Anda di halaman 1dari 8

Object 2

Afrykanin a nie Murzyn


nie syszy si ju dzi o Murzynach
ktrzy zginli w kopalni wgla
to robotnicy afrykascy ze zmiadonymi
czaszkami spoczli pod zwaami mzgu
nie syszy si ju dzi o rzeniku
starym rycerzu krwi
sklepy misne oto muzea nowej wraliwoci
urzdnik a nie kat
nie syszy si ju dzi o hyclu
ktrego nienawidziy dzieci
W dwudziestym wieku pod rzdami nowej wadzy rozumu
pewne rzeczy ju si nie zdarzaj
krew na ulicy na maskach samochodw
i na samochodach bez maski
czowiek biay z przeraenia
Europejczyk oko w oko ze mierci
nie syszy si ju dzi o mierci
zgon a nie mier
to jest waciwe sowo
Wymawiam je i nagle spostrzegam
e moje usta wycielono tektur
ktr dawniej nazywano milczeniem

"Sklepy misne" 1975"


autor: Adam Zagajewski

Czy kochasz sowa tak jak niemiay czarodziej kocha chwil ciszy -
ju po wystpie, kiedy jest sam w pustej szatni, w ktrej
ponie smolistym, tustym pomieniem ta wieca?
Jaka mio dozwoli ci pchn cik bram, tak eby znowu
poczu zapach tego drewna i rdzawy smak wody z archaicznej studni,
i eby raz jeszcze ujrza wysok grusz, dumn matron, ktra w
jesieni
arystokratycznie oddawaa nam swe doskonae w ksztacie owoce,
poczym niemo pograa si w rozpatrywaniu nieszcz zimy.
Tu obok dymi obojtny komin fabryki i milczao brzydkie miasto,
ale w ogrodach gboko pod cegami pracowaa niestrudzona ziemia,
nasza czarna pami i przepastna spiarnia umarych, dobra ziemia.

Jakiej odwagi trzeba, eby pchn cik bram,


jakiej odwagi, eby zobaczy was wszystkich znowu
zebranych w jednym pokoju pod gotyck lamp -
mama nieuwanie czyta gazet, my uderzaj o szyb,
nic si nie dzieje, nic, zaledwie wieczr, modlitwa; czekamy...
Tylko raz ylimy.
autor: Adam Zagajewski

Dla ciebie - moe pisz teraz, w chmurze


wenianych snw - pisz nie tylko ten wiersz.
Dla ciebie, zwyciskiej, umiechnitej, piknej,
ale take dla ciebie smutnej, pokonanej

(chocia nigdy nie zdoam zrozumie,


kto mgby pokona ciebie!),
dla ciebie nieufnej, niespokojnej,
dla ciebie pisz wiersz za wierszem,

jakbym chcia ktrego dnia - jak w


- dotrze, przy pomocy niedoskonaych sw
i obrazw, tam, gdzie ty jeste ju od dawna,
tam, gdzie ciebie zaniosa byskawica ycia.

autor: Adam Zagajewski

Julianowi Kornhauserowi
Nosimy uywane sowa, wznioso i rozpacz
zjedzone przez cudze usta,
chodzimy po zapadniach cudzego przeraenia,
w encyklopedii odkrywamy staro,
wieczorem udajemy, e wybucha wojna,
rozmawiamy z Baczyskim,
pakujemy si w popiechu,
przypominamy sobie dawnych poetw,
wychodzimy na dworzec, potpiamy faszyzm,
po czym triumfialnie,
w przedziale pierwszej klasy,
w pierwszej osobie liczby mnogiej,
dajemy wyraz naszej przenikliwoci,
tak jakbymy nie zostali obdarzeni
absolutnym suchem milczenia.
autor: Adam Zagajewski
Nawet w wielkim miecie zapada
niekiedy cisza i sycha, jak po
chodniku, pchane przez wiatr,
przesuwaj si zeszoroczne licie,
w ich nie koczcej si wdrwce
ku zniszczeniu.
autor: Adam Zagajewski

