. I cho pozornie kadego czowieka zajmoway tutaj jego wasne sprawy i jaki subiektywnie wany lub bahy, jednostkowy cel - faktycznie (o czym nikt oczywicie nie wiedzia) wszyscy razem speniali tu tylko jedno istotne zadanie: krcili si na drodze aktorki i

robili wok niej naturalny tum - tworzyli to gry jednej Postaci, na ktrej spoczywao oko Widza. Na marginesie tego przeraajcego faktu mogem podziwia niezwyk precyzj scenopisu widowiska napisanego nie tylko dla aktorw, ale te dla ywych i sztucznych statystw, ktrzy - bezwiednie - w kadej chwili postpowali zgodnie z wol Twrcy filmu. Podstawowe zasady gry bowiem musiay tu by takie same, jak w zwyczajnym atelier: jeli aktorzy i statyci kierowani wewntrznymi gosami pojawiali si na planie zdjciowym w precyzyjnie okrelonych porach i waciwych miejscach - sowem tam, gdzie byli niezbdni jako bohaterowie lub elementy ta realizowanego ujcia - wwczas nie naraali si Korektorowi. Sprzeciwiajc si Scenarzycie, ryzykowali, e czciowo lub w caoci zostan kiedy usunici z trjwymiarowej tamy: czciowo - w przypadkach drobnych wykrocze przeciwko szczegom Utworu, w caoci - w razie zamachu na jego istotn tre. Reyser wiata nie zmusza nikogo do wiecznego ycia w powstajcym dziele: kady mg opuci film, wychodzc z jego akcji przez szerok bram, ktr otwieraa przed nim wolna wola. Wsiedlimy do autobusu na przystanku przy estakadzie z zachodniej strony Kroywen Centralu i pojechalimy Czterdziest Ulic w kierunku Uggioforte. Nieustannie towarzyszy nam blask uny. W zestawieniu z jasnoci niewidzialnego jupitera soce wiecio anemicznie. W tej czci miasta nie byo dekoracji. Caa ulica miaa naturalny wygld. W autobusie, tak samo jak poprzednio w metrze, ludzie nie okazywali zaniepokojenia, patrzc wzajemnie na Ciebie, chocia przypadek, ktry zgromadzi na niewielkiej powierzchni tylko ywych mieszkacw miasta, by niezwykle mao prawdopodobny. Z zachowania statystw wnioskowaem rwnie, e rozjanienie ta w naszej okolicy te nie dziwio tutaj nikogo. W powszechnej nieczuoci na wymow faktw jedynie obojtno aktorki bya usprawiedliwiona. Jej brak zainteresowania wygldem ulic i ludzi uzasadniaa zupena niewiedza. Z pewnoci aktorzy poruszali si okrelonymi trasami; w kadej chwili przebywali tam, gdzie toczya si akcja filmu. I nigdy nie wychodzili poza ramy centralnej czci planu zdjciowego, to znaczy nie opuszczali wntrza tej - zawie j figury, ktr - patrzc z gry na miasto - zobaczyem z dachu Temalu. Dziki temu gwni bohaterowie filmu yli w naturalnym rodowisku. Poniewa manekiny nigdy nie pojawiay si w polu ich widzenia, otoczeni prawdziwymi domami i ludmi aktorzy nie wiedzieli nic o istnieniu dekoracji pokrywajcych wiksz cz Kroywenu. Dziewczyna wysiada z autobusu na przystanku koo domu towarowego Extra - Visso. Idc za ni, przeszedem podziemnym pasaem na drug stron ulicy. Teraz ju celowo odkadaem prb zawarcia znajomoci do czasu, a dowiem si czego bliszego na jej temat.

Liczyem na jaki szczliwy przypadek. Postpujc popiesznie, mgbym j atwo sposzy, co w znacznym stopniu skrpowaoby moje ruchy. Trudno jest ledzi na ulicy kogo, kto wie, e jest obserwowany, i zna z wygldu osob natrta. Miaem dalekosine plany. Aktorka z pewnoci nie pamitaa mojej twarzy. Postanowiem tropi j a do mieszkania, choby to trwao przez reszt dnia. Spodziewaem si, e po drodze znajd w kocu jaki pretekst do rozpoczcia rozmowy i przeistocz si ze statysty w aktora w najbardziej sprzyjajcych mi okolicznociach.

Due bistro, do ktrego wszedem za dziewczyn zaraz po opuszczeniu ruchomych schodw, nosio szumn nazw Oko Cyklonu" i znane byo z tego, e jedn jego poow okupowali z reguy guchoniemi, a drug hipisi. Ju na podecie od strony Extra - Visso mona tu byo dosta co prawdziwego do jedzenia i picia, jednak wikszo ywych statystw przesiadywaa na wysokich stokach pod niskim stropem baru. Naturaln wentylacj wntrza zapewnia przecig wiejcy midzy otwartymi na przestrza drzwiami z tak gwatownoci, e w rodku trudno byo zapali zapak. Staem pod filarem z papierosem w zbach i obserwowaem grup modych ludzi, dwch mczyzn i kobiet, do ktrych podesza narkomanka z metra. Obaj hipisi mieli wosy sigajce do pasa. Jeden ubrany by w bluz z kunsztownie wyhaftowanymi na jej plecach poladkami oraz w biae slipy pywackie nacignite na wierzch czarnych spodni. Kompletny strj jego kolegi stanowiy dwie pary spodni, przy czym jedne nosi zwyczajnie, jak wszyscy, a drugie - wycinajc otwr w ich siedzeniu - przystosowa do okrycia grnej poowy ciaa. Wygldao to tak, e gowa wystawaa mu midzy nogawkami, w ktrych trzyma rce jak w rkawach koszuli. Podcignitym pod brod zamkiem byskawicznym regulowa luz wokoo szyi. Na tle wielu innych wyszukanych protest - konfekcji w Oku Cyklonu" trudno byo zwrci na siebie uwag oryginalnym strojem, tote nie powierzchowno trjki aktorw zastanowia mnie, lecz fakt, e porozumiewali si oni midzy sob wycznie przy pomocy rk oraz zmian w wyrazie twarzy. Naleeli do grupy guchoniemych od urodzenia. Narkomanka rwnie gestykulowaa. Zaskoczony wielk sprawnoci manipulacyjn jej rk, prbowaem uchwyci co z tego, co opowiadaa swoim kolegom, jednak bez powodzenia. Dotd wcale nie liczyem si z ewentualnoci, e bohaterka superfilmu moe by guchoniema. Przy tym kalectwie miaa pikn budow ciaa i ujmujcy sposb bycia. Kada zmiana na jej twarzy przycigaa uwag ywioowoci reakcji, wzruszaa bogactwem wyraanych emocji.

Musiaem mie ponur min. Teraz kiedy obserwowaem aktorw w czasie ich niemej rozmowy prowadzonej na de statystw wypeniajcych bistro, dziewczyna podobaa mi si jeszcze bardziej ni w metrze, gdzie siedziaa upiona. Czujc, e jest to wanie ta kobieta, na ktr czekaem w yciu, traciem reszt pewnoci siebie, drtwiaem na myl o przepaci, jaka nas dzielia. Jeykiem guchoniemych mona byo pewnie wyrazi rwnie wiele jak mwionym. Przypadkowego obserwatora, znuonego monotonn gadanin wikszoci ludzi, w niemym sposobie przekazywania myli pocigaa wielka egzotyka. Lecz patrzc na rodek owietlonej sceny, gdzie aktorzy odgrywali niezrozumia pantomim, czuem si bezradnie, jak przybysz z obcego kraju. Ostatnie gesty aktorw (jeli sdzi po ich gwatownoci) wyraay jakie danie, ktremu przeciwstawia si moja znajoma . Po upywie kwadransa dziewczyna zbliya si do wyjcia i ze znacznej ju odlegoci - ponad gowami statystw - posaa guchoniemym hipisom seri zagadkowych znakw, oni za odpowiedzieli jej ze swego miejsca. Wreszcie aktorka zjechaa schodami do pasau pod domem towarowym. Tam wesza do kabiny z automatem telefonicznym. Widziaem przez szyb, jak wykrcaa numer. - Tu Muriel - powiedziaa do mikrofonu normalnym gosem. Spojrzaa za siebie i zatrzasna drzwi.

13

Kiedy opuszczaem Oko Cyklonu", odniosem wraenie, e jaki typ w przepoconej koszuli przyglda mi si z podejrzan natarczywoci. Dwukrotnie napotkaem jego wzrok. Po raz trzeci zobaczyem go w tunelu, gdy dziewczyna zamykaa drzwi kabiny telefonicznej. Wtedy pomylaem o listach goczych i przyszo mi do gowy, e ten czowiek mg skojarzy sobie moj twarz ze zdjciem reprodukowanym na plakatach. Na wszelki wypadek wycofaem si za rg zatoczonego pasau. Lecz tam wpadem tyem* prosto w rce czterech zaczajonych policjantw. Zasadzk zorganizowali policjanci ywi. W tunelu nikt prawie nie zauway naszych krtkotrwaych zmaga. Umundurowani napastnicy dziaali w milczeniu, ja cakowicie daem si zaskoczy: ledwie pomylaem, e w toku wpadam na kogo plecami, gdy poczuem kajdanki na wykrconych do tym rkach. Donosiciel tropi mnie pewnie ju od duszego czasu i wczeniej zaalarmowa uliczny patrol. Kiedy szlimy do dyurki wartownikw domu towarowego, wok nas zapada coraz gbszy pmrok. Kajdanki byy stalowe. Czonkowie eskorty mieli prawdziw bro. I wcale nie znali si na artach. Przed drzwiami dyurki wlekli mnie po betonowej posadzce i kopali, jakby nigdy nie syszeli o pozorowanych akcjach. Wiedziaem, co to oznacza. W uszach dzwoniy mi jeszcze sowa Tu Muriel", wypowiedziane przez dziewczyn, ktra w ostatniej chwili zdradzia mi swoje imi razem z informacj, e nie jest guchoniema. Gdy policjant wyciga skalpel i straszak z mojej kieszeni, Muriel wychodzia ju pewnie z kabiny telefonicznej. Opuszczaa j, by na zawsze znikn w szeciomilionowym tumie. Widziaem wok siebie obojtne twarze. Ci policjanci nie wiedzieli nic o hierarchii rl w prowadzonej grze ani o wielostopniowym szeregu planw zbudowanych przed obiektywem niewidzialnej Kamery. Wszystko tu dla nich byo jednakowo wane: i papier, na ktrym w wietlanym krgu aktorka pisaa list, i pachta gazety na gwodziu w toalecie za kulisami sceny. W walce z pozornymi przestpcami ryzykowali swoje ycie po to, by w gazecie, ktrej Muriel nie wemie nawet do rki, ukazaa si notatka: Wyrok zosta wykonany". Co jednak prbowaem im chyba wytumaczy, bo po kilku zdaniach oberwaem w eb kolb cikiego rewolweru i upadem na podog.

Policja w Kroywenie nosia bro najczciej tylko dla parady. Jej funkcjonariusze w czasie regulowania ruchu i przy patrolowaniu ulic nie mieli zwykle okazji do wycigania

rewolwerw, w praktyce codziennej bowiem mandaty i paki rozwizyway wikszo porzdkowych problemw. Bardzo rzadko zdarzao si, by policjanci brali udzia w wikszych awanturach. Wszdzie tam, gdzie przewidywano niebezpieczne sytuacje, oraz na miejsca ostrych star z bandytami wysyano lepiej przygotowanych do walki i oswojonych z widokiem krwi karabinierw. Miao to swoje psychologiczne uzasadnienie. Kto tak poczciwy, jak policjant, ktry uywa broni dwa razy w roku wycznie na wiczeniach i nie ciga codziennie bezwzgldnych gangsterw, w czasie pierwszego w yciu spotkania z nimi dowiaduje si niespodziewanie, e w krytycznej chwili trudniej jest pocign za cyngiel, ni podnie sto kilogramw. Wysyanie innych na tamten wiat wymaga bowiem takiej samej rutyny jak robienie na drutach. Z tego powodu nowicjusz zaskoczony obrazem prawdziwej mierci ginie najczciej przed oddaniem pierwszego celnego strzau. Prefekt policji Kroywenu wpisa mnie pewnie na list wrogw publicznych pierwszej kategorii. Wniosek ten narzuci mi si po odzyskaniu przytomnoci, kiedy zobaczyem wok siebie eskort zoon z szeciu sztucznych karabinierw. Kuky siedziay na awkach po obu stronach jadcego samochodu. Patrzyem na nie z podogi. Z dou karabinierzy wygldali jak woskowe figury. Miaem na rkach gipsowe kajdanki pomalowane czarn farb. Podniosem si z wielkim trudem. - Panowie, dokd jedziemy? aden nie podnis gowy. Trwali w bezruchu. Stoczeni ciasno obok siebie zajmowali dwoma szeregami wszystkie miejsca na awkach. Kady hipnotyzowa wzrokiem swego koleg siedzcego naprzeciwko. Ubrani byli w papierowe mundury. Drewniane pistolety maszynowe trzymali na kolanach w sztywnych doniach. Okna furgonu wiziennego okratowane byy solidnymi prtami. Jechalimy autostrad wzdu zachodniego brzegu Vota Nufo w kierunku Dolnego Riwazolu. Za oknem z lewej strony byszczaa w socu rozlega szklana paszczyzna imitujca powierzchni jeziora, z prawej - migay wielopitrowe dekoracje. Olbrzymie makiety drapaczy chmur wznosiy si na wspornikach ukrytych za tarczami. Eksponowane ciany i naroniki wszystkich zabudowa zwrcone byy w kierunku pomocnym, gdzie lea autentyczny fragment rdmiecia. Na Dolnym Riwazolu znajdowao si najcisze w Kroywenie wiezienie i tam pewnie jechalimy. Bl gowy, rana i krew we wosach do reszty przywrciy mi wiadomo rosncego zagroenia. Zagadkowy fakt, e konwojenci byli statystami trzeciorzdnymi, nastraja optymistycznie. Prbowaem wyobrazi sobie, jak moe wyglda wizienie zbudowane na dalekim marginesie planu zdjciowego. Jeeli budowniczowie dekoracji kierowali si zasad

konsekwencji, to gmach zakadu karnego wzniesiony w odlegym tle sceny powinien by ilustrowany tylko jedn cian z okratowanymi okienkami. Kadego sztucznego kryminalist, ktry siedzia w swej celi" (czyli pod goym niebem na pomocie ustawionym poza krat) i robi ponur min do obiektywu Kamery, trzyma tam pewnie na stoku instynkt sprawiedliwoci oraz poczucie dobrze spenianego obowizku spoecznego. Wizja kary opartej na zasadzie dobrowolnoci nie bya zanadto przeraajca. Pod jej wpywem odzyskiwaem ju wiar we wasne siy, gdy nagle staem si wiadkiem wstrzsajcego widowiska. Za skrzyowaniem przy Dziewidziesitej Trzeciej Ulicy furgonetka zahamowaa gwatownie. W tym czasie wygldaem przez tylne okienko. Najbliszy konwojent podci mi nogi swymi wystawionymi kolanami. Si bezwadnoci runem plecami na wski pas podogi - midzy dwa szeregi manekinw. Po chwili okazao si, e by to najszczliwszy upadek w caym moim yciu. Jeszcze nie przebrzmia przeraliwy pisk opon i hamulcw wozu, kiedy po trzasku rozbijanej szyby w tylnym okienku ukazay si dwie stalowe lufy. Rwnoczenie w pudle karetki wiziennej rozptao si pieko. Faszywi karabinierzy, rozszarpywani seriami ostrych ku miotanych przez prawdziwe pistolety maszynowe, spadali kolejno z awek i pokrywali mnie coraz grubsz warstw. Nieprzerwany grzmot trwa przez kilkanacie sekund. Po oguszajcej kanonadzie nastpia zowroga cisza. Usyszaem szczk zamka przy tylnych drzwiach. Rozwidnio si nieco. Przez szpar w stosie pozornych trupw zobaczyem jakie postacie. Kto, kto sta na asfalcie przed otwartymi drzwiami, rzek lodowatym tonem: - Pozwijali si w kbki jak ddownice na haczyku. - Do licha! - odezwa si drugi gos i po przerwie doda z udawan trosk: - Czy im co nie zaszkodzio aby? Do sterty podszed inny typ. - Szefie! Ja wiem, co im tak powykrcao gby. Pewnie nie przepadaj za perfumami z naszych rozpylaczy. Rozlega si salwa miechu, nie mniej haaliwa od salwy z rozpylaczy". By to klasyczny art z przyzwoitego filmu kryminalnego i po nim poznaem, e moje pooenie jest raczej niepewne. - John! Ty zawsze obijasz si gdzie w kcie, a inni za ciebie haruj. - Bo szef to tylko mnie widzi. Wczoraj zmywaem naczynia po kolacji, a dzi rano zamiataem... - Jazda do roboty, bo jak ci przypie...

Sterta sztucznych trupw zakoysaa si, ich nacisk nieco zela. Kto wyciga kuky z samochodu i rzuca je na asfalt. - Nie zwalaj na rodek jezdni, cepie, bo nie zawrcisz wozem. Dawajcie worki! Przez szpar midzy dwoma sztywnymi karabinierami zobaczyem kilku plastykowych ludzi. Wrd nich sta bardzo przystojny manekin w czarnym kapeluszu z szerokim rondem. Na podstawie zdj czsto publikowanych w prasie z atwoci rozpoznaem w nim nieuchwytnego gangstera, Dawida Martineza. To jego banda w poniedziaek wieczorem dokonaa zuchwaego napadu rabunkowego na ambulans wiozcy zoto w Banku Quefeda Nos Paza, o czym dowiedziaem si z gazety we wtorek, kiedy siedziaem w barze u Caloata. Gangsterzy nie tracili czasu. Wycignli z samochodu wszystkich zabitych konwojentw i zostawili ich na skraju chodnika. Udawaem nieywego. Zostaem przeniesiony na kocu. Przy transporcie jeden z zasapanych drabw cign mi z rki zegarek. Drugi plastykowy zodziej, ysiejcy ju nieco, poama sobie paznokcie przy prbie odnalezienia brzegu mojej peruki. Poniewa w wozie leaem na dnie, pod makabrycznym stosem - po przeniesieniu znalazem si na samym jego szczycie. Nadal symulowaem trupa. Ale obserwowaem okolic przez zmruone oczy. Szybko ustaliem, dlaczego szajka Martineza zatrzymaa nasz samochd. Obok furgonu wiziennego, ktry na krtko przed napadem skrci z autostrady w boczn ulic, stay dwa inne samochody. Byy roztrzaskane. Wpady na siebie przed kilkoma minutami. Jeden nalea do bandytw, ktrzy wracali nim z kolejnej akcji i wieli ze sob worki naadowane nowym upem. Po kraksie musieli zmieni wz i przypadek sprawi, e wybrali nasz furgonetk. Przypadkowi temu zawdziczaem wolno, cho w drodze do niej mgbym straci ycie. Po upywie minuty od chwili rozstrzelania moich stranikw na ulicy zapanowaa cisza. W promieniu kilkuset metrw nie byo wida adnej prawdziwej ani faszywej postaci. Wszystkich przechodniw wyposzy terkot maszynowej broni. Po przeadowaniu workw plastykowy mistrz rozboju siad za kierownic i w towarzystwie trzech kompanw odjecha autostrad prowadzc do Quenos. W zamcie przeprowadzki gangsterzy nie zauwayli, e z rozdartego worka wypada sztaba zota i plik banknotw. Zot sztab naladowaa cega z gipsu pomalowanego t farb, a pienidze - kupka bezwartociowych kartek. Cegy nie musiaem bra do rki, bo rozbia si na kawaki przy upadku na asfalt i ukazaa swoje biae wntrze. Obejrzaem tylko papierki. W grubym stosie znalazem kilka prawdziwych banknotw i te schowaem do kieszeni.

Teraz bl gowy dawa mi si we znaki ze wzmoon si: oprcz guza dokuczao mi pieczenie skry pod wosami szarpanymi przez ysego zbja zafascynowanego wieym wygldem mojej peruki". Swoj drog, Dawidowi Martinezowi - obok paru ciepych sw wspczucia za wytrwao w gromadzeniu gipsowych cegie - naleao si te gorce uznanie za bezinteresown ofiarno, zapa i rozmach w jego dziaalnoci, ktra uzasadniaa istnienie i podtrzymywaa egzystencj codziennej prasy. Mistrz rozboju nalea przecie do awangardy marionetkowych postaci skierowanych przez Scenografa do konserwowania dekoracji.

Komu, kto jako naturalny i przytomny turysta spacerowaby po Grnym i Dolnym Riwazolu, zwiedzajc dzielnic murzysk, wcale nie peryferyjn, w odniesieniu do formalnego centrum Kroywenu, lecz zbudowan w dalekiej perspektywie zdjciowego planu wic komu, kto gnany ciekawoci wszedby na sam horyzont wielkiej sceny, trudno byoby zapewne wmwi, i linie wytyczone rzdami supw podtrzymujcych arkusze dykty o konturach domw przypominaj ulice zamieszkanego miasta. Przebiegy przewodnik zarzucony seri kopotliwych pyta, aby odwrci uwag dociekliwych turystw od detali (bardzo podejrzanie prezentujcych si z bliska), wskazaby raczej w dal - na najbardziej odlegy od centrum cypel Vota Nufo, gdzie z cienkiej warstwy szka powlekajcego ziemi wystaway tarcze eleganckich statkw pasaerskich. Wskoczyem do wagonu metra na przystanku przy Dziewidziesitej Ulicy i sprasowany sztucznym tokiem pojechaem do Kroywen - Centralu, gdzie od razu zapaem luny autobus, dziki czemu po upywie czterdziestu minut od chwili rozstania z Muriel mogem znw zajrze do Oka Cyklonu", ale - oczywicie - nie znalazem jej tam. W bistrze wypaliem papierosa nad filiank kawy. Przyszo mi do gowy, e wietlne krgi, w jakich poruszali si gwni bohaterowie filmu, najatwiej byoby dostrzec z miejsca nie osonitego cianami domw i tarczami dekoracji - wic ze znacznej wysokoci. Na myl o Temalu dostawaem mdoci; zreszt biurowiec ten nie nalea do najwyszych gmachw. W rdmieciu istnia lepszy punkt obserwacyjny. Zatrzymaem takswk i pojechaem na Pidziesit Pierwsz Ulic - do banku Quefeda Nos Paza, ktry liczy sto dwadziecia kondygnacji i w grupie zgromadzonych tu drapaczy chmur bi rekord wysokoci. W sklepie obok banku kupiem zegarek i czerwony mazak. W hallu dostaem plan Kroywenu. Wzniosem si wind na szczyt Quefedy. Z tarasu widokowego zobaczyem tylko jedno wiato. Byo janiejsze od blasku rzucanego na ziemi przez soce. Silnie iluminowany krg znalazem w najmniej oczekiwanym miejscu. Lea w

okolicy cakowicie nie zamieszkanej, jednak w granicach wielkiej figury wypenionej prawdziwymi obiektami. Dostrzegem go w naturalnym lesie palmowym na zboczu wzniesienia za jeziorem - w odlegoci okoo czternastu kilometrw. Czy Muriel bya jedyn aktork? Nie - pomylaem. Ju fakt, e rozmawiaa z guchoniemymi, wyklucza tak moliwo. Wszyscy ludzie, z jakimi ona utrzymywaa blisze kontakty w czasie filmowych uj, musieli by aktorami, poniewa zwracali na siebie uwag Widza. A moe narkomanka nie naleaa do gwnych bohaterw filmu? Jako drugoplanowa posta (lecz jako aktorka, przy ktrej ja odegraem rol statysty pierwszego planu) moga by czym zwizana z inn - centraln postaci widowiska, w ktrym kreowaa rol nie najwaniejsz wprawdzie, ale istotn. W takim przypadku braaby udzia jedynie w niektrych sekwencjach filmu - w scenach specjalnie napisanych dla - niej. Blask niewidzialnego jupitera srebrzy wci wierzchoki palm. Zapatrzony w dal gubiem si w domysach. Wreszcie rozoyem plan miasta i czerwonym mazakiem nakreliem na nim kontur zawiej figury zawierajcej wszystkie naturalne obiekty. Ten kontur by brzegiem sceny, ktrej nigdy nie opuszcza wietlny krg. Rozjanienie mogo wskazywa mi miejsce obecnego pobytu Muriel. Akcja filmu (w tej przynajmniej chwili) toczya si na wschodnim brzegu Vota Nufo, gdzie w poowie drogi miedzy Aiwa paz a Lesaiol. Lecc helikopterem, nie miabym trudnoci z odnalezieniem aktorki. Czy czsto ekipa filmowa" wyjedaa w plener? Aby tam dotrze po linii amanej, wyznaczonej ukadem ulic, musiabym przejecha nie czternacie, ale dwadziecia kilometrw, korzystajc po drodze z trzech rodkw lokomocji. Trzeba byo zapa takswk. Ale tu wyonia si nieprzewidziana trudno. Kierowcy wszystkich zatrzymywanych takswek byli manekinami, najczciej na stae zainstalowanymi w swych wozach. Mnie ten fakt - oczywicie - nie robi adnej rnicy. To oni stawiali bezwzgldny opr. Kiedy podawaem cel kursu, zaraz wypraszali mnie z wozu pod pretekstem, e nie maj czasu. Jeden jecha wanie po swego zmiennika, drugiemu zachorowaa ona, trzeci chcia skoczy na piwo, a czwartemu nie byo po drodze. Wymwki te nie przeszkadzay im zabiera innych pasaerw. Stuknem si palcem w czoo: wreszcie zrozumiaem, dlaczego kierowcy takswek tak czsto kaprysz na postojach i sami wybieraj sobie pasaerw. Wprawdzie aden z nich nie sysza nic o planie zdjciowym i nie zna z pewnoci chwilowego pooenia uny, ale wewntrzny gos z bezbdn precyzj sterowa ich upodobaniami i tak je ksztatowa, aby adna maska nie wylaza raptem na owietlon scen prosto pod obiektyw Kamery. Przecie jako cel kursu wskazywaem sztucznym kierowcom miejsce, gdzie aktualnie pona Latarnia Kroywenu".

Na poszukiwanie takswki z ywym kierowc zmarnowaem drugi kwadrans. Wsiadem w kocu do autobusu i pojechaem na przystanek metra przy Pidziesitej Ulicy. Metro - najczciej niezawodne - tym razem spatao mi figla. Pocig zatrzyma si w tunelu pod czerwonym sygnaem. Siedziaem przez dwadziecia minut w puapce bez wyjcia. W rezultacie na przebycie drogi do prawdziwego mostu, ktry czy brzegi Vota Nufo przy Dwudziestej Ulicy, straciem p godziny. Autobus popieszny do portu lotniczego czeka ju na swojej ptli. Rzuciem si do niego biegiem. Odjecha, nim zdyem wskoczy na stopie. Jednak by zatoczony prawdziwymi ludmi i mia ywego szofera, z czego wynikao, e zmierzam waciwym tropem. Po dziesiciu minutach pojawi si drugi autobus, ale nie pojechaem nim. Autentyczny kierowca przywiz rzeczywistych pasaerw, wypuci ich z wozu po okreniu ronda i owiadczy zebranym na przystanku podrnym, e defekt silnika zmusza go do opuszczenia trasy. Zawiedzeni podrni kierowali chodne uwagi to pod adresem kierowcy, to pod adresem silnika, a ja winnego znalazem wrd zniecierpliwionych: by nim plastykowy dziadek, niepozorny skdind, ktry doczapa do nas w ostatniej chwili. Wkrtce na przystanku pojawili si inni drugorzdni statyci. W miar jak rosa ich liczba, topniay moje nadzieje zwizane z odnalezieniem Muriel. Pojechalimy kolejnym autobusem. Po obu stronach mostu marszczya si powierzchnia nieoszukanej wody. Wikszo ywych ludzi wysiada zaraz za mostem, a pozostali - w Parayo, gdzie ja te opuciem autobus, poniewa lotnisko - co wynikao z mapy leao daleko za brzegiem sceny. Zreszt z Parayo byo najbliej do tego wzniesienia, na ktrego zboczu (przed dwiema godzinami!) pona Latarnia Kroywenu". - Dalej musiaem i pieszo. Nie znaem wcale tej okolicy. Minem ostatnie nalece do osiedla zabudowania i skrciem w gb lasu. Po drugiej jego stronie osignem najwyszy punkt obserwacyjny. Piaszczysta droga - wijc si midzy pagrkami - zaprowadzia mnie nad brzeg jeziora. Przez p godziny chodziem po zboczu oznaczonego na planie wzniesienia, zataczajc coraz szersze krgi. Wdrapaem si na drzewo. Nigdzie nie dostrzegem adnego czowieka. Koowaem we waciwym miejscu, ale w niewaciwym czasie: jedyny blask, jaki przywieca mi w poszukiwaniach, pada z zachodniej strony lazurowego nieba, gdzie nad poszarpanym wieowcami horyzontem pono wielkie pomaraczowe soce.

14

Siedziaem nad brzegiem Vota Nufo i patrzyem w dal. Z ukadu linii narysowanych na planie miasta wynikao, e wietlny krg mg opuci wschodni brzeg jeziora tylko dwiema drogami. Jedn z nich wykluczyem od razu, gdy prowadzia przez most Dwudziestej Ulicy. Gdyby ekipa filmowa" mina mnie na tej trasie, dostrzegbym j z atwoci. Druga droga wioda przez wysp Reff i dwa krtkie mosty czce t wysp z Lesaiol na wschodnim brzegu jeziora i z Tawed na zachodnim. Jeeli Muriel pozostaa na wschodnim brzegu (co wcale nie byo pewne), to przebywaa teraz gdzie w lesie midzy Parayo a Lesaiol lub w jednej z tych dwu miejscowoci. Trzeba te byo wzi pod uwag Uza Ne Juto - osad zamieszkan przez trdowatych. Chocia leaa ona na uboczu, ju poza formalnymi granicami miasta, jednak zaznaczona na planie duga czerwona ptla wycinaa z tej osady may skrawek, co wskazywao, e wski pomost sceny prowadzi rwnie do ludzi zasadniczo odizolowanych od reszty spoeczestwa. Raz jeszcze rozpostarem map i pochyliem gow nad trjktem Parayo - Lesaiola Uza Ne Juto. Moe ig w stogu siana trudniej byoby znale ni kobiet owietlon potnym reflektorem, ale myl o przygodach, jakie zdarzay mi si po drodze z wierzchoka banku Quefeda Nos Paza, bardziej ni wielko zaznaczonego na planie obszaru ostudzia mj pocztkowy zapa. Owszem, miaem woln wol i przez reszt ycia mogem sobie biega za umykajcym po grach i lasach bdnym ognikiem. Aresztowano mnie akurat w chwili, gdy dowiedziaem si, e Muriel nie jest guchoniema, i kiedy postanowiem zapozna si z ni natychmiast po opuszczeniu kabiny telefonicznej. Czy to by przypadek? Potem - powstrzymywany kolejnymi lepymi trafami", wic najpierw wykrtami takswkarzy, nastpnie postojem w tunelu, ucieczk jednego autobusu i wreszcie awari drugiego - zuyem dwie godziny na przebycie drogi, ktr w normalnych okolicznociach przejechabym w trzydzieci minut. Nagle - ju chyba po raz setny tego dnia - przypomniaem sobie pogodn, nieco zdziwion min Lindy, kiedy pijana rozsiadaa si wygodnie na peronie, aby zajrze pod podeszw zakrwawionej stopy. A wiedziaem przecie, e jest niewinna, i kochaem j: czy to te by przypadek?