Odwiedzaj swoje wspomnienia,


Uszyj dla niech pcienne pokrowce.
Odso okna i otwrz powietrze.
Bd dla nich serdeczny i nigdy
nie daj im pozna po sobie.
To s twoje wspomnienia.
Myl o tym, kiedy pyniesz
w sargassowym morzu pamici
i trawa morska zarasta ci usta.
To s twoje wspomnienia, ktrych
nie zapomnisz a do koca ycia.
autor: Adam Zagajewski

Pamici Josifa Brodskiego i Krzysztofa Kielowskiego


Soce byo tak delikatne, tak modziutkie,
e balimy si o nie troch; nieostrony ruch rki
mg je porysowa, nawet krzyk - gdyby kto chcia
krzykn - zagraa mu; tylko rozpdzonym jaskkom
o skrzydach jakby odlanych z eliwa, twardych,
wolno byo gwizda gono, poniewa one spdziy krtkie,
pene niepokoju dziecistwo w glinianych gniazdach,
razem z rodzestwem, maymi szalonymi planetami,
czarnymi jak lene jagody.
W maej kawiarni niewyspany garson - pod jego oczami
zebray si ostatnie cienie nocy - szuka drobnych
w przepacistej kieszeni, a kawa pachniaa solennoci
farby drukarskiej, sodycz i Arabi. Bkit nieba
obiecywa dugie popoudnie, niekoczcy si dzie.
Patrzyem na ciebie tak, jakbym widzia ci po raz pierwszy.
I nawet kolumny Plladia, wydawao si,
dopiero si narodziy, wynurzyy si z fal witu
tak jak twoja starsza koleanka, Wenus.
Zaczyna od nowa, liczy straty, liczy polegych,
zaczyna nowy dzie, mimo e was ju nie ma, ciebie,
ktrego dwukrotnie pochowalimy i opakalimy dwukrotnie,
- ye dwa razy mocniej ni inni, na dwch kontynentach,
w dwu jzykach, na jawie i w wyobrani - i ciebie o ostrej twarzy
i o spojrzeniu, ktre powikszao przedmioty i serca (zawsze za mae).
Nie ma was i dlatego bdziemy teraz wiedli podwjne ycie,
jednoczenie w wietle i w cieniu, w jaskrawym socu dnia
i w chodzie kamiennych korytarzy, w aobie i w radoci.

autor: Adam Zagajewski

Przechodziem pod namiotami drzew


i krople deszczu dosigay mnie niekiedy,
jakby pytajc:
czy chcesz cierpie?
Czy chcesz paka?
Powietrze byo wilgotne,
Licie byszczce,
zapach wiosny i nieszczcia
autor: Adam Zagajewski

Suchalimy dugo muzyki -


troch Bacha, troch smutnego Schuberta.
Przez moment suchalimy milczenia.
Na ulicy szalaa zawieja,
wiatr przyciska do murw
swoj sin twarz.
Umarli cigali si na sankach
i rzucali niekami
w nasze okna.

autor: Adam Zagajewski

Sprbuj opiewa okaleczony wiat.


Pamitaj o dugich dniach czerwca
i o poziomkach, kroplach wina ros.
O pokrzywach, ktre metodycznie zarastay
opuszczone domostwa wygnanych.
Musisz opiewa okaleczony wiat.
Patrzye na eleganckie jachty i okrty;
jeden z nich mia przed sob dug podr,
na inny czekaa tylko sona nico.
Widziae uchodcw, ktrzy szli donikd,
syszae oprawcw, ktrzy radonie piewali.
Powiniene opiewa okaleczony wiat.
Pamitaj o chwilach, kiedy bylicie razem
w biaym pokoju i firanka poruszya si.
Wr myl do koncertu, kiedy wybucha muzyka.
Jesieni zbierae odzie w parku
a licie wiroway nad bliznami ziemi.
Opiewaj okaleczony wiat
i szare pirko, zgubione przez drozda,
i delikatne wiato, ktre bdzi i znika
i powraca.
autor: Adam Zagajewski