W blasku zachodzcego soca zobaczyem d. Zbliaa si do mnie z Tawedy pooonej na przeciwlegym brzegu jeziora. Przebya ju poow drogi. Siedziao w niej

dwanacie postaci. d bya zanurzona w rzeczywistej wodzie, ktra w tym rejonie - co wynikao z mapy - wypeniaa zbiornik otoczony szklan powierzchni. Zatoka naturalnej wody rozcigaa si na znacznym obszarze: poczwszy od miejsca zajmowanego przedtem przez ekip filmow" a do Tawedy w jednym kierunku i Lesaioli w drugim. Poszedem brzegiem na spotkanie z wiolarzami. Wrd sztucznych mczyzn dostrzegem kilku prawdziwych. Pynli nie opodal krawdzi szka imitujcego wod. Gdy d zbliya si do cypla, na jeziorze zobaczyem jeszcze jedn posta. Sza z przeciwlegego brzegu po paszczynie utworzonej ze szka, ktre cienk warstw powlekao wiksz cz powierzchni ziemi w dolinie jeziora. Wiolarze te zauwayli trzynast posta. Wkrtce w czowieku idcym po szkle rozpoznaem Powego Jacka. Na jego widok mczyni wpadli w popoch. Rzucili wiosa i przebiegli na dzib odzi, patrzc niespokojnie to na zjaw, to na stay ld. - Ufajcie! Jam ci to jest! - Panie! Jeli to ty jeste, ka mi przyj do siebie po wodzie. - Pjd! W tej wanie chwili d otara si o krawd szka. Jeden z wiolarzy wyskoczy za burt na tward pyt. Poszed po niej ostronie w stron Powego Jacka. Po kilkunastu krokach dotar do uskoku w szkle, polizn si i wpad do zbiornika. Powy Jack wycign go z wody. Wsiedli do odzi, ktra wkrtce wyldowaa na prawdziwym brzegu. Wiolarze zostawili d na piasku i poszli brzegiem w kierunku Lesaioli. Ruszyem za nimi. Po drodze spotkalimy dwa manekiny. Jeden by niemy, a drugi guchy. Powy Jack przesun palec po ustach niemego (rozdzielajc paznokciem jego sklejone wargi). Guchemu przetka uszy patykiem podniesionym z ziemi. Operacja laryngologiczna rwnie wypada pomylnie. Miaa ona tak krtkotrway przebieg, i guchy zdy usysze sowa podzikowania wypowiedziane przez niemego. Zerknem na swoj map. Wynikao z niej, e dochodzimy do placu ze sztuczn rolinnoci. Dziaka miaa rednic okoo jednego kilometra i leaa na agodnym stoku wzniesienia w okolicy pokrytej naturaln zieleni. Na skraju tej wyspy Powy Jack zatrzyma si przy figowym drzewie. Szuka na nim owocw, ale znalaz tylko licie. Akurat to drzewo z ca pewnoci byo prawdziwe, tote stanem przed nierozwizalnym problemem teoretycznym, gdy po sowach: Nie urodzisz ju nigdy adnego owocu!", wypowiedzianych przez rozgniewanego mistrza, figa uscha w czasie kilkunastu sekund i zrzucia poke licie. Powy Jack zaspi si i usiad pod drzewem. Wtedy ze sztucznego lasu wyszed stary czowiek.

- Crka moja dopiero co skonaa - rzek. - Ale przyjd i po na niej swoj rk, a wstanie. - Czy wierzysz? - Owszem, Panie. - Tedy przyjd i oywi j. Uczniowie Powego Jacka - oswojeni ju z nadprzyrodzonymi zdolnociami mistrza po emocjach wywoanych poprzednimi cudami mieli prawo przegapi jego ostatni numer. Dwaj tylko zainteresowali si losem figowego drzewa. - Zaprawd powiadam wam - rzek nauczyciel do ciekawych. (Stary czowiek prowadzi nas wanie w gb placu, na ktrym wrd sztucznych pinii i palm koczowaa wielka horda bezdomnych manekinw). - Gdybycie mieli wiar, uczynilibycie nie tylko to, co si stao z bezuytecznym drzewem, ale rozkazujc tej grze, aby si podniosa i runa do jeziora, zobaczylibycie jej natychmiastowy upadek. Dziewczyna bya prawdziwa. Miaa sinobia cer i wygld rzeczywistego trupa. Gdy stary czowiek wprowadzi nas do zatoczonej manekinami chaty, gdzie leaa zmara, Powy Jack pochyli si nad ni i rzek: - Ustpcie, albowiem ona nie umara, tylko pi. Wy jej teraz nie jestecie potrzebni. Niechaj we nie spoczywa do nowego poranka i duej, a nastanie biay dzie. Ojciec dziewczyny wpatrywa si w podog skamieniaym wzrokiem. Powy Jack odgadujc jego myli - raz jeszcze wskaza sztywne ciao. - O mu maowierny! Nakryj upion, bo idzie chodna noc. W izbie zapanowaa doskonaa cisza. Widzc, e Powy Jack sam szuka koca, niektrzy z obecnych namiewali si z niego po ktach. W zgieku zmara otworzya oczy. Twarz jej zarumienia si. Wstaa nago i - jakby bya sama w zatoczonej izbie - zaoya koszul, po czym wysza z chaty i znikna w lesie. Po raz drugi zobaczyem j w nocy, gdy staa na play wpatrzona w szerok wstg wiate Kroywenu, ktra rozcinaa przeciwlegy brzeg. Tego wieczoru, wkrtce po zmartwychwstaniu prawdziwej dziewczyny, w obozie manekinw zdarzy si jeszcze jeden rzeczywisty cud. Poprzedzi go wypadek bez wikszego znaczenia. Do otoczonego tumem wczgw Powego Jacka przecisn si sztuczny kaleka. Mwiono o nim, e rka uscha mu w momencie, gdy chcia uderzy swoj matk. W istocie manekin nie wada praw protez od czasu zejcia z tamy montaowej. Zosta odlany w nieszczelnej formie. Gorca masa plastyczna wycieka spod prasy toczcej i przytwierdzia jego rami do korpusu.

Powy Jack mocowa si przez kilka minut, zanim wydar pat sztucznego tworzywa czcy rk z bokiem pozornego inwalidy. - Wycignij sw rk i wadaj ni swobodnie, gdy teraz jest zdrowa tak samo jak druga - rzek. Po tych sowach nastpi w niezwyky wypadek. Wywar on na mnie bardzo silne wraenie, poniewa okazao si, e dla mistrza nie ma adnej rnicy midzy cudem prawdziwym a faszywym i e to, co ja - lepy z wyszego punktu widzenia - braem za rzeczywisty cud, Reyserowi wiata przyszo z wiksz atwoci ni pozorowanie nadprzyrodzonej dziaalnoci. W toku podnieconych manekinw zwrciem uwag na yw kobiet, ktrej twarz i rce pokrywa autentyczny trd. Klczaa za plecami mistrza i dotkna krawdzi jego worka w chwili, gdy Powy Jack uzdrawia rzekomego inwalid. Widziaem j z odlegoci jednego metra, wic nie mogem ulec jakiemu zudzeniu: potwornie znieksztacone donie trdowatej odzyskay wszystkie palce i pokryy si now skr. Gbokie rany na jej twarzy zastpia nieskazitelnie gadka cera. Po kilkunastu sekundach dawne monstrum tratowane nogami sztucznych ludzi przemienio si w zdrow i pikn kobiet. Ale w zamcie nikt prawie jej nie zauway. Wszyscy poszli na pla za uzdrowionym manekinem, a ona pozostaa na klczkach samotnie. Poniewa mistrz rwnie ani razu nie odwrci si do niej, przyszo mi do gowy, e kobieta zostaa oczyszczona niezalenie od woli nauczyciela i nawet bez jego wiedzy. Ledwie to sobie uwiadomiem, gdy Powy Jack rzuci mi bystre spojrzenie (pierwsze od chwili opuszczenia odzi). - Zaiste powiadam ci - rzek wskazujc poza siebie znaczco - takiej wiary, jak okazaa ta kobieta, nie znalazem jeszcze w Kroywenie. Miaem wraenie, e on ledzi moje myli. Wic ta kobieta i ja (razem z innymi prawdziwymi rzekomo - ludmi) dla Reysera wiata bylimy manekinami wyszego rzdu, ktre on mg uzdrawia z tak atwoci, jak kady z nas potrafiby oczyszcza skr, otwiera usta i oczy, przetyka uszy oraz nakada peruki i zdejmowa wizy bezradnym plastykowym atrapom. Zasiad porodku zgromadzonego ludu. Przypatrywaem si mu z najwiksz uwag, nie znajdujc na jego ciele adnego niezwykego znaku. Mia wygld zwyczajnego prawdziwego czowieka. Ale manekiny te nie umiay odrni ludzi ywych od plastykowych. Porwnanie to przynosio pewno, e ze swego poziomu nigdy nie zobacz Powego Jacka w jego rzeczywistej postaci.

Gdy soce zaszo poza imitacje murw pnocnego Uggioforte, nauczyciel wszed do odzi, odpyn od brzegu i z miejsca, gdzie mg by przez wszystkich widziany, zwrci si do suchaczy stojcych na play: - Krlestwo ekranu podobne jest do roli, na ktrej gospodarz rozsia dobre nasienie. Lecz przyszed nieprzyjaciel jego i posia chwasty midzy ziarnami pszenicy. A gdy zakiekowaa pszenica, pokazay si i chwasty. Wic powiedzieli sudzy do gospodarza: Chcesz, to wyplenimy je. Odpar: Nie! Bycie czasem zbierajc chwasty nie wykorzenili razem z nimi pszenicy. Dopucie obojgu spoem r a do niwa, a wtedy rzekn ecom: Oddzielcie chwasty od pszenicy. Ziarno przeniecie do gumna mojego, a chwasty wrzucie w ognisty piec. Tak bdzie przy dokonaniu wiata tego. Pole Twrca Anioy, ktre wycz ze z porodku dobrego. Kaza jeszcze wiele w innych podobiestwach, a gdy dokoczy tych mw i wysiad z odzi na brzeg, przystpili do uczniowie jego. - Czemu w podobiestwach im mwisz? Odpowiedzia: - Wam dano widzie tajemnic krlestwa niebieskiego, ale onym nie dano. Dlatego mwi im w podobiestwach, i patrzc nie widz. I cho pilnie suchaj, przecie nie sysz. Bowiem peni si w nich proroctwo, ktre mwi: Patrze bdziecie, ale nie ujrzycie. Kto moe, niechaj to zrozumie. A kiedy zapady ciemnoci, po raz wtry przystpili do niego uczniowie mwic: - Puste jest to miejsce, a i czas ju przemin. Rozpu tedy lud, aby odszed do Parayo lub do Lesaioli i kupi sobie ywnoci. Lecz on rzek: - Dajcie wy im co je. Odparli: - Mamy tylko pi chlebw i dwie ryby. - Przyniecie! I rozkazawszy ludowi, by usiad na trawie, ama chleby i ryby i dawa uczniom, a oni ludowi. Tak nasycili si wszyscy i zostao jeszcze. Zapony ogniska. Powy Jack da kademu wedug jego potrzeby. Siedziaem blisko niego i widziaem, jak dzieli ryby i chleb. Z przyniesionych wzorw - jak z matryc - ciga bez koca cienkie plastykowe powoki. Bochenki byy puste w rodku, a ryby przypominay zabawki ze sztucznego tworzywa puszczane na wod przez dzieci. Rzesza manekinw otrzymaa wielk liczb atrap powielonych w zagadkowy sposb i kady ze sztucznych ludzi mg podnie do gumowych ust swoj imitacj chleba i ryby.

Wycignem rk. - Daj mi je. Pooy mi na doni kolejne powoki cignite z jednolitych wzorcw. Ju chciaem go spyta, czy nie ma dla mnie czego jadalnego, gdy poczuem ciar, ciepo i zapach wieego chleba oraz wo prawdziwej ryby, ktra po zamaniu parowaa jeszcze, jakby j wyj prosto z wdzarni. Mogem je, ale nie czuem godu, tylko strach. Odszedem na drugi koniec obozu.

Pomie owietla skulone wok ogniska sztuczne postacie, ktre rzucay nieruchome cienie na najblisze dekoracje. Zastanawiaem si, czy gwiazdy s kroplami srebrnej farby, czy dziurkami w ciemnogranatowej kopule nieba. W tej czci obozu, gdzie spdzaem noc, Scenograf rozstawi wielkie plastykowe kaktusy. Ich spltane rozgazienia i pkate bulwy po wrzuceniu do ognia paliy si jasnym pomieniem, ale wydzielay przy tym duszny, gryzcy dym. Atak kaszlu zwrci na mnie uwag manekinw. Po komentarzu na temat zimna wiosennej nocy dostaem od nich kawa ceraty imitujcej koc. By nie sprawi przykroci ofiarodawcom, nacignem na siebie t pacht i przez jaki czas markowaem sen. Miaem wraenie, e le pomidzy gramofonami, na ktrych obracay si same pknite pyty. Znajdowaem si w grupie zoonej z ruchomych i gadajcych kukie. Ssiednie ognisko otaczay sztywne postacie rozlokowane w bezpiecznej odlegoci od aru spalanych dekoracji. Drczony monotonnym gwarem niby - rozmw, pozorowanych zdaniami zoonymi ze sw wypowiadanych w przypadkowej kolejnoci, wstaem i przeniosem si do drugiego ogniska. Usiadem obok plastykowej kobiety. Wspieraa gow na kolanach podcignitych pod brod. Udawaa, e grzeje nogi w cieple poncego kaktusa. Nie wiedziaem, przed kim graa rol zmarznitej atrapy, bo wszyscy jej towarzysze byli figurami czwartorzdnymi (jeli do tej grupy zaliczy gipsowe odlewy), ona za - jako posta swobodna - naleaa do statystw drugoplanowych, wiec miaa nad nimi przewag dwch stopni. W kadym razie bya zbudowana proporcjonalnie i nawet twarz jej w pmroku wygldaa jak ywa. - Moe ma pan papierosy? - Mam. Wsunem kartonow rurk midzy jej liskie gumowe wargi, a sam zapaliem papierosa z paczki zakupionej rano. Zerknem na jej nogi. Naraz co nienaturalnego pojawio si w moich mylach. Ju w tym fakcie, e atrap papierosa podaem sztucznej kobiecie

bezporednio do ust, zamiast poczstowa j z paczki, bya jaka nie zamierzona poufao. Jak ona zrozumiaa ten gest, dowiedziaem si pniej. Patrzyem na wiata przeciwlegego brzegu. - Jestem sama - powiedziaa moja ssiadka. - Ja te - skamaem czym prdzej. Gwiazdy przeglday si w szybie jeziora. Z drugiej strony, spoza rozstawionych na grze dekoracji, wyjrzaa tarcza ksiyca. - Zmarzam. - Mam koc. - Nie. - Co nie? - To nie jest koc. - A co? - Kodra. Zwinem rozpostart cerat. - Kodra czy koc, mniejsza o to. Przecie siedzimy koo ogniska - zauwayem naiwnie. - Jednak jest mi zimno. Czy nie rozumie pan takiej prostej rzeczy? Owszem, rozumiaem, ale byem niemiaym bandyt. Podniosa moj rk i pooya j na swoim kolanie. - Prosz, niech pan sam sprawdzi, jaka jestem lodowata. Nie musiaem jej dotyka, aby wyobrazi sobie wraenie kontaktu ywego ciaa z gum i plastykiem. Lecz kiedy przesunem rk po jej udzie, przekonaem si, e byo ogrzane przy ognisku. W cieple plastyk nabra mikkoci. Sztuczna kobieta miaa na sobie lekk sukienk i majtki. Bawia si ze mn swobodnie. Usiada tak jako dziwnie. Nie rozumiaem, co ona sama moga zyska w zamian za ofiarowan mi namiastk mioci. Jednak w miar jak prowadzia moj do coraz dalej i coraz wolniej, czuem fizyczne podniecenie rosnce razem ze sprzeciwem psychicznym, ktry wskazywa mi kierunek ostatecznego upadku, a w kocu - po minucie strasznego wahania - sia odpychajca zawrcia w przeciwn stron i pocigna mnie tam.

15

By czwartek, kiedy otworzyem oczy. Zmruyem je zaraz w blasku biaego dnia. Soce wisiao nisko nad Uza Ne Juto, skd gorcy wiatr pdzi rzadkie pierzaste chmury. Owady brzczay w nagrzanym powietrzu, ktre wypeniaa wo sztucznego tworzywa. Plastykowej kobiety nie znalazem koo siebie. Leaem sam pomidzy pkatymi kaktusami, przy stosie szarego popiou, gdzie dogasao nocne ognisko. Las szumia papierowymi limi. Czasami spoza pustych pni wyglday maski manekinw wasajcych si po zboczu. Stado podrobionych wielbdw pdzone przez sztucznego pastucha przeszo piaszczyst drog. Jedynie gipsowe figury Cyganw, rozstawione dookoa polowej kuchni i przy makiecie rodzinnego wozu, wci tkwiy nieruchomo na swoich miejscach. Dlaczego wiksz cz planu zdjciowego pokryway dekoracje? Kiedy po raz pierwszy zetknem si z nimi, pomylaem, e przy ich montau Scenograf kierowa si tylko potrzeb oszczdnoci. Wkrtce jednak wyjanienie to przestao mi wystarcza. Wprawdzie wznoszenie rzeczywistych domw na dalekim marginesie sceny, wic tam, gdzie wystarczay proste makiety eksponowanych cian, nie miaoby adnego sensu, jednak zamiast fabrykowa ruchome i gadajce manekiny oraz sztuczne roliny i zwierzta, czy nie atwiej byoby posadzi na planie zdjciowym wycznie autentyczne drzewa i wprowadzi do akcji samych ywych ludzi, obsadzajc nimi wszystkie stanowiska, choby scenariusz przewidywa, e wikszo stworzonych postaci ma odegra w filmie tylko role czwartorzdnych statystw? Po ujawnieniu zdolnoci twrczych Powego Jacka ostatecznie przestaem si orientowa, co sprawiao wiksz trudno producentom nadrzdnego widowiska: konstruowanie postaci ywych czy ich imitacji. Moe jedno i drugie przychodzio im z jednakow atwoci. W kadym razie oszczdno - w jakimkolwiek sensie - nie miaa tu adnego znaczenia. Lecz aby zrozumie myl zawart w efekcie pracy Scenografa Kroywenu, trzeba byo najpierw zauway, i obiektywne spojrzenie na wiat nie ma adnej wartoci z punktu widzenia sztuki, gdy kada twrczo artystyczna polega wanie na subiektywnym wyborze. Ponadto odbiorcy nigdy nie interesuje znana mu rzeczywisto - lecz wycznie jej dopenienie. Autor przemilcza lub zbywa pswkami nieistotne dla danego utworu fakty, wygasza zbdne wiata i wycisza niewane gosy, upraszcza marginesowe byty, oddala, zaciera lub przysania drugorzdne ksztaty i struktury po to, by dziaajc te w przeciwn stron - przez stopniowe

pogbianie ostroci na drodze do wybranego celu - skupi uwag odbiorcy na okrelonej sprawie. Jakiej sprawy broni Powy Jack w reyserowanym przez siebie filmie - nie wiedziaem jeszcze. Nie potrafiem przenikn jego myli, poniewa w mojej obecnoci zwraca si tylko do statystw, w najlepszym razie pierwszoplanowych, do jakich zaliczaem siebie. Czy aktorom pozostawia woln rk, by szli za wskazwkami wewntrznego gosu wyraajcego Wol Scenariusza, czy rwnie naucza ich gestem i sowem - nie miaem pojcia. Ale miaem pewno, e w widowisku, ktre dla nas wszystkich - zgromadzonych na zdjciowym planie wiata - byo jedyn realn rzeczywistoci, ja sam nie odgrywaem adnej istotnej roli. Bo jak satysfakcj mogem czerpa z aosnego faktu, e w kolejce do wiecznego ycia staem przed synnym (pono) profesorem uniwersytetu, ktry okaza si ledwie trzeciorzdnym statyst, jeli rwnoczenie kreowaem rol mniej wan od skromnej pisuardessy? Rankami szczeglnie dotkliwie dawaa mi si we znaki samotno. Tego przedpoudnia, jak bezpaski pies za napotkanym wozem, wlokem si leniwie w tumie manekinw prowadzonych przez Powego Jacka. Mylaem o kobietach poznanych w yciu: nie wiodo mi si z nimi, bo Linda ju dawniej pewnie puszczaa si przy kadej okazji, nocna znajoma bya sztuczna, a Muriel - nieosigalna.

Zanim Powy Jack pocign za sob rzesz gromadzcych si w obozie sztucznych ludzi, leaem jeszcze przez jaki czas przy wozie Cyganw. Nauczyciela zasaniay mi kaktusy, za ktrymi od rana dwicza jego melodyjny gos: - I powiadam wam, i ktokolwiek opuciby swoj on i inn poj - cudzooy. - Jeli tak wyglda sprawa ma i ony, ten gupi, kto si eni chce - zauway jaki gos. - Dotyczy to tych, ktrym wskazano gosem sumienia, by dotrzymali wiernoci. Dlatego powiadam wam: wszelki grzech czowiekowi odpuszczony bdzie, tylko blunierstwo przeciwko Duchowi Scenariusza nie bdzie darowane. Wyjrzaem na pla. Do mistrza podszed ucze i po duszej chwili wahania zapyta go: - Kto jest najwikszy w krlestwie ekranu? Powy Jack wskaza na plastykowe dzieci, ktre pozoroway zabaw w piasku, po czym zwrci si do swoich uczniw: - Jeeli nie upodobnicie si do tych dzieci, nie wejdziecie do krlestwa. Bo kto si uniy jako one, ten ci jest najwikszy na ekranie wiata.

Na drodze pojawi si osobowy samochd. Cign za sob wielki obok biaego pyu, a zatrzyma si przy gromadzie suchaczy. W wozie siedziay trzy porzdnie ubrane manekiny. Czwarty, zmontowany za kierownic, mia na sobie papierowy uniform szofera. Powy Jack rzuci im przelotne spojrzenie i zaraz nachmurzy si, lecz wrci do przerwanego wtku: - Zaprawd tedy powiadam ci: Lepiej jest tobie wej do ywota maym, chromym lub uomnym, anieli dwie rce i nogi majc, by odtrconym. Patrzcie pilnie, abycie nie gardzili adnym z tych maluczkich. Albowiem gdzie s dwaj albo trzej zgromadzeni w imi moje, tamem jest w porodku nich. Dwa manekiny wysiady z samochodu i podeszy do Powego Jacka. - Gdzie s dwaj albo trzej, tam moesz trbi swoje, ale nie ogupiaj caego tumu - rzek jeden z nich. - Panie magistrze, czy ja mam dobr wizj? - spyta drugi. Zdj druciane okulary i uda, e przeciera nieobecne szkieka. - Jak to! Wic ten osobnik nie siedzi jeszcze? - Zapewniam pana, szanowny rektorze, e wkrtce go posadzimy - odpowiedzia pierwszy typ. Faszywy rektor odziany by w tog wytwornie uoon i bogato nakropion rnego rodzaju wiecidekami. Namiastki gwnych odznacze zgromadzi na szerokiej wstdze pod zotym napisem Moja Magnificencja". Przy okazaym wdzianku rektora szary worek Powego Jacka wyglda bardzo aonie. Z tumu wysza prawdziwa dziewczyna, ktrej poprzedniego dnia mistrz przywrci ycie. - To jest nasz Reyser - przedstawia Powego Jacka uroczystym tonem, jakby chciaa podkreli, e przybysze maj tu pewnie kogo innego na myli. - Taki on Reyser, jak ja dziewica - rozemia si podrobiony magister. - Zapytaj go o co - poleci rektor. - A co wasz magnificencj rozerwaoby nieco? - Moe legenda o pocztku wiata? - Su uprzejmie... - Ale niech wie, e wysucham go wycznie z obowizku uczestniczenia w kulturze narodowej. Gadek ludowych lubi sucha po kadej intelektualnej uczcie, jak przeywam liczc grzbiety opasych tomw zgromadzone w mojej bibliotece, poniewa dopiero wtedy ogrom utrwalonej na papierze myli w zestawieniu z tymi poczciwymi bajaniami daje mi waciwe pojcie o rnicy midzy tytanem a baranem.

- Ja te mam sabo do tych rzewnych gadek. - Wic na co czekamy? Magister zwrci si do Powego Jacka: - Jego magnificencja nie ma zaszczytu sam ciebie zapyta, czy twierdzisz, e wszystko, co dzi na planie stoi i co si na nim - jak mwisz - rucha, Pan twj stworzy w czasie zaledwie jednego tygodnia? Pytanie pozostao bez odpowiedzi. Rektor (wiedziaem co o nim z notatek zamieszczonych w prasie) pozowa na osobisto, ktra kad chwil woln od celebrowania naukowych uroczystoci powiciaby chtnie samej nauce. Nie mia on jednak czasu na samodzieln prac. Nawet napis Teoryja tytumajcw wyszych, a praktyczna sztuka dwigania tyche" (umieszczony na grzbiecie cegy zoonej godnie w Sanktuarium Dzie Staych) musia wyry pod wasnym nazwiskiem spracowan protez swego kolegi. - Panie rektorze! - odezwa si z samochodu trzeci elegancko ubrany manekin. - Sucham. - Prosz do rodka na ma pogawdk. Kuky uczonych wsiady do wozu. W czasie niezgrabnie przeprowadzonego manewru zawracania szofer zjecha z drogi i zatrzyma si pod kaktusami, poza ktrymi znajdowao si moje legowisko. Przez otwarte okienko usyszaem ciszony gos trzeciego manekina: - Przykro mi, ale ja pana przestaem rozumie. - Tam do licha! Czy przez waciwe nam roztargnienie zwrciem si moe do tych pastuchw w jakim obcym jzyku? - Nie. Mwi pan naszym jzykiem. - Wic nie do jasno wypowiedziaem si za racjonalizmem? - Zdumiewa mnie pan swoj lekkomylnoci. Szydzc otwarcie z nauki tego czowieka w tak licznym gronie suchaczy, zamiast pokona go, zjedna mu pan tylko nowych zwolennikw. Trzeba nam najpierw pozyska stado i przeciwstawi je pasterzowi, aby odda go w rce prokuratora bez adnego ryzyka. Obrana przez was linia postpowania prowadzi do niebezpiecznych rozruchw. - Ale kochany dziekanie! Czsto okazuje pan trwog na widok nawiedzonego proroka? - Wybaczy pan, lecz ja nie znajduj folkloru w malowanej przez niego szalonej wizji wiata. To skandal, eby analfabeta, osobnik bez elementarnego wyksztacenia, jaki zarozumiay bazen chodzi po caym Kroywenie i bezkarnie buntowa nam mieszkacw miasta. Adolf?

- Sucham posusznie - odpowiedzia szofer. - Zakopae si w piasku? - Ju ruszam. - Wjed na drog i jeszcze raz zatrzymaj si przy proroku. Poka panom, jak naley osabia wiar fanatykw. - W tej sprawie dzi jeszcze zwoam zebranie czonkw naszego prezydium zdecydowa rektor. Samochd stan przy Powym Jacku. - Mistrzu! - Dziekan wyjrza przez okienko. - Jeeli jeste nadprzyrodzon postaci, Synem Widza ywego, ktry ci posa na plan, aby tutaj naucza, jak gra i jak zasuy sobie na wieczne ycie, przekonaj wszystkich o tym, e jeste mesjaszem, uczy jaki cud w naszej obecnoci. Na play zapanowaa gboka cisza. Nauczyciel wolno obrci gow do faszywych kapanw myli. Wam nie oka znamienia. - Bo nie potrafisz! - Syszelicie? Kamie odrzucony przez budowniczych sta si gow wgieln. A kto by pad na ten kamie - roztrci si, a na kogo by on upad - zetrze go! - Czy to samo powiesz gubernatorowi Kroywenu, gdy przyjdzie pora pacenia podatku? Jak mylisz, godzi si dawa wadzom czynsz czy nie? - Czemu mnie wci kusicie, obudnicy? Pokacie mi monet, to wam powiem. Gdy podali mu grosz, zapyta: - Czyje to obraz i napis? - Gubernatora. - Oddajcie tedy gubernatorowi, co do niego naley, a Widzowi, co Jego jest. lepi wodzowie, ktrzy przecedzacie komara, a wielbda poykacie! W gromadzie odezwa si grony szmer. Samochd przejecha wolno midzy stoczonymi na drodze manekinami. Kiedy znikn za parawanem sztucznych palm, do Powego Jacka podszed jeden z jego uczniw i zapyta: - Wiesz, e uczeni w pimie usyszawszy t mow zgorszyli si? A on rzek: - Wszelki rodzaj, ktrego nie szczepi Ojciec mj niebieski, wykorzeniony bdzie. lepi niewidomych prowadz w d. Zaniechajcie ich, bo powiadam wam, i z kadego sowa prnego, wypowiedzianego na planie, zdacie spraw w sdny dzie.

Przed poudniem Powy Jack zaprowadzi swj lud w inne strony. Przez kilka godzin towarzyszyem mu w obchodzie zdjciowego planu. Najpierw, omijajc Parayo, poszlimy brzegiem Vota Nufo na plae zajmowane przez bogatych mieszkacw Aiwa Paz. Za wylotem mostu przy Trzydziestej Ulicy, gdzie znowu otoczyy nas dekoracje, minlimy makiet luksusowego campingu, w ktrym sztuczna suba ubrana w papierowe liberie krcia si wok modego pana. Modzieniec w mia ciao wykonane z najlepszego gatunku tworzywa sztucznego i - co okazao si wkrtce - trzyma w rku trzeci cz akcji wszystkich przedsibiorstw zlokalizowanych na Dolnym Riwazolu (gdzie stay same dekoracje) oraz by wacicielem omiu bardzo drogich hoteli wypoczynkowych, ktrych malownicze, wyniose tarcze wysuway si na czoo sztucznego Aiwa Paz. Kiedy kolumna statystw tratowaa zielone wiry imitujce traw przed jego campingiem, modzieniec zawoa do Powego Jacka: - Nauczycielu dobry! Co mam czyni, aby dosta si do nieba i y w nim wiecznie? Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Widz, bowiem od jego aski zaley wszystko. A jeli sam nie wiesz, co czyni, lecz chcesz wej do ywota, przestrzegaj przykaza. - Jakich? - Nie zabijaj i nie kradnij. Nie mw faszywego wiadectwa przeciw bliniemu swemu i miuj kadego, jak siebie samego. - Przykazania te szanowaem od wczesnej modoci, wic czego mi brakuje? - Jeli chcesz by doskonaym, id, sprzedaj swoje majtnoci, rozdaj pienidze ubogim i przyszedszy na pierwszy plan, naladuj mnie. Porzu wszystko, co tu masz, dla skarbu w niebie. Po wysuchaniu tej dobrej rady modzieniec bardzo si zasmuci. Ciko mu byo wsta z fotela, w ktrego siedzeniu ukry wszystkie papiery wartociowe pozorujce jego znaczny majtek. - Zaprawd powiadam wam - rzek mistrz do statystw - i z trudnoci ten wejdzie do krlestwa. A gdy wprowadzi swych uczniw w gb Aiwa Paz, gdzie namalowane na ptnach tandetne obrazy kosztownych domw imitoway wille arystokracji miejskiej, zatrzyma si przy makiecie okazaej siedziby i doda: - Bo na tym planie atwiej wielbdowi przez ucho igielne przej, ni bogatemu pozyska ask Widza. Tedy wielu pierwszych bdzie ostatnimi, za ostatnich pierwszymi. A z

mnstwa wezwanych niewielu wybranych spodoba si Panu i przed innymi wejdzie do krlestwa.