Wczesne godziny przedpoudnia; jeszcze nie piszesz


(nie prbujesz pisa, raczej), tylko leniwie czytasz.
Wszystko jest nieruchome, spokojne, pene, tak
jakby to by prezent ofiarowany przez muz powolnoci,
jak dawniej, w dziecistwie, na wakacjach, kiedy dugo
studiowao si kolorowa map przed wycieczk, map,
ktra obiecywaa tak wiele, gbokie stawy w lesie
jak wiecce oczy motyli, grskie ki tonce w ostrej trawie;
albo moment przed zaniciem, kiedy jeszcze nie ma snw,
ale ju wyczuwa si ich nadchodzenie z rnych stron wiata,
ich marsz, pielgrzymk, ich czuwanie przy ou chorego
(chorego na jaw), i oywienie wrd redniowiecznych figur
skurczonych w wiecznym bezruchu nad katedr;
wczesne godziny przedpoudnia, cisza
- jeszcze nie piszesz,
jeszcze rozumiesz tak wiele.
Zblia si rado.
autor: Adam Zagajewski

Wieczorem, w obcym miecie, szedem


ulic, ktra nie miaa imienia.
Coraz gbiej zanurzaem si w obco,
w gst wiosn, po stopniach kamiennych.
Pada ciepy deszcz i ptaki pieway
cicho; czuo bya w ich gosach dalekich.
Syreny statkw pakay w porcie,
egnajc si z ziemi znajom.
W otwartych szeroko oknach kamienic
stay postaci ze snw moich i twoich,
i wiedziaem, e id w przyszo, w epok
minion, jak pielgrzym do Rzymu.
autor: Adam Zagajewski

Za duo o mierci,
o cieniach.
Napisz o yciu,
o zwykym dniu,
o pragnieniu adu.
Dzwonek szkolny
moe by wzorem
umiarkowania,
nawet erudycji.
Za duo mierci,
zbyt wiele
czarnego olnienia.
Zobacz, narody stoczone
na ciasnych stadionach
piewaj hymny nienawici.
Za duo muzyki
za mao zgody, spokoju,
rozumu.
Napisz o chwilach, kiedy kadki przyjani
zdaj si trwalsze
ni rozpacz.
Napisz o mioci,
o dugich wieczorach,
o poranku,
o drzewach,
o nieskoczonej cierpliwoci
wiata.
autor: Adam Zagajewski

Adam Zagajewski

Cisza

Nawet w wielkim miecie zapada


niekiedy cisza i sycha, jak po
chodniku, pchane przez wiatr,
przesuwaj si zeszoroczne licie,
w ich nie koczcej si wdrwce
ku zniszczeniu.

Adam Zagajewski

Czy chcesz paka

Przechodziem pod namiotami drzew


i krople deszczu dosigay mnie niekiedy,
jakby pytajc:
czy chcesz cierpie?
Czy chcesz paka?
Powietrze byo wilgotne,
Licie byszczce,
zapach wiosny i nieszczcia

Zagajewski Adam - Brama

B. T.

Czy kochasz sowa tak jak niemiay czarodziej kocha


chwil ciszy -
ju po wystpie, kiedy jest sam w pustej szatni, w ktrej
ponie smolistym, tustym pomieniem ta wieca?

Jaka mio dozwoli ci pchn cik bram, tak eby znowu


poczu zapach tego drewna i rdzawy smak wody z archaicznej studni,
i eby raz jeszcze ujrza wysok grusz, dumn matron, ktra w jesieni
arystokratycznie oddawaa nam swe doskonae w ksztacie owoce,
poczym niemo pograa si w rozpatrywaniu nieszcz zimy
.

Tu obok dymi obojtny komin fabryki i milczao brzydkie miasto,


ale w ogrodach gboko pod cegami pracowaa niestrudzona ziemia,
nasza czarna pami i przepastna spiarnia umarych, dobra ziemia.

Jakiej odwagi trzeba, eby pchn cik bram,


jakiej odwagi, eby zobaczy was wszystkich znowu
zebranych w jednym pokoju pod gotyck lamp -
mama nieuwanie czyta gazet, my uderzaj o szyb,
nic si nie dzieje, nic, zaledwie wieczr, modlitwa; czekamy...
Tylko raz ylimy.