I stao si, e gdy Powy Jack chodzi po dzielnicy pozornego dostatku, podszed do jaki plastykowy suga. - Pan mj siedzi nad pust butelk i wielce si trapi - rzek. - Lecz jeli moesz, wstp do naszego domu, po sw rk na wszystkich kieliszkach i z prnego napenij je. Nauczyciel nie zgromi zuchwaego szydercy. - Chc - powiedzia. - Przyjd i pociesz go. Lecz kiedy wszed do makiety domu ponurego pana i usiad za stoem w towarzystwie swoich uczniw i kilku kapanw, przez drugie drzwi do izby wtoczya si zgraja ciemnych typw z nieuchwytnym gangsterem Dawidem Martinezem na czele. Wszyscy zaraz wycignli rce z pustymi szklankami, za Powy Jack uj w do butelk po whisky i uwanie przechyli j nad kadym naczyniem. Wikszo szklanek nadal pozostaa pusta - sobie tylko i mnie oraz kilku ywym uczniom nauczyciel nala z pustej butelki prawdziwego alkoholu. Sztuczni opilcy chwalili mistrza, a on kaza im w podobiestwach, dolewa i sam zaglda do szklanki. W tym czasie szpiegujcy go kapani szemrali midzy sob po ktach: - Czy to nie Carlos Ontena tam siedzi? - To on. - A ten drugi, w czarnym sombrero na gowie? czy nie nazywaj go Dawidem Martinezem? - Tak go woaj. - Wic z bandytami pije nauczyciel ich! Powy Jack zaraz uciszy te gadki: - Zdrowi nie potrzebuj lekarza, ale ci, co si le maj - rzek. Po tej uwadze Powy Jack opuci dom Martineza. Pocign wszystkich z powrotem do Parayo, gdzie by jego rodzinny dom. Ale tam - w oczach bliskich ssiadw, ktrzy znali go od wczesnego dziecistwa - nie uzyska uznania ani szacunku. Na jego widok ludzie wzruszali ramionami i szeptali midzy sob: - Czy to nie jest syn owego cieli, co ma warsztat za piekarni? Przecie ten chopak wychowywa si na ulicy razem z naszymi synami i crkami. Obserwowalimy go przez cae ycie i wiemy o nim zbyt wiele, by sdzi, e przers nas. W Parayo Powy Jack nie dokona cudu. Rozpuci lud i wyszed z osiedla. Na polu zatrzyma uczniw, jakby si gotowa do duszego kazania. Ale umiechn si tylko, machn rk i zgarn ni z ust dugie wosy, by rzec:

- Nikt nie jest prorokiem w swym domu ani w rodzinnym kraju.

16

W upalnej porze growania soca na szlaku z Parayo do brzegu Vota Nufo mistrz zszed z rozpalonej drogi i siadajc w cieniu prawdziwych drzew, gdzie te spoczli jego najpilniejsi uczniowie i suchacze, powiedzia cicho, jakby do samego siebie: - Przyszedem, ale nie poznali mnie - po czym gono zapyta: - Za kogo mnie ludzie bior? - Jedni widz w tobie proroka - rzek kto - a inni oszusta. - A dla was kim jestem? Odpowiedzia mu miay gos: - Ty jest Reyser wiata, on syn Widza ywego. - Bogosawiony, uczniu mj, za te sowa, bowiem tego ciao ani krew nie objawiy tobie, tylko mj Ojciec, ktry spoglda na ekran wiata. Po tej pochwale Powy Jack przykaza uczniom, aby nikomu nie mwili, i on jest Reyserem ziemskiego widowiska. Przepowiedzia im te, e Reyser zostanie wydany statystom, gdy musi umrze, ale trzeciego dnia zmartwychwstanie i zamieszka z nimi przez wszystkie dni a do skoczenia wiata. Jak kada posta, ktrej gr wieczy szyderstwo pozornej klski, on rwnie pozna gorycz poraki i przeyje mk mierci, by dusza powstajcego na planie dziea zapanowaa nad jego uomnym ciaem. - Dlatego - podj po chwili namysu - jeli kto chce i moim ladem, niechaj si zaprze siebie samego. C bowiem pomoe czowiekowi, choby i cay wiat pozyska, jeeli zgubi dusz i wstanie pusty na dzie Montau Ostatecznego. Lecz kto by straci sw dusz dla mnie, znajdzie j w sobie i na ekranie w oczach sprawiedliwego Widza. Wkrtce po poudniu Powy Jack poegna uczniw i odszed. Przedtem zapowiedzia, e bdzie na nich czeka o zachodzie soca na wierzchoku gry pod Pial Edin.

Kiedy ostatni suchacze zeszli w d do mostu przy Dwudziestej Ulicy, zostaem sam pod drzewem na zboczu wzniesienia, skd roztacza si rozlegy widok na przeciwlegy brzeg jeziora. Patrzyem ponad rzeczywist wod w stalow dal Uggioforte pocit kolumnami prawdziwych drapaczy chmur. Wieowce centrum Kroywenu stay w penym blasku soca i pod czystym bkitem nieba, za nad reszt zachodniego horyzontu wisiay w kilku warstwach biae skbione oboki i czarne chmury. Wkrtce w granatowej zasonie utkwiy wierzchoki wszystkich gmachw nalecych do autentycznego rdmiecia.

Cay ten podniebny las wzniesiono dla kilkorga gwnych bohaterw filmu, ktrzy nie mogli nawet wiedzie o tym, e wszystko tu obraca si wokoo nich i e dla nich zbudowano szeciomilionowe miasto. Nie mogli tego wiedzie, poniewa gdyby znali prawd, przeraeni ni, nie potrafiliby y autentycznie. Ta refleksja - poprzez myl o Muriel - podsuna mi zaraz obraz Lindy, przywracajc w jednej chwili pami wielu spdzonych z ni szczliwych dni. Odczuem gwatown potrzeb spotkania ze swoj dziewczyn oraz lk przed aresztowaniem, ktrego nie doznawaem w obecnoci Powego Jacka. Postanowiem zadzwoni do Lindy z pierwszej napotkanej po drodze budki telefonicznej. W momencie podejmowania tej decyzji usyszaem za sob jaki podejrzany szmer. Wstajc szybko z trawy, uderzyem gow w co twardego, co natychmiast zniko z pola mojego widzenia. Mylaem, e zderzam si z konarem drzewa, ale bya to broda pochylonego nade mn manekina, ktry przewrci si znokautowany silnym ciosem. Sztuczny mczyzna nie dawa znaku ycia. Lea nieruchomo na wznak w trawie stratowanej przez uczniw Powego Jacka. By ubrany w trjbarwny mundur zawodowego szofera jakiej instytucji. Mia roztrzaskan mask twarzy, z czego wynikaoby, e popeniem kolejne nieumylne morderstwo. Widmo Temalu raz jeszcze zajrzao mi w oczy. Rozgldaem si bezradnie, prbujc dociec, dlaczego w pustym lesie jaki kierowany zdalnie pajac stan w milczeniu tu za moimi plecami i precyzyjnie wystawi na rozbicie swoj plastykow gow. Obiegem szybko miejsce nieszczliwego wypadku, aby wytropi wsplnika ewentualnej prowokacji, ale w zarolach nikogo nie znalazem. Przy zwokach mej kolejnej ofiary do tego stopnia zobojtniaem ju na widok pozornej mierci, e mogem trzewo kalkulowa i spokojnie myle o sprawach praktycznych. Poniewa w przebraniu szofera atwiej mgbym ukrywa si przed sztucznymi tropicielami, bez chwili wahania zaoyem na siebie jego marynark i czapk. Zwaszcza gboka czapka, w poczeniu z ciemnymi okularami plastykowego biedaka, zmienia mj wygld tak znacznie, e przynajmniej manekiny, ktre widziay wszystko powierzchownie i nieostro, przygldajc mi si z bliska, nie rozpoznayby w tym stroju ciganego goczymi listami bandyty. U wylotu skalnej drogi na asfaltow szos, skrcajc w stron autobusowego przystanku, usyszaem jaki zirytowany gos: - Gdzie leziesz, ofiaro jedna! Rozejrzaem si wokoo. - Jeszcze si gapisz?

Szosa bya pusta. Znajomy gos dobiega z gstwiny przydronych zaroli, gdzie sta ukryty czerwony samochd. Rozchyliem gazie i wszedem do zamaskowanej kryjwki. W otwartych drzwiach wozu siedzia faszywy rektor. - Nareszcie! - sapn. - Ruszaj prdko, bo mamy bardzo mao czasu. Punktualnie o pierwszej ten bawan siada zawsze do obiadu i przez dwie godziny adna sia nie jest w stanie oderwa go od kotletw i kremw. Na widok rektorskiej togi odjo mi mow. W pierwszym odruchu rzucibym si do ucieczki, ale zaraz pomylaem o jego naturalnej lepocie. By sam. Zorientowaem si, e zostawi gdzie swoich porannych towarzyszy i wrci na wschodni brzeg jeziora drugim samochodem, gdy w pierwszym, ktrym wczeniej zoy wizyt Powemu Jackowi, szofer zmontowany by na stae przy kierownicy. Teraz wiedziaem przynajmniej, czyj czapk nosz na swojej gowie. Biem si z mylami, jak wybrn z tej bd co bd paskudnej sytuacji. - Wal prosto do jego eminencji - rzuci. - Dziekana nie zdymy ju zapa po drodze. Usiadem za kierownic. W kocu mogem przejecha si do rdmiecia i wysi za pierwszym rogiem. - No i co tam? - spyta na mocie. - Leci - odparem niepewnym gosem. - Co leci? - przestraszy si. - Wszystko. Raz lepiej, a drugi gorzej. - Jak ci tam poszo, pytam, baranie jeden! - Niele - lawirowaem dalej. - To znaczy? - przygwodzi mnie. - Przed panem nie bd si skary. Trafiem w pudo. - Pana - podnis gos - to znajdziesz sobie atwo w kadym tanim barze. A ja dla ciebie nie jestem ulicznym panem, tylko... - wskaza na pier. - Wasz magnificencj - dokoczyem. - I zapamitaj to sobie! Mam ja z wami, wrodzonymi kretynami. Adolfa kijem z tamtego wozu nie przepdzi, tak jest mu dobrze za kierownic, a z ciebie batem nie wygoni prostej informacji, czy prorok czyni cuda, chocia p godziny podsuchiwae w krzakach, skd moge dogodnie prowadzi rzetelne naukowe obserwacje. - Przecie cudw nie ma. - Zamilcz, nieszczsny!

Mogaby go zala sztuczna krew, dlatego odetchnem z ulg, gdy szybko wrci do poprzedniej formy: - Ja ju w tym cud prawdziwy widz, e od lat bezkarnie szczytuj na naszym uniwersytecie! Przez ten czas cudem jakim nie zrujnowaem si na proszki od blu gowy, daremnie szukajc odpowiedzi na wzowe pytanie, od kogo przepisuje uczony, ktry myli samodzielnie. Cudw tego rodzaju w moim yciu naliczyby kop, lecz zoliwi utrzymuj, e ja w nie nie wierz. - Nikczemne twierdzenie podwadnych nie daje jeszcze podstawy do skrajnej rozpaczy. Wszak nazwisko waszej magnificencji zapisao si zotymi zgoskami na kartach ksigi traktujcej o systematycznym ukadzie godnoci. Przypomn tu tylko wielk myl wyoon ju na okadce dziea Teoryja tytumajcw wyszych a praktyczna sztuka dwigania tyche". - Cega to jest. - Wszelako w pogoni za t ceg ludzie tratuj si w kolejkach, chocia nakady jej s ogromne. - Poczciwy z ciebie dure, jeli sam nie umiesz dociec przyczyny sztucznie wywoanego zainteresowania moj ksik. Modociani tylko drcz wci ksigarzy pytaniami o ni, bo wcignem im toto na list obowizkowej lektury szkolnej. Nie ja pierwszy groz przed egzaminami czytelnikw sobie namiatam. Ale gdzie ty si waciwie plczesz? Nie znajc celu naszej wyprawy, od kilku minut kryem dookoa ronda przy Osiemnastej Alei. - Kardyna ma swe dobra przy Dziesitej Ulicy ^ podsun mi spokojnie. - Czy nigdy nie bywae ze mn u jego eminencji? - Nigdy. To Adolf wozi wasz magnificencj na ceremonie do dbr jego eminencji. - Zawsze myl mi si wasze poczciwe gby. Dzisiaj ciebie potrzebuj, bo jedziemy z wan misj, ktrej przebieg musi by protokoowany, a Adolfa, jak wiesz, psami z wozu nie wyszczuje, taki ambitny z niego kierowca. Kardyna ucztuje ju pewnie. Ten bawan sowa z nikim nie zamieni, dopki nie waduje sobie do kaduna fury smakoykw zakupionych w poudnie za pienidze rzucone po rannej mszy na tac przez godujcych wiernych. Wyjechaem z ronda i Osiemnast Alej, mijajc szereg wysokich dekoracji, dotarem do Dziesitej Ulicy, gdzie zaparkowaem samochd przed makiet wskazanej przez rektora siedziby. Imitacj paacu kardynaa atwo byo pozna z daleka po nadmiarze koronkowych ozdb, ktre dekorator ochlapa srebrnymi i zotymi farbami. Tandeta zagniedona w kadym kcie tej prowizorki daa mi pojcie o gucie jej gospodarza.

Palony ciekawoci, co te proteza rektora wieckiej uczelni moe mie do namiastki kardynaa Kroywenu, wszedem za rektorem do obszernego puda i w charakterze protokolanta zajem z nim miejsce przy suto zastawionym stole naprzeciwko niemiosiernie grubej kuky kardynaa. Fotel faszywego praata z trudem utrzymywa ciar najistotniejszej - trawiennej czci jego upiornie znieksztaconego tusz ciaa. W opasym brzuchu imitacji tego dostojnika kocielnego musiay pomieci si atrapy wyszukanych potraw toczone do akomych ust drcymi z podniecenia protezami rk, ktrymi kardyna zgarnia z pmiskw wci nowe gry chleba naszego powszedniego". W czasie pierwszej godziny ucztowania rektorowi ani razu nie udao si odwrci uwagi kardynaa od sztucznych da wnoszonych nieustannie do puda sali przez ubranych w papierowe liberie lokajw. Na zaczepki jego pozornej magnificencji jego faszywa eminencja odpowiada wzmoon aktywnoci gastronomiczn. O wp do trzeciej kardyna poda rektorowi rk do ucaowania, co oznaczao, e jego eminencja schodzi ju z nieba na ziemi, aby w czasie luki midzy biesiadami spojrze nieco askawszym okiem na sprawy doczesne. Natychmiast przystpiem do czynnoci protokolarnych. Najpierw strony wymieniy pogldy na caoksztat stosunkw midzy nauk a kocioem i bez dyskusji orzeky zgodnie, i jedna strona ma drug dokadnie tam, gdzie druga pierwsz i gdzie jest ciemniej ni u Murzyna w piwnicy. Lecz - i to lecz" w protokole kazano mi podkreli - w obliczu wsplnego wroga, jakim zarwno dla uczonych w pimie, jak i dla kapanw jest uliczny prorok, strony musz si zjednoczy, by skutecznie oskary Powego Jacka przed generalnym prokuratorem Kroywenu. Nastpnie kardyna wyrazi zadowolenie z powodu nieobecnoci w miecie gubernatora i stwierdzi, i wadza administracyjna, skupiona w rkach prokuratora generalnego, powinna wystarczy do realizacji celu wytyczonego ju dawniej przez duchowiestwo wspomagane dziaalnoci naukowych aktywistw. Ostatnie sowa praata byy ukonem w stron rektora, tote po przyjciu tezy, i zaraonego szalon myl Powego Jacka naley odizolowa od reszty spoeczestwa, gdy przysza pora na wolne wnioski, jego magnificencja - doceniajc ten gest - zgosi projekt, aby rol przewodni w procesie proroka przyjo na siebie duchowiestwo, poniewa przedstawicieli nauki cechuje zwykle lekcewacy stosunek do tych przeciwnikw ideowych, do ktrych koci odnosi si zawsze z waciw sobie nienawici. Zgoszony przez rektora projekt poddano gosowaniu i kardyna przyj go jednomylnie. Jego eminencja zaznaczy przy tym, i wrd uczniw otaczajcych

wywrotowca duchowiestwo ma ju jednego przekupionego czowieka. Wwczas rektor zwrci uwag kardynaa na pewne bardzo powane niebezpieczestwo. - Chodz suchy - rzek - i dwaj uczniowie proroka oraz dwaj inni jego suchacze (spoza dwunastoosobowej grupy najaktywniejszych fanatykw) nosz si z zamiarem napisania Nowego Testamentu. W dokumencie tym naoczni wiadkowie wypadkw maj przekaza przyszym pokoleniom ca prawd o yciu i mierci Reysera wiata. Poniewa koci nie zdoa wytpi wszystkich zwolennikw proroka, naleaoby przynajmniej odszuka czterech przyszych ewangelistw i razem z inspiratorem gronego ruchu wtrci ich do wiezienia. Po wysuchaniu tej uwagi kardyna rozemia si od ucha do ucha. Jego wesoo spowodoway dwie przyczyny i dlatego chichota z podwojon moc. - Po pierwsze - zawoa z oratorsk werw - kto tu mwi o wizieniu? A po drugie, nie ma podstaw do lku przed ewangelistami. - Wic o czym my tu waciwie mwimy, jeli nie o potrzebie natychmiastowego zamknicia tych ludzi? - zaniepokoi .si rektor. - Mwimy o koniecznoci wykonania wyroku mierci na nieprzejednanym wrogu kocioa - wyjani kardyna. - Czy nie wystarczy zada, aby skazano go na doywotnie wizienie? - Nie wystarczy, poniewa spoza wiziennego muru uzurpator mgby dalej rozsiewa swe zatrute ziarno. Jedynie najwyszy wymiar kary moe ujawni cakowit bezsilno rzekomego mesjasza, co skompromituje go w oczach dotychczasowych wyznawcw. - Jednake my nie realizujemy swoich celw metodami typowymi dla duchowiestwa, ktrego miosierdzie, akcentowane w programie, znalazo ju swj wyraz w licznych aktach bestialstwa i krwawego terroru. - Dlatego nie wtrcajcie si do tej sprawy. Koci bierze na siebie odpowiedzialno za oskarenie Powego Jacka. Kardyna nie sprecyzowa bliej, jak odpowiedzialno ma tutaj na myli. Powrci zaraz do tematu przyszych ewangelistw. Zdaniem praata ludzi tych w ogle nie naleao przeladowa, poniewa z ich strony kocioowi nie grozio adne niebezpieczestwo. - Oni was zrujnuj! - prorokowa rektor. - Wstan od tego stou - zaartowa kardyna - jeli uczniowie Powego Jacka wyjm nam z kasy bodaj jednego miedziaka. Ogaszajc drukiem prawd o yciu i nauce Zbawiciela, ewangelici - zamiast nas skompromitowa w oczach wszystkich wiernych, co oczywicie ley

w ich planach - dadz nam takie dochody, jakich nie miaa dotd adna finansowa potga wiata. - Wasza eminencja lekkomylnie patrzy w przyszo. Przecie po uzupenieniu starej Biblii ksigami Nowego Testamentu kady bdzie mia moliwo przeczyta je i doj do wniosku, e wypaczony ceremonialnymi i administracyjnymi narolami zoty gmach kocioa niewiele ma wsplnego z nauk goszon przez Zbawiciela. - Prawie nikt Sam nie przeczyta Ewangelii. - Dlaczego? Przecie kto, kto serio traktuje swoj wiar, ma nie tylko prawo, lecz i obowizek czerpa wiedz bezporednio ze rda stosunkowo najbardziej wiarygodnego, jakim stanie si ogoszona drukiem nauka samego Mistrza. Sdz zatem, e gdy tylko nowa Biblia ukae si w ksigarniach, kady wierny, choby by biedakiem i musia zdj z siebie ostatni koszul, sprzeda j i pobiegnie do... - ...kocioa, aby zoy pienidze na naszej tacy i upa przed nami na kolana, poniewa w wiadomoci wiernego nie Zbawiciel jest Bogiem, lecz sam kocielny gmach dokoczy kardyna pieszczotliwym gosem.

17

Kiedy arcykapan Kroywenu odkrywa kolejne karty przed uczonym w pimie rektorem, wstaem od stou, wyszedem przed makiet siedziby faszywego praata i wsiadem do wozu rektora. W stosunku do protezy uczonego nie miaem adnych skrupuw: postanowiem zabra mu samochd. Pojechaem szybko Dziesit Ulic w kierunku Vota Nufo. Minem szereg sztucznych ogrodw oraz dekoracje ustawione w strefie przejciowej i dopiero w rejonie Szstej Alei, ktr z obu stron otaczay autentyczne domy, zatrzymaem si przy stacji metra, gdzie dostrzegem prawdziwy automat telefoniczny. Zadzwoniem do centrali w Temalu, proszc o poczenie z Lind,. - Tinazana ma urlop - usyszaem w suchawce gos znajomej telefonistki. - Nie ma jej u was? - zdziwiem si i zaraz przypomniaem sobie, e Linda sama mi mwia o tygodniowym zwolnieniu z pracy. Wykrciem numer domowego telefonu Lindy i dugo czekaem, nie majc pewnoci, czy jej aparat jest prawdziwy. Suchawk podnis modszy brat Lindy. Powiedzia, e jego siostra pojechaa w poudnie do Dolly i dotd nie wrcia jeszcze. Wiadomo t przyjem z ulg, poniewa ogarnia mnie coraz wikszy niepokj na myl o naszym rozstaniu i zranionej nodze Lindy. Na szczcie rana nie bya grona, skoro Linda moga zoy wizyt znajomym z Uggioforte. Ale mieszkania Yorenw z pewnoci nie czya ze rdmieciem adna linia telefoniczna. Czuem te lk przed policj drogow i karabinierami. Nie wyobraaem sobie, co poczn, gdyby jaki ywy funkcjonariusz prawa zainteresowa si skradzionym wozem i pod mundurem rektorskiego szofera rozpozna Carlosa Onten. W drodze do Yorenw zatrzymaem si przed barem na rogu Dwudziestej Ulicy, gdzie ju raz suchaem kazania Powego Jacka. Wypiem tam du whisky. Pojechaem dalej Szst Alej, lecz - aby spojrze na dom Lindy - przed kolejn stacj metra skrciem w gb Dwudziestej Dziewitej Ulicy. Opuszczajc obszar zabudowany prawdziwymi wieowcami, poczuem si bezpieczniej. Po stronie dekoracji ruch na chodnikach pozoroway manekiny. Minem dom Lindy, niezdecydowany, czy wej na gr, czy szuka jej u Yorenw, gdy nagle zobaczyem j w grupie sztucznych ludzi. Siedziaa na wysokim stoku w barze u Calpata. Wjechaem wozem na chodnik i zaparkowaem go akurat w tym miejscu, gdzie we wtorek Powy Jack postawi na nogi i uruchomi kuk sparaliowanego ndzarza.

- Ledwie ci poznaam! - zawoaa na mj widok. Sowa te syszaem ju raz w Temalu. Wszedem do baru witany nie tylko zdumionym okrzykiem Lindy, ale te niskim ukonem sztucznego wykidajy i yczliwym zaproszeniem samego Calpata, ktremu w peruce bardziej byo do twarzy. Whisky daa mi o sobie zna w sam por: czuem ju w yach obieg wypitego alkoholu. Podaem Lindzie rk i widzc, e wcale si nie cofa, szybko pocaowaem j w usta. - Co ty masz na sobie? - spytaa niespokojnym gosem. - Kochana - szepnem - strasznie ci przepraszam za ten gupi numer w metrze. - Wanie! - Noga ci nie boli? Wstaa ze stoka. - Dlaczego wczoraj nie wysiade razem ze mn? - Zegarek spad mi z rki na pomocie wagonu, a kiedy wrciem do rodka, dri. - wi zasuny si, zanim zdyem wyskoczy na peron - powiedziaem pynnie. Za to mae, ale ndzne kamstwo miaem do siebie wikszy al ni za wszystkie urojone zbrodnie. Przez t fikcj wioda jednak najkrtsza droga do zgody, bo na opisanie prawdziwej przyczyny, ktra wtedy zatrzymaa mnie w pocigu, musiabym zuy reszt dnia i znowu mwi jej o zdjciowym planie, ryzykujc, e odejdzie, nim dokocz. Ale ona ju od czterech dni widziaa we mnie wariata, gdy tylko chorob umysow moga usprawiedliwi zabjstwa opisywane w gazetach. Czy znalazbym w Kroywe - nie drug kobiet, ktra po tym wszystkim odwayaby si przebywa dalej w moim towarzystwie? Patrzya mi w oczy smutnym, nieruchomym wzrokiem. - Pniej miaem kilka przygd - cignem dalej - a po poudniu zostaem szoferem pewnej naukowej znakomitoci. - Dlatego przez ca dob nie dawae znaku ycia? Odoyem papierosa i przycisnem twarz do jej policzka. Gdy obrcia si powoli do mnie, czujc jej wargi na swoich ustach, postanowiem wycofa si z tamtego kamstwa. Pojechalimy na Czterdziest Ulic i zjedlimy obiad w jednej z szeregu prawdziwych restauracji. Przez dwie godziny opowiadaem Lindzie histori swego pobytu na zdjciowym planie. Lecz aby moga zrozumie, za czym od czterech dni uganiaem si po caym miecie, jak tajemnic chciaem przenikn nawet za cen ycia i dlaczego cigano mnie listami goczymi, musiaem najpierw wprowadzi j w niezwyk atmosfer wielkiej sceny, to znaczy musiaem j przekona, e tak samo jak inni ludzie ona te od dziecka nosi w sobie faszywy

obraz wiata, nie dostrzegajc w nim wielopoziomowego rusztowania planw, aby nastpnie przej do opisu aktorw i statystw oraz gigantycznych dekoracji. Okazywaa dobr wol i nawet z wielkim przejciem ledzia moje argumenty. Musiaem jednak mwi do niej tak, jak gdyby od urodzenia bya lepa. Dlatego niemal cay czas - jak Powy Jack nad Vota Nufo - aby przenikn rozdzielajc nas barier braku komunikatywnoci, sigaem po podobiestwa, gdy odpowiednio dobierane porwnania od niepamitnych czasw daway jedyn moliwo przekazania komu przyblionego obrazu niewidzialnej dla niego strony wiata. U kresu tej teoretycznej mordowni, w najbardziej niespodziewanym momencie, kiedy ju zdawao mi si, e osigam swj cel - Linda rozpakaa si nagle. Ukrya twarz w doniach i przez cinite gardo w odpowiedzi na mj dugi wykad wyszeptaa tylko kilka sw: - Carlos - przekna lin - ja ci wierz. Czy siedziaabym tutaj z tob, gdybym ci nie kochaa? Wierz". Patrzyem w dal Czterdziestej Ulicy na makiety Uggioforte. ciany i szyby wok nas byszczay w czerwieni zachodzcego soca. Po dwch godzinach prnego gadania w ciszy midzy nami pozostao i dwiczao to jedno sowo: wierz". Obracaem je w myli na wszystkie strony, nieufnie, jakbym co takiego sysza po raz pierwszy w yciu. I nagle - ze wzruszeniem, ktre kazao mi zasoni oczy - pojem, e to ja jestem lepy. Wierz! Razem z tym prostym sowem ona dawaa mi wszystko: mio, nadziej i sens, a ja daem od niej rozumienia, wic prbowaem wymusi co, co tu, na planie - w wiecie skbionych pozorw i zudze - nigdy nie miao adnej wartoci. Raz jeszcze wsiadem z Lind do skradzionego wozu. Autostrad przebiegajc wzdu zachodniego brzegu Vota Nufo pojechaem szybko pod Pial Edin. Paski, otoczony ogrodami wierzchoek Sonecznej Gry zanurzy si ju w ciemnoci. O zachodzie soca Powy Jack mia tam zebra swoich uczniw. Chciaem go ostrzec przed skutkami zmowy kapanw z uczonymi w pimie. W drodze przypomniaem sobie sowa mistrza: Dotyczy to tych, ktrym wskazano", wypowiedziane w obozie manekinw, kiedy prorok mwi o wiernoci. Zdawao mi si wtedy, e brzmi to wieloznacznie. A teraz wiedziaem, co mia na myli. Mnie wskazano Linde: lecz uczuciem, a nie stempelkiem odbitym na papierku. - Co sycha u Yorenw - zapytaem Linde, wjedajc znowu w stref przybrzenych dekoracji. - No wiesz, jak to u nich: Tom wywietla slajdy, a Dolly ley na tapczanie i jczy, e chyba jeszcze dzisiaj nie posprzta, cho ten nieustanny baagan dobije j w kocu. Jako sobie

radz. Jednak w ogle to maj ju do tej codziennej monotonii i zbieraj pienidze na wycieczk zagraniczn. - A ty pojechaaby zwiedza obce kraje? - Bardzo chtnie. Ale tylko z tob. Otoczyem j rk i przytuliem do siebie. Pierwszy raz od czterech dni poczuem si szczliwy. - Dzisiaj jest czwartek? - spytaem. Skina gow. Ju miaem powiedzie, e jeeli chce, to jutro pojedziemy razem w daleki wiat, gdzie nikt nie wie o istnieniu Carlosa - zabjcy. Lecz w ostatniej chwili przyszo mi do gowy, eby poczeka do rana z ujawnieniem tego wieego pomysu. - Pamitasz t noc z niedzieli na poniedziaek? - odezwaa si po kilku minutach milczenia. - Mwisz o nocy poprzedzajcej awantur w Temalu? - Tak. - To dziwne, bo wanie wszystko, co si dziao do tamtej nocy, przysania w mojej pamici jaka mga. Przypominam sobie, e chyba do trzeciej nad ranem taczylimy w lokalu Oko Cyklonu". - A potem przeszlimy do bistra na grze, gdzie Powy Jack naucza guchoniemych i hipisw. Mia tam wielu rnych suchaczy. Dyskutowa ze swymi ideowymi przeciwnikami. Za goszone herezje jaki duchowny straszy go ogniem piekielnym, na co prorok owiadczy, e gdyby tylko chcia, zburzyby koci i odbudowaby go w czasie trzech dni. - Tego ju nie pamitam. - Ale nie bye pijany, bo pienidzy starczyo nam tylko na karty wstpu. Po czwartej, kiedy szlimy pieszo do stacji metra, przez ca drog kpie sobie z Powego Jacka, domagajc si, aby zdradzi przed tob, gdzie stoi jego zdjciowa hala, i eby da ci jak kryminaln rol w swym filmie, jeli faktycznie jest Reyserem wiata. Mczye go tym a do Kroywen Centralu. Wiesz, Carlos, ja t noc wspominam dlatego... - Zaraz - przerwaem, zatrzymujc samochd przy ciece, ktra wioda przez sztuczne ogrody w kierunku Sonecznej Gry. - I co on mi wtedy powiedzia? - Powiedzia: Wracaj do Tawedy. Tam znajdziesz swoj rol i mj plan". Zbocze wzniesienia miao agodny stok. Wierzchoek dzielia od autostrady odlego kilkuset metrw. Po drodze Linda zesza ze cieki i usiada na awce pod cian mijanego domu. Zdja but ze skaleczonej stopy. W chwili gdy na ran przyklejaem nowy plaster, usyszelimy gos Powego Jacka:

- Czas mj blisko jest. Gos dobieg przez otwarte okno drewnianego garau, ktry sta nieco niej, naprzeciwko nas, poza rzadkimi zarolami. Zatoczone starymi gratami wntrze owietlaa brudna arwka zawieszona na drucie pod dziurawym dachem. Na zuytych oponach, pustych kanistrach i cegach rozstawionych dookoa zachlapanej smarami skrzyni siedziao razem z prorokiem dwunastu jego apostow. Wszyscy sigali do skrzyni zastawionej potrawami i butelkami z winem. Nauczyciel ubrany by inaczej ni zwykle: rwnie starannie jak jego uczniowie. Mia na sobie nowe spodnie cignite w biodrach szerokim pasem z du srebrn klamr oraz oryginalnie haftowan koszul. Przez duszy czas biesiadnicy jedli w milczeniu, a my - jak zahipnotyzowani przygldalimy si im. Stok gry zalewa nieny blask ksiyca w peni, ktreyo kula wznosia si nad Uza Ne Juto, rozpoczynajc drog po ciemnogranatowej kopule nieba. - Zaprawd powiadam wam, i jeden z was wyda mnie. - Czy to ja? Milcza. - A moe ja? - Ktry macza ze mn rk w misie, ten mnie wyda. - Czybym to ja by, mistrzu? - Ty powiedzia. Patrzyli na niego, za Powy Jack, wziwszy chleb, ama go i roznosi,v a potem wziwszy kielich z winem, podawa im mwic: - Jedzcie i pijcie. Ten chleb to ciao moje, ktre tu za was oddaj, a kielich ten to Nowy Testament we krwi mojej, ktra si za was wylewa. Niechaj ciao i krew mojego dziea pozostan z wami przez wszystkie dni a do skoczenia wiata.

Jeden z uczniw mia gitar i akompaniowa na niej do pieni nuconej przez apostow w drodze na Soneczn Gr. Powy Jack zosta nieco w tyle. Odszedem od Lindy i zbliyem si do nauczyciela. Nie chciaem go nuy adnymi ostrzeeniami, wiedzc, e on sam lepiej ni ktokolwiek zna ca sytuacj. - Mistrzu - powiedziaem ciszonym gosem - jeli moesz, postaw na nogi tego kretyna, ktry rozbi sobie twarz na mojej gowie. - A wierzysz, e mgbym to uczyni? - Jestem o tym przekonany.

- Tedy patrz - wskaza na drugi brzeg jeziora w kierunku Parayo, gdzie w odlegoci szeciu kilometrw lea rozbity szofer. - On tam wstaje. Odszed i doczy do uczniw, a ja poczuem si lekko. Przez kilka minut przyczyn tej lekkoci widziaem w uspokojonym sumieniu, nim wreszcie spostrzegem, e nie mam na sobie marynarki i czapki szofera, ktre po prostu gdzie zniky. Ta noc bya bardzo gorca. Spdzilimy j razem na Sonecznej Grze. Leaem z Lind w sztucznej trawie pod faszywymi oliwkami, koo polany, gdzie w blasku ksiyca Powy Jack odpowiada na pytania uczniw. - Powiedz nam, kiedy to si stanie i jaki bdzie znak dokonania wiata. - Patrzcie, aby was kto nie zwid faszywym proroctwem. Bo wielu ich przyjdzie pod imieniem moim, goszc: Jam jest Reyser wiata". Dokd kazana bdzie ta Ewangelia, sysze bdziecie ze wieci. Ale niebo i ziemia przemin, a sowa moje pozostan jeszcze. Tedy ludzie powstan przeciwko ludziom, poznacie gd i choroby, trzsienia ziemi pustoszy bd domy wasze. Na kocu utrapienia onych dni soce si zami, a ksiyc nie da penej jasnoci. I jako byskawica w ciemnoci od wschodu do zachodu po niebie przeleci, tak wy mnie ujrzycie na obokach Widza ywego, gdy wrc tu z moc i chwa jego. - Kiedy to si stanie? - Zaprawd powiadam wam: Nim ten wiek i ten rodzaj przeminie, ostatecznie dokona si wszystko. Gdy odmadza si ga figowego drzewa i licie wypuszcza, atwo poznajecie, e blisko jest lato. Take wy, kiedy ujrzycie te znaki, pomylicie, e blisko jest, a we drzwiach. Lecz o onym dniu i godzinie nie wie nikt, ani Anioowie niebiescy, ktrzy trb wielkiego gosu zwoaj was na Sd Ostateczny, tylko sam Ojciec mj. Czuwajcie tedy nieustannie, bo nie wiecie, kiedy Pan was zawoa. Otom wam powiedzia.

18

Bya noc kiedy otworzyem oczy. Jasny ksiyc wieci .L O jeszcze poprzez plastykowe licie, a gorcy wiatr nis z Tawedy gosy szczekajcych psw. Linda spaa dalej w moich ramionach. Wstaem ostronie i przechodzc koo jedenastu apostow, ktrzy spali pod oliwkami, skierowaem si na pobliski wierzchoek gry, skd chciaem spojrze w dal ponad Pial Edin w kierunku Tawedy, gdzie sta mj rodzinny dom. Po drodze usyszaem cichy gos Powego Jacka: - Ojcze mj, jeli mona, niech mnie ten kielich minie. Wszake nie jako ja chc, ale jako ty. Mistrz sta na drugiej polanie przy krawdzi blasku i cienia rzucanego na faszyw traw przez kp sztucznych palm. Twarz mia wzniesion ku gwiazdom. Dyskretnie wycofaem si do Lindy i zaraz z drugiej strony usyszaem jaki szept: - Ktrego pocauj, ten ci jest. Imajcie go! Po chwili Powy Jack zszed z gry i wynurzy si z ciemnoci. - Duch jest ochotny, ale ciao mde - powiedzia gono ni to do siebie samego, ni to do picych uczniw. Raz jeszcze spojrza na niebo. - Wstacie! Oto przybliy si ten, ktry mnie wydaje. A gdy on to jeszcze mwi, z gstwiny wyszed jeden z dwunastu, prowadzc wielk zgraj manekinw uzbrojonych w rewolwery i kije. - Bd pozdrowiony, mistrzu - rzek do nauczyciela. I pocaowa go. A Powy Jack spyta: - Przyjacielu, po co przyszede? Wtedy statyci - przystpiwszy do - rzucili si na Reysera wiata i pojmali go. Lecz oto jeden ze zbudzonych uczniw doby n i uderzywszy kardynalskiego pachoka, uci mu ucho. Powy Jack nie pochwali go za to. - Obr n na miejsce jego - powiedzia do swego obrocy i dotknwszy citego ucha, przywrci je pachokowi. - Kto mieczem wojuje, od miecza ginie. Czy mniemasz, e nie mgbym teraz prosi Ojca mego o pomoc Aniow, a stawiby mi wicej ni dwanacie wojsk? Ale jako by wypenio si to wszystko, co i tak sta si musi? Syszc te sowa, wszyscy uczniowie mistrza opucili go i rozbiegli si po ogrodach. Ja te - niewiele mylc - porwaem Linde za rk i wycofaem si dalej w gszcz. Z ukrycia

syszelimy krtkotrwa narad marionetkowych obrocw kocioa. Po uzgodnieniu, e przesuchanie proroka odbdzie si w siedzibie najwyszego kapana, kilkunastu najlepiej uzbrojonych manekinw sprowadzio Powego Jacka w d do autostrady, gdzie czekay samochody, za reszta statystw zesza pnocnym stokiem Sonecznej Gry przez Pial Edin do najbliszej stacji metra. Dopiero gdy zbiegowisko rozproszyo si i gosy ucichy, wyszlimy na polan. Pozostaa tam tylko stratowana trawa, wiato ksiyca i gorcy wiatr, ktry zwia ju gdzie nad Vota Nufo zagadkowe pytanie mistrza: Przyjacielu, po co przyszede?"

P godziny pniej wsiadem z Lind do samochodu rektora. U wylotu cieki na autostrad jaka ywa dziewczyna zapytaa nas, czy nie widzielimy Powego Jacka. Zaprosiem j do samochodu. Pojechalimy na Dziesit Ulic. Na dziedzicu przed siedzib kardynaa sta tum sztucznych ludzi. Widzc go ju z daleka, zostawilimy wz na rogu Szesnastej Alei i przyczylimy si do zbiegowiska. Powy Jack sta w blasku reflektora na podium przed okaza fasad pawilonu z dykty. Obok - na wysokim podecie - zebrali si przedniejsi kapani i uczeni w pimie. Siedzieli sztywno jak mumie. Wszyscy mieli na gowach peruki uszyte ze zwojw rozkrconego sznurka, pergaminowe twarze, gumowe rkawiczki na doniach i szklane oczy. Kardynaa wyniesiono na podest razem z fotelem. Przez duszy czas przesuchiwano wiadkw, ale - co nawet samym oskarycielom musiao rzuca si w oczy - zeznania ich byy sprzeczne. Powy Jack mia krew na ustach. Nie odezwa si ani razu. Od strony ulicy na zbiegowisko patrzya grupa plastykowych karabinierw. Wokoo krcili si uliczni handlarze, oferujc suchaczom rne faszywe towary. Jeden z nich sprzedawa puszki po coca - coli i plastykowe lody. Jakim cudem znalazem w jego wzku ma butelk prawdziwej whisky. Linda nie chciaa pi, a ja - chocia nie byem alkoholikiem - za p szklanki whisky na ten wrzd, ktry pali moje wntrznoci od chwili, gdy Powy Jack pozosta sam, oddabym majtek. Jako ostatni z faszywych wiadkw wystpi duchowny z Oka Cyklonu". Wypowiedzia tylko jedno zdanie: - Syszaem, jak on mwi - wskaza na oskaronego - e moe rozwali koci i za trzy dni zbudowa go. Na dziedzicu zapanowaa grobowa cisza. Kardyna zwrci mask w stron Powego Jacka:

- Nic nie odpowiadasz? Prorok milcza. - Zaklinam ci na Boga ywego! - zawoa pierwszy kapan Kroywenu. - Sam to wreszcie wyznaj, jeli jeste Zbawicielem naszym. - Ty powiedzia. Nie wierzycie? Wszake powiadam wam: Jeszcze ujrzycie mnie siedzcego po prawicy Pana waszego na obokach niebieskich. Arcykapan rozejrza si wokoo siebie. Zbliy donie do piersi, zacisn je na papierowym stroju i rozdar go teatralnym gestem: - Bluni! Czy jeszcze potrzebujemy wiadkw? Oto teraz sami syszelicie jego blunierstwo! Znowu zapada cisza. I nagle - jakby na komend wydan przez niewidzialnego przywdc - cay zgromadzony na dziedzicu tum rykn zgodnie: - Winien jest mierci! Jaka kobieta przyskoczya do Powego Jacka i naplua mu w oczy. Druga spoliczkowaa go. Kilka kukie wbiego na podium. Jedne chwyciy proroka za ramiona, a inne na zmian biy go piciami po twarzy. - Zbawicielu nasz - woay - prorokuj, kto ci teraz uderzy! Kardyna uspokoi statystw: owiadczy zebranym, e niezwocznie odda proroka w rce prokuratora.

W maej kafejce przy Szstej Alei przesiedziaem z Lind reszt tej ponurej nocy. ycie toczyo si dalej. Prawdziwi i faszywi ludzie wsiadali do samochodw, krcili si po ulicy, kupowali porann pras, pili kaw i jedli ciastka. Wszyscy rozmawiali o sprawach bardzo odlegych od rzeczywistoci. O wicie uzgodnilimy, e jeszcze tego dnia wyjedziemy z Kroywenu. Musiaem na zawsze opuci to miasto i rozpocz nowe ycie w innym kraju, gdzie nikt nie zna mojej fatalnej przeszoci i gdzie mgbym kocha Linde bez cigej obawy, e pewnego dnia jaki ywy karabinier pooy mi rk na ramieniu. Lindzie bardzo podoba si ten pomys. Rozchmurzya si wreszcie, chciaa jecha natychmiast, ale ledwie trzymaa si na nogach po drugiej nie przespanej nocy. - Wyjedziemy po poudniu - zaproponowaem. - Teraz zawioz ci do domu. Spakujesz rzeczy. Musisz przespa si kilka godzin przed wyjazdem, a ja wpadn do Elsantosa. - Ja ju do domu nie wrc - powiedziaa. - Nie chcesz poegna si z rodzicami?

- Wczoraj ostatecznie pokciam si z nimi. - O co? - O ciebie. Zrozumiaem. W tej chwili oboje bylimy bezdomni, ale to nie miao ju adnego znaczenia. - Dlaczego chcesz odwiedzi Ryana? - spytaa, gdy po dugim pocaunku oderwaem usta od jej warg. - Przed podr jestemy bez grosza. Wszystkie oszczdnoci zostay w domu. Mam w kryjwce wiksz sum. Dam Ryanowi klucz do mojego mieszkania w Tawedzie i poprosz go, aby mi przynis te pienidze. Jemu ze strony karabinierw nic nie grozi, bo gdyby go tam zatrzymali, powie, e zapasowy klucz daem mu przed tygodniem. Wejdzie do mieszkania po swoje rzeczy. Przedtem bd musia wywoa go z fabryki z Pial Edin, a to potrwa jaki czas. - W takim razie moe zawieziesz mnie do Yorenw. Poczekaabym tam na ciebie. - Wanie u nich mogaby si wyspa, jeeli jeszcze nie wyjechali z Kroywenu zgodziem si, mrugajc znaczco przy ostatnich sowach. Oboje bylimy wci pod przygnbiajcym wraeniem wyniesionym spod siedziby kardynaa. Dlatego - aby odwrci myli Lindy od procesu Powego Jacka - w drodze na Czterdziest Drug Ulic artowaem na temat Toma i Dolly, co zreszt byo bardzo atwe. Wysiadajc pod ich domem, Linda pooya mi na kolanach dugie papierowe pudeko. - Masz, ty gupi wariacie - powiedziaa z nieco weselsz min i wbiega na schody. Skrciem w Szesnast Alej i otworzyem pudeko. Znalazem w nim ywy kwiat. Takiego upominku nie dostaem jeszcze nigdy od adnej kobiety, tote fakt, e Lindzie przyszed do gowy ten miy pomys, sprawi mi wielk przyjemno. Prosto spod domu Yorenw pojechaem na Czterdziest sm Ulic do generalnego prokuratora Kroywenu, ktrego urzd ssiadowa z sdowym gmachem. Cel ten by gwnym powodem opnienia naszego wyjazdu. Miaem jeszcze nadziej, e moe zdoam jako pomc Powemu Jackowi, nie naraajc siebie na aresztowanie. Nie chciaem jednak mwi o tym Lindzie, bo i tak cay czas trzsa si ze strachu. Prokurator by ywym czowiekiem. Korytarz wiodcy do jego gabinetu wypenia tum manekinw. Z trudem udao mi si dotrze do otwartych drzwi. Zmaltretowany nocnym przesuchaniem Powy Jack sta przed biurkiem prokuratora w otoczeniu kilkunastu kapanw. Duchowni oskarali proroka o to, e buntuje lud i namawia wszystkich do niepacenia podatkw gubernatorowi Kroywenu, twierdzc, e on sam ma najwysz wadz nad mieszkacami miasta.

- Czy to ty jeste naszym Reyserem? - spyta prokurator, zwracajc nieprzeniknion twarz w stron Powego Jacka. - Jam ci to jest. - Nie syszysz, jak wiele oskare wnosz tu przeciwko tobie? Powy Jack milcza. Kapani dalej domagali si ukarania proroka. Prokurator zada mu jeszcze kilka pyta, ktre pozostay bez odpowiedzi. Prawnik zamyli si przy otwartym oknie. Wreszcie zwrci twarz do zebranych w gabinecie manekinw i owiadczy bezbarwnym tonem: - adnej winy nie znajduj w tym czowieku. Ale na wasze danie zatrzymam go. Przywoa karabinierw i kaza im oprni korytarz.

W Pial Edin nie udao mi si skontaktowa z Ryanem Elsantosem. Makieta fabryki wagonw jedynie od strony odlegej o kilometr linii metra robia wraenie prawdziwego zakadu produkcyjnego. Wygldem swym moga wprowadzi w bd pasaerw przejedajcego pocigu - i takie tylko byo jej zadanie. Do okna hali, w ktrej pracowaem razem z Ryanem, zakradem si przez ogrodzenie od strony jeziora, skd atwo mona byo zdemaskowa ca mistyfikacj. Na placu stay w rzdach sylwetki gotowych" wagonw kolejowych. Wszystkie makiety byy wytoczone jednostronnie z cienkiej blachy. Za fasad hali grupy sztucznych ludzi symuloway prac monterw. Jedne manekiny - by wywoa haas - tuky motami w goe kowada, inne wydeptanymi ciekami - jak due nakrcone lalki przenosiy z miejsca na miejsce wci te same kartonowe imitacje wagonowych czci. Od pocztku istnienia tej fabryki nie zbudowano w niej niczego i fakt, e przez lata razem z innymi drugo - i trzeciorzdnymi statystami ja sam te braem udzia w tym absurdzie, nie chcia mi si teraz pomieci w gowie. Elsantosa nie dostrzegem przez okno wrd znajomych robotnikw, a do innych nie miaem zaufania. O dziewitej pojechaem do Tawedy, ktr od Pial Edin dzielia odlego dwch kilometrw. Pitego dnia nieustannej tuaczki po miecie miaem wreszcie okazj spojrze na swj dom. Sta w tej czci osiedla, ktra na moim planie Kroywenu leaa w pasie prawdziwych obiektw. Przy torze kolejowym nie widziaem dekoracji. W Tawedzie przejechaem obok autentycznej stacji metra i skrciem w ulic prowadzc dalej przez krtki most na wysp Reff. Przed wjazdem na most minem swj dom. Z zewntrz wyglda solidnie, jak wszystkie inne budynki po obu stronach ulicy. Mieszkanie na dziewitym pitrze z pewnoci byo pod

obserwacj. Moe czekaa tam na mnie zasadzka w postaci dyurujcego karabiniera, dlatego nie odwayem si wyj z samochodu. Nagle - ju po raz trzeci w yciu - zobaczyem ,,Latarni Kroywenu". Wynurzya si spoza rogu przy stacji metra, mina mj samochd i zagbia si w lesie porastajcym wysp. Blask obejmowa okolic jadcego autobusu, w ktrego wntrzu byo najjaniej. Na widok filmowego reflektora" znowu opanowao mnie niezwyke uniesienie. Natychmiast ruszyem za autobusem. Przejechaem za nim ca wysp i drugi most czcy j ze wschodnim brzegiem jeziora. Dookoa rozciga si autentyczny krajobraz. Na przystanku w Lesaioli z autobusu wysiada Muriel. Osiedle to leao w odlegoci dwudziestu kilometrw od centrum Kroywenu. Aktorka pobiega w kierunku zespou domkw campingowych rozstawionych przy play i wesza do pawilonu restauracyjnego. Podjechaem pod oszklon cian. W letniej restauracji siedziao kilkunastu wczasowiczw. Niektrzy mieli na sobie tylko kostiumy kpielowe. Aktorka zaja miejsce w kocu sali, niedaleko baru. Wszedem do rodka i usiadem przy stoliku pod szyb. W zestawieniu z jasnoci blasku zalewajcego wntrze pawilonu i jego okolic soce na bezchmurnym niebie lnio niewiele silniej ni ksiyc w peni. Jednake ta niezwyka lawina wiata nieznacznie tylko razia mnie w oczy, a inni ywi ludzie, ktrzy po kpieli w jeziorze podchodzili do Latarni Kroywenu", najwyraniej nie zdawali sobie sprawy z jej istnienia. Kto wrzuci monet do automatu z pytami. Rozlega si muzyka. Muriel pisaa co na kartce papieru. Przygldaem si jej z daleka. Czuem, e na jej widok wraca we mnie to wszystko, co przeyem przed dwoma dniami. Naraz z pomieszczenia na zapleczu restauracji wyszed mody kelner. Pocaowa aktork w usta i usiad swobodnie przy jej stoliku. Muriel podaa mu zapisan kartk. Aktor wpatrywa si w ni przez kilkanacie sekund, po czym powiedzia co do aktorki. Muzyka zaguszya jego sowa. Muriel wyja kartk z rki kelnera i podkrelia na niej jakie zdanie. Potem dopisaa co jeszcze. Obserwowaem ich przez kilka minut: on do niej mwi, a ona gestykulowaa albo odpowiadaa na pimie. Kelner roznis napoje zamwione przez nowych goci i powrci do Muriel. W lokalu pojaniao jeszcze bardziej. - Malcolm! - zawoa jaki mczyzna poza moimi plecami. Kelner przenis si do jego stolika i usiad przy nim. Mczyni rozmawiali ciszonymi gosami. Pikna melodia zaguszaa dialog aktorw grajcych w filmie, w ktrym statystowaem przez cae ycie. W pewnej chwili towarzysz kelnera spojrza za siebie. Muriel

podniosa rk i umiechna si do niego ponad moj gow. Odczuem to tak, jak uderzenie fali rozpalonego powietrza, poniewa przez uamek sekundy miaem szalon nadziej, e gestem tym i umiechem Muriel przywouje mnie do siebie. Muzyka umilka. - Masz racj - szepn kelner, gdy jego znajomy znowu pochyli si nad stolikiem. Spawi j jeszcze dzisiaj. - Stary, wiedziaem, e nie jeste gupi - odpar tamten. - Poka ci jutro dziewczyny z naszego nowego zespou. Jest w czym wybiera. Bdziesz mia wreszcie swobodne rce i niez fors za to lokum, a my odpowiednie studio. - Nosz si z tym zamiarem od tygodnia, ale Muriel nie ma gdzie si podzia. Za jaki kt w Lesaioli zabieraj poow mojej pensji. Ona zarabia grosze. - Znajdzie sobie co taniego w Tawedzie albo na Dolnym Riwazolu, zreszt nie twoja sprawa. Zaley ci na niej? - Od tygodnia szukani pretekstu do zerwania naszej znajomoci. - I znalaze go. - Teraz widz, e masz racj. - Wic zaatwione? - Wieczorem rozmwi si z ni. Tak czy inaczej rano zabierze cay swj interes, bo jest wraliwa i ambitna. Najdalej jutro wieczorem dostaniesz klucz od tamtej chaty. Ju duej nie bd tego przeciga. Ona szarpie mi nerwy. - Stary, umwmy si: nie musisz si przede mn tumaczy. Powiedz tylko, jak do tego doszo. - Zwyczajnie. Siedzi u mnie ju od dwch miesicy. Poznalimy si w Oku Cyklonu". - Chopie, ja ciebie nie pytani, jak dugo ze sob picie, tylko kiedy wyszo na jaw, e ona ma raka krtani. - Wycieli jej to cztery lata temu. - I odtd nie powiedziaa ani jednego sowa? - Chyba mogaby mwi szeptem, ale nie chce. Po operacji chciaa popeni samobjstwo. Potem przysza do siebie i teraz uwaa, e na papierze mona wyrazi wszystko. - Bujasz. - Ona bardzo adnie pisze. - I mwi. Raz syszaem, jak rozmawiae z ni przez telefon. - A, o to ci chodzi. Muriel nosi za sob kieszonkowy magnetofon. Koleanka nagraa jej na pocztku tamy haso Tu Muriel". Czasem wykrca mj numer i przykada magnetofon do

suchawki. Potem ona sucha, a ja do niej mwi, jeeli akurat mam co do powiedzenia w sprawie jej interesu. - Moglicie to uoy bardziej dowcipnie: nagra szereg gotowych pyta i odpowiedzi. Tylko czy taka zabawa moe trwa przez cae ycie. Przecie ten jej punkt usugowy z wielkim szyldem i jednym klientem dziennie to jest po prostu kupa miechu. - Nie miaem zamiaru wiza si z ni na duej. Po tych sowach kelner poegna znajomego i odszed do konsumentw, aby zainkasowa pienidze. Potem uda si na zaplecze lokalu. Muriel podniosa si ze swego miejsca. Trzymaa w doni zapisan serwetk. Przez chwil patrzya na drzwi, za ktrymi znikn kelner, jakby chciaa poda mu t kartk, ale rozmylia si i wysza z pawilonu. Wstaem. Miaem zamiar powiedzie jej kilka sw i czuem, e tym razem ju adna wewntrzna sia nie zdoa mi w tym przeszkodzi. Na drodze do wyjcia potrciem jakiego mczyzn. - To pana samochd? - spyta. - Nie - odparem machinalnie. - Widziaem, jak on zajecha tym wozem - powiedzia znajomy kelnera do stojcego obok policjanta. I po co ja ukradem ten samochd? - przemkno mi. Patrzyem na taras za oszklon cian, na ktrym stao szeciu karabinierw. Wszyscy byli ywi. Zagldali w gb restauracji, gdzie w penym blasku Latarni Kroywenu" otoczony statystami drugorzdny aktor wskazywa palcem w moim kierunku. - Ontena, nie wykrcaj si, bo ten wz i tak nie ma teraz wikszego znaczenia powiedzia policjant wyjmujc kajdanki. Odepchnem go. Karabinierzy przyskoczyli do drzwi. Rzuciem si w stron bocznej ciany. Trzask rozbijanej szyby by ostatnim dwikiem, jaki przed upadkiem na gorcy piasek odezwa si jeszcze w mojej wiadomoci.

W prawdziwej celi, do ktrej zostaem wtrcony po odzyskaniu przytomnoci, obok Powego Jacka i nieuchwytnego bandyty" Dawida Martineza zobaczyem jeszcze jakiego drugiego plastykowego zbrodniarza. O pierwszej godzinie sztuczni stranicy przewieli nas wszystkich do sdowej sali. Obrocy i sdziowie odlani byli z gipsu. Postacie awnikw Dekorator wyci z arkusza dykty. Figury te ani razu nie poruszyy si w czasie godzinnej rozprawy: tylko prokurator zabiera gos, a jego sowom towarzyszyy okrzyki padajce z tumu pozornych suchaczy.

Raz na rok generalny oskaryciel Kroywenu mia prawo zwolni jednego winia wybranego przez lud. Po przesuchaniu czterech oskaronych prokurator zapyta: - Ktrego chcecie, abym wam wypuci: Dawida Martineza, zwanego nieuchwytnym gangsterem, czy Powego Jacka, ktrego nazywaj Reyserem wiata? Zdawao si, e mistrz ma jeszcze szans odzyskania wolnoci. Ale przedniejsi kapani wczeniej namwili lud, eby w sdzie domaga si skazania proroka. - Wypu nam Martineza! - paday zewszd zgodne okrzyki. - C tedy mam uczyni z Powym Jackiem? - Niech bdzie stracony! - Lecz co on wam zego uczyni? Kuky nie odpowiedziay na to pytanie. ywy oskaryciel prbowa uspokoi sztucznych ludzi, ale im duej ich przekonywa, z tym wiksz nienawici woali: Niech bdzie stracony!" O godzinie drugiej prokurator uciszy zebranych i przez kilka minut patrzy w milczeniu na grup faszywych przedstawicieli kocioa. Myla pewnie o reakcji gubernatora na ich skarg w przypadku, gdyby zwolni proroka. Po ostatniej prbie obrony Powego Jacka, widzc, e jego sowa nic nie pomagaj, oskaryciel generalny pola sobie rce wod z karafki i umy je przed ludem. - Nie jestem ja winien krwi tego sprawiedliwego - powiedzia. - Wy ujrzycie! Szyby w oknach zadray od zgodnego okrzyku: - Krew jego na nas i na dzieci nasze! Wic wypuci im Dawida Martineza, a Powego Jacka, mnie i drugiego plastykowego zbrodniarza wyda na stracenie.

Po drodze na miejsce kani czuem si jak sparaliowany: prawie nic ju nie docierao do mnie. Na dziedzicu sdowym widziaem jak przez mg Powego Jacka, ktrego faszywi karabinierzy tukli kolbami po gowie i pluli na niego, a potem klkali przed nim, mwic: Bd pozdrowiony, Reyserze wiata". Wsadzili nas do samochodu i zawieli do Pial Edin. Stamtd - w towarzystwie innych wozw zaadowanych statystami - pojechalimy przez Tawed pod Quenos, gdzie koczya si linia metra. Wyrzucili nas z samochodu na grze pokrytej faszywymi zarolami. Quenos byo najbardziej odleg od centrum dzielnic miasta.

Na wierzchoku gry rosy trzy prawdziwe pinie. W poowie wysokoci jednej z nich karabinierzy zawiesili tabliczk z napisem: Ten jest Powy Jack - Reyser wiata". O trzeciej godzinie rozebrali proroka i po ktni o jego ubranie rzucali monet, aby los rozstrzygn, kto dostanie jego now koszul i spodnie. - Ojcze, odpu im, bo nie wiedz, co czyni - powiedzia Powy Jack. - Mistrzu - odezwaem si do niego dziwnie spokojnym gosem. - Spraw, jeli moesz, aby Linda nie tsknia za mn. - Tego nie mog uczyni, tak samo, jak nie mog sprawi, by ciebie omin ten kielich, ktry tu nas czeka. Wy dwaj tylko - wskaza na nasze pinie - dzisiaj nie bdziecie cierpieli. Ledwie to powiedzia, gdy na moich oczach wszystkie otaczajce nas manekiny przemieniy si w ywych ludzi, a ustawione na grze imitacje kaktusw i palm - w prawdziwe zarola i drzewa. Dopiero gdy zawiesili nas na drzewach, przybijajc do nich gwodziami nasze rce i nogi, zrozumiaem, e znowu staem si drugorzdnym statyst - jednym z manekinw. Gwodzie tkwiy w moich stopach i doniach, ale wiszc na nich nie czuem adnego blu. Wszystko dookoa siebie widziaem oczami sztucznego czowieka... Pod drzewami stali naturalni kapani i karabinierzy. Dalej pakay prawdziwe kobiety. Z pobliskiego Quenos przychodzili ciekawi, by z tabliczki przybitej nad gow Powego Jacka - ktry cierpia autentycznie i strasznie - odczyta jego win. Nie czuem blu i dlatego wanie baem si, e nigdy nie doczekam mierci, - Jeeli jeste Reyserem wiata - zawoaem - ratuj nas i siebie samego! Powy Jack milcza. Ale na woanie odpowiedzia przybity do ssiedniej pinii pozorny bandyta, ktry teraz - w moich oczach - nie wyglda ju na sztucznego. - I ty si jego nie boisz! - zgromi mnie. - My sprawiedliw zapat bierzemy za uczynki nasze, ale ten nic zego nie uczyni. Panie! - zwrci twarz do nauczyciela. - Pomnij na mnie, gdy przyjdziesz do krlestwa swego. A Powy Jack odpar: - Dzi jeszcze bdziesz ze mn w raju. Karabinierzy strzegli nas, siedzc pod drzewami. W znacznej odlegoci staa grupa zastraszonych przyjaci mistrza. Wrd nich Powy Jack dostrzeg swoj matk i ucznia. Przywoa ich do siebie: - Niewiasto - rzek - oto syn twj. Uczniu, oto twoja matka. I stao si, e gdy ucze odprowadzi matk na stok gry, nauczyciel powiedzia: Pragn". Dali mu ocet i namiewali si z niego.

Tak mijay godziny. Czarne ptaki kooway nad gr. Zniay si w locie lub szyboway ku socu i niky w bkitnej toni nieba. Rozgldaem si sennie dookoa siebie. W dole sta ywy las. Widziaem rzeczywist wod w dolinie Vota Nufo i nieoszukane domy pobliskiego Quenos. Patrzyem na poudniow panoram z prawdziw Tawed porodku (gdzie lni mj dom na tle mirau dalekich drapaczy chmur). Lecz w caym tym pozornie naturalnym krajobrazie nie dostrzegaem nigdzie Latarni Kroywenu" ani nadziei, e po przemianie w sztucznego czowieka bez pomocy karabinierw doczekam si kiedy realnej mierci. Ci, co stali pod nami albo krcili si po grze dla zabicia czasu, podchodzc do Powego Jacka rzucali mu w twarz sowa, z ktrych wynikao, e cho w moich oczach wygldali jak ludzie, nadal byli manekinami i grali role drugorzdnych statystw. - Dufa w Widzu, to nieche go teraz wybawi - rzek karabinier penicy pod nami wart. Kapani te mdrzyli si z bezpiecznej odlegoci: - Inszych ratowa, a siebie nie moe - zauway jeden. - Zstp teraz z drzewa - szydzi drugi. - Ty, ktry mgby rozwali koci i w trzy dni umiaby go zbudowa, ratuj siebie samego. - Jeeli zejdzie, uwierzymy mu - mwili inni. Czuem coraz wiksz senno i obojtno na to, co si dziao w dole. Nad Kroywenem zapanoway nienaturalne ciemnoci. Gdy po dugim czasie tarcza soneczna wysuna si spoza czarnej zasony, Powy Jack zawoa wielkim gosem: - Ojcze mj! Ojcze mj! Czemu mnie opuci? Kto z liczby tych wytrwaych, co jeszcze tam stali, podbieg do drzewa i szepn: - Widza ten woa. Wtedy wartownik nadzia na dugi kij gbk nasycon octem i chcia j zbliy do ust Reysera wiata, lecz kto inny powstrzyma go za rk. - Zaniechaj - powiedzia. - Lepiej popatrzmy, moe przyjdzie i zdejmie go. Ale Powy Jack zawoa tylko: - Widzu! W rce twoje polecam ducha mego! A to rzekszy - skona